Wynagrodzenie za opiekę nad praktykantem 65 zł: "żart czy kpina?" "Ale to gest przecież"

Ile doświadczony pracownik sanepidu może zarobić za godzinę opieki nad studentem na praktykach? Poznański Uniwersytet im. Adama Mickiewicza wycenił tę pracę na - uwaga - 1,30 zł i jeszcze raz uwaga - brutto. Za całą praktykę - 50 godzin - to aż 65 złotych. Wielkopolska Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna nie kryje zażenowania taką propozycją. Uczelnia się dziwi. Intencje miała dobre.
Od tej kwoty trzeba oczywiście odprowadzić podatek, składkę zdrowotną i na ZUS. Dyrektorowi sanepidu Andrzejowi Trybuszowi aż łezka zakręciła się w oku. Choć nie spowodowało jej wzruszenie propozycją finansową: - Gdy ją ujrzałem to nie wiedziałem, czy to żart czy kpina. Oferować takie pieniądze wykwalifikowanemu, wykształconemu i doświadczeniu pracownikowi jest cokolwiek nie na miejscu - uważa.

Władze Uniwersytetu są zaskoczone taką reakcją: - To była tylko dobra wola dziekana wydziału, który wysłał studentkę na praktyki. I niestety została ona opacznie zrozumiana - mówi TOK FM Dominika Narożna, rzecznik UAM w Poznaniu i tłumaczy: - Nasz Uniwersytet płaci tylko za tzw. praktyki pedagogiczne. Za zawodowe - o których rozmawiamy - nie ma wynagrodzenia. Wynika to najczęściej z ich specyfiki - obejmują np. studentów geologii, którzy wyjeżdżają w teren, by w praktyce doskonalić swoje umiejętności. Wtedy w grę wchodzi tylko refundacja kosztów ubezpieczenia, dojazdu, zakwaterowania czy wyżywienia.

Za praktyki pedagogiczne Uniwersytet rzeczywiście płaci niewielkie pieniądze, ale jak tłumaczy Narożna - wynika to z niewielkiego budżetu, którym na ten cel dysponuje. - W tym roku akademickim na praktyki zawodowe mamy 900 tysięcy złotych, a na pedagogiczne - 400 tysięcy. A proszę pamiętać, że na naszej uczelni studiuje ok. 40 tysięcy żaków.

Szefostwo Sanepidu zdaje sobie sprawę z tego, że państwowe uczelnie mają ograniczone środki: - Przyjmujemy, zwłaszcza w wakacje, sporo młodych ludzi na praktyki, głównie z Uniwersytetu Medycznego czy też Przyrodniczego. Większość z nich uczy się u nas zawodu za darmo, bo traktujemy to w pewien sposób jak "misję". No i nie bez znaczenia jest fakt, że szkolimy sobie w ten sposób przyszłą kadrę. To taka inwestycja w przyszłość - mówi Andrzej Trybusz, Wielkopolski Inspektor Sanitarny.

I proponuje, by uczelnia darowała sobie gratyfikacje, bo poza wesołością, niczego nie wnoszą.

Po minach pracowników Uniwersytetu, którym reporter TOK FM zacytował tę radę, można mieć pewność, że na pewno wezmą sobie ją do serca.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM