Cała Polska rozkopana? "Nie załamaliśmy rąk jak inni w UE"

- Polskie plany inwestycyjne zweryfikował kryzys, ale my nie załamaliśmy rąk i nie poddaliśmy się tak, jak moi koledzy w innych krajach Unii Europejskiej - mówił minister infrastruktury Cezary Grabarczyk w Poranku Radia TOK FM o programie budowy sieci dróg w Polsce. Mówił, że zyski z e-myta są wyższe niż oczekiwano (2 mln zł dziennie) i przekonywał, że potrzebny jest optymizm, bo rząd ma dalsze plany.
- Pan denerwuje ludzi swoim dobrym samopoczuciem. Podobno nawet premier zakazał panu pojawiać się na otwarciu kolejnych odcinków dróg z tego powodu - mówiła Janina Paradowska.

- To nie chodzi o moje dobre samopoczucie. Optymizm jest potrzebny, by przełamywać trudności. Gdy pojawił się problem dalszego finansowania inwestycji drogowych, nie załamaliśmy rąk. Przekonaliśmy cały rząd, że nie możemy w tej chwili zaniechać inwestycji. Dostaliśmy dostęp do pieniędzy europejskich, ale żeby je wydać, potrzebny był wkład własny - tłumaczył Cezary Grabarczyk.

- Polska nigdy wcześniej nie miała tyle pieniędzy na modernizację całej infrastruktury - zgodziła się z nim Paradowska.

A2 na wiosnę w wersji optymistycznej

Sejm odrzucił w środę wniosek o wotum nieufności wobec ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka. Przeciw jego odwołaniu głosowało 227 posłów, za było 178, dwóch wstrzymało się od głosu.

Minister przekonywał w poranku Radia TOK FM, że koalicji zależy na jak najszybszym zakończeniu planu "Polska w Budowie": - Gdy konsorcjum chińskie budujące odcinek AS na linii Warszawa- Łódź nie dotrzymywało warunków umowy, wypowiedzieliśmy ten kontrakt i szybko znaleźliśmy nowego wykonawcę.

- Wszyscy, którzy znają się na rzeczy, mówią, że i tak nie zdążymy na Euro 2012 - wtrąciła publicystka.

- Zdążymy - zapewniał Grabarczyk. - Optymistyczny scenariusz zakłada, że wiosną będzie już warstwa ścieralna na autostradzie.

Grabarczyk: ostrzegałem, że nie uda się wykonać planu

Minister infrastruktury powiedział też na antenie Radia TOK FM, że polskie plany inwestycyjne zweryfikował kryzys, który połamał systemy finansów publicznych w innych krajach Europy.

- Po co pan przyjął ten nierealistyczny program ministra Polaczka jako własny? Można było go zmienić i nie byłoby tych nadmiernych oczekiwań - pytała Janina Paradowska, odnosząc się do ambitnego planu Programu Budowy Dróg Krajowych na lata 2007-2015 ministra infrastruktury w rządzie PiS. Jak dziś się okazuje - zbyt ambitnego.

- To, że program był nierealistyczny, okazało się dopiero po kilku miesiącach. Plan był przecież uzgadniany międzyresortowo i miał akceptację ówczesnej minister finansów Zyty-Gilowskiej - tłumaczył się Grabarczyk.

- Ale każdy nowy rząd, jak przychodzi, rozgląda się, co może zrobić naprawdę. Przecież czyta pan programy partyjne i widzi pan, że to się kupy nie trzyma - mówiła Paradowska. - I dlatego zrobiliśmy analizę. Ale potrzebowaliśmy na to kilku miesięcy. W sierpniu 2008 roku powiedziałem w Sejmie: nie zbudujemy wszystkich przewidzianych w pierwotnym planie dróg - przypominał minister.

- Najpierw zapowiadaliście cuda, teraz będziecie zbierać cięgi. Ile by pan teraz nie zbudował, i tak nie zdąży pan na Euro 2012 z drogą między Łodzią a Warszawą - oceniła Paradowska.

2 mln zł dziennie utargu z bramek

Wybory już za miesiąc, a minister infrastruktury zapowiada kolejne plany. - Chcemy zrealizować budowę pełnej sieć dróg. Wprowadziliśmy nowy system poboru opłat. Już dziś przynosi ponad 2 mln zł dochodu dziennie. To lepiej niż zakładaliśmy.

- Krytycy mówią, że jest on dziurawy... - przypomniała Paradowska.

- Zgoda, brakuje 20 bramek, ale działa ponad 400. To znaczy, że jest prawie szczelny - przyznał Grabarczyk.

- Ale samochody i tak rozjeżdżają boczne drogi, bo kierowcy nie chcą płacić - dodała publicystka.

- Na bocznym drogach też wprowadzimy elektronikę i uszczelnimy ten system. Na tym polega właśnie postawa optymisty. Trzeba szukać sposobu rozwiązania problemu. Nie wolno się załamywać.

Czy Grabarczyk powinien wrócić na stanowisko, jeśli PO wygra wybory?
Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM