Piesiewicz o wyroku: Satysfakcja? Nie ma takiego sądu, który mógłby cofnąć czas

- Nie mam żadnej satysfakcji z wyroku. Jedyny wyrok, który dałby mi poczucie poważnej, ludzkiej satysfakcji, to jest wyrok, którego żaden sąd na świecie nie może wydać. Bo żaden sąd nie ma czarodziejskiej różdżki i nie może cofnąć czasu - mówił w radiu TOK FM senator Krzysztof Piesiewicz.
Dziś po półtorarocznym procesie Sąd Rejonowy dla Warszawy-Środmieścia skazał troje szantażystów Krzysztofa Piesiewicza na karę 1,5 roku więzienia.

Zarzuty wobec oskarżonych dotyczyły zmuszania senatora do "określonego zachowania" w zamian za nieujawnianie kompromitujących go materiałów - za co grozi do trzech lat więzienia. Oskarżeni - wcześniej karani za czyny kryminalne - szantażowali polityka od jesieni 2008 r.

Piesiewicz nie chciał wprost w Radiu TOK FM komentować wyroku. Zwrócił uwagę, że jest prawnikiem i stroną w tym postępowaniu (wyrok nie jest prawomocny, obrońca jednego ze skazanych już zapowiedział apelację - red.), ale w jego ocenie sąd orzekł wyrok, który wykraczał poza żądania prokuratorskie. - W ramach sankcji opisanych kodeksem karnym jest to wyrok surowy - powiedział Piesiewicz i dodał, że zapewne nie jest to koniec sądowy tej sprawy.

Tyrania chwili czyli legenda pewnej zażyłości

Korzystając z okazji senator powiedział, że choć rozumie dzisiejsze media elektroniczne, które rządzą się swoimi prawami - "tyranią chwili - jak nazwał to Eriksen (Thomas Hyland Eriksen, norweski profesor, antropolog, autor "Tyranii chwili" -red.), nie jest prawdą, że kobieta, która była wykonawczynią tej prowokacji spotykała się ze mną kilkanaście razy. To jest nieprawda. Widziałem się z nią dwa razy. Za drugim razem zerwałem te kontaktu, bo poczułem, że coś jest nie tak.

Piesiewicz podkreślił, że w przypadku szantażystek nie było mowy o żadnej zażyłości. - Przygotowywano ten szantaż osiem tygodni, wyposażono te kobiety w sprzęt elektroniczny, rekwizyty, szminki, stroje, te które później było widać na filmie. Chcę to wyraźnie powiedzieć: nie spotykałem się z tymi kobietami kilkanaście razy. To bardzo ważne, bo tu się tworzy legenda o pewnej zażyłości - mówił senator.

- To było wszystko przygotowane wcześniej, przygotowane w sposób przestępczy i w celu dokonania przestępstwa. 40 lat mojej pracy, mojego życia, bardzo intensywnego, kiedy starałem się pomagać ludziom, wykonywać wszystko dla dobra ludzi, zostało przykryte incydentem wykonanym i przygotowanym przez przestępców. Kiedy mówiłem o czarodziejskiej różdżce i cofnięciu czasu to właśnie miałem na myśli. Jest jak jest. Taki jest świat. To bardzo przygnębiające - podsumował polityk.

O wyborach: Musimy policzyć głosy

Senator pytany o ewentualny start w jesiennych wyborach podkreślił, że na razie jeszcze nie podjął decyzji. - Dzisiaj się spotykam z moim komitetem, w którego skład wchodzą fantastyczni ludzie, prawnicy, artyści i będę to analizował. To może się wydawać dziwne dla ludzi, bo mówi się o jakimś wykreowanym przez przestępców incydencie w moim życiu. I ja się dzisiaj naradzę. Ja nie mam żadnej struktury, muszę się z nimi naradzić, policzyć głosy. Nie mam teraz takiej energii, którą zyskałem po złożeniu zeznań w sprawie o szantaż. Muszę się naradzić. Mam czas do dwudziestej czwartej - powiedział senator.

Wieczorem Piesiewicz oświadczył w Radiu TOK FM, że nie będzie kandydował do Senatu.

O narkotykach i polityce

Senator był także pytany o legalizację narkotyków. - Nie. Są takie problemy, w które trzeba się wsłuchiwać, w głosy ludzi, którzy nie są uwarunkowani ideologicznie, światopoglądowo. W tej sprawie trzeba słuchać specjalistów. Tzn. brać takie rozwiązania, które przynoszą więcej pożytku niż szkody. Zresztą takich spraw jest więcej, np. in vitro, problem naruszania dóbr osobistych w internecie, szeroko pojęte problemy etyki. Tu są potrzebni ludzie o wielkiej wyobraźni - przekonywał Piesiewicz.

Gość TOK FM mówił również o tym, że jego zdaniem nadchodzą trudne czasy dla polskiej polityki. - Myślę, że nadchodzi trudny czas, coś się dzieje w Europie. To bardzo dobry czas dla populistów, demagogów, do budowania intryg, awantur politycznych. A na pytanie czy przyszły Sejm przetrwa pełną kadencję mogę odpowiedzieć słowami klasyka: - myślę, że wątpię - zakończył Krzysztof Piesiewicz.

DOSTĘP PREMIUM