Poncyljusz chodzi po bazarkach. "Politycy ludzi irytują"

- Jakby się paru czołowych polityków przeszło po bazarkach i posłuchało, co o nas mówią, może stonowaliby debatę i nakierowali ją na realne problemy, którymi żyją ludzie - takimi wnioskami po zbieraniu podpisów wśród warszawian podzielił się Paweł Poncyljusz w Poranku Radia TOK FM. Wiceprzewodniczący PJN mówił też, że rezygnacja Krzysztofa Piesiewicza z kandydowania do Senatu jest zrozumiała.
- Na ulicach Warszawy mniej więcej jeden na pięciu ma meldunek warszawski - powiedział wiceprzewodniczący PJN, który osobiście zbierał podpisy.

Na bazarku na warszawskim Tarchominie i pod Halą Banacha dostał baty. - Ludzie są poirytowani, politycy ich denerwują. Można to zrozumieć. Jakby się paru czołowych polityków przeszło po bazarkach i posłuchało, co u nas mówią, może stonowaliby debatę i nakierowali ją na realne problemy, którymi żyją ludzie - mówił Paweł Poncyljusz.

PJN zarejestrowało komitety wyborcze w całej Polsce. Wiceprzewodniczący partii podkreślał, że nie udało się to Nowej Prawicy, której PJN oferował wspólne pójście do wyborów. - Bardzo żałuję, że nie ułożyła nam się rozmowa ani z Januszem Korwin-Mikkem ani z Markiem Jurkiem. Wiele czasu poświęciliśmy na rzecz przekonania tych partii, żebyśmy poszli razem - powiedział Poncyljusz.

Piesiewicz zrezygnował z powodu trudności z zebraniem podpisów?

Jan Wróbel pytał gościa Poranka, co jego zdaniem spowodowało rezygnację Krzysztofa Piesiewicza z kandydowania do Senatu.

- To jest okrutna rzeczywistość. Zbieranie podpisów pod listami kandydatów do parlamentu było już poważnym problemem dla dużych partii, także dla PJN. Co dopiero dla niezależnego kandydata do Senatu, który musi zebrać podpisy osób zameldowanych w określonej dzielnicy miasta i który nie ma za sobą sztabu aktywistów ani partyjnego zaplecza - mówił Paweł Poncyljusz.

- Jednak poprzedniego wieczora Piesiewicz zarejestrował komitet wyborczy i miał już zebrane ponad 1000 podpisów - przypominał Poncyljuszowi Jan Wróbel.

- A trzeba dwa tysiące. Przypuszczam, że ten "ponad tysiąc" był okupiony ciężkim wysiłkiem i wieloma rozmowami - odparł wiceprzewodniczący PJN.

Piesiewicz o wyroku: Satysfakcja? Nie ma takiego sądu, który mógłby cofnąć czas

Krzysztof Piesiewicz o rezygnacji z kandydowania do Senatu poinformował wczoraj w Radio TOK FM. Stało się to w kilka godzin po zapadnięciu wyroku skazującego troje szantażystów senatora na kary po półtora roku więzienia. - Dziś w mediach elektronicznych znów zostały powielone materiały zarejestrowane w sposób przestępczy przez przestępców. W tej sytuacji rezygnuję. Dziękuję tym, którzy mnie wspierali i popierali - oświadczył Krzysztof Piesiewicz.

DOSTĘP PREMIUM