Kary za złe recepty: nawet 800 tys. zł. 'Niektórzy protestują i nie wypisują leków refundowanych'

- Już dostajemy sygnały, że są lekarze, którzy nie wypisują recept na leki refundowane - mówi w TOK FM wiceprezes mazowieckiej Izby Lekarskiej. Według nowych przepisów, jeśli wypiszą receptę na lek refundowany osobie nieubezpieczonej, sumę refundacji będą pokrywać z własnej kieszeni. Ministerstwo tłumaczy: straty związane z takimi receptami są ogromne.
Chodzi o nowe przepisy ustawy refundacyjnej, które mają wejść w życie na początku przyszłego roku. Co de facto zmienią nowe przepisy? - Zaostrzają obecne prawo. Będzie więcej przypadków, w których lekarze będą karani. I co najważniejsze - będą karani także za sytuacje, za które nie są odpowiedzialni. Np. jeśli pacjent przedstawi fałszywą informację o swoim ubezpieczeniu, a oni nie będą mieli jak tego sprawdzić - mówi wiceprezes Naczelnej Izby Lekarskiej Romuald Krajewski.

- Lekarze są karani za nie swoje błędy. Po prostu nie mają możliwości potwierdzenia w każdym przypadku, czy dany pacjent jest ubezpieczony czy nie - podkreśla ekspert prawa farmaceutycznego Paulina Kieszkowska-Knapik.

Jakie kary grożą lekarzom?

O jak wysokie kary chodzi? Był przypadek rekordowej kary - lekarz miał zapłacić 800 tysięcy zł. Zdaniem NFZ, budżet tyle stracił na wypisywanych przez niego receptach. By pokryć należność, sprzedał mieszkanie. Okazuje się, że nie był to jednostkowy przypadek, a kar na kilkaset tysięcy jest już w kraju sporo. - Znamy przypadek, gdy lekarz emeryt przepisywał leki swojej umierającej żonie. Robił to zgodnie ze wszystkimi wskazaniami medycznymi, ale nie dopilnował wszystkich formalności. Okazało się, że musi zapłacić kilkadziesiąt tysięcy złotych kary - mówi Krzysztof Makuch i przyznaje, że kar na lekarzy ciągle przybywa. Po wejściu w życie nowych przepisów, będzie ich jeszcze więcej.

Protestują, nie wypisują leków

Konwent prezesów Okręgowych Izb Lekarskich zatwierdził stanowisko, w którym sugeruje, by lekarze od nowego roku nie wypisywali recept na leki refundowane. Do tego stanowiska jeszcze w tym tygodniu odnieść ma się Naczelna Rada Lekarska. Wiceprezes NRL Romuald Krajewski przyznaje, że nie wyobraża sobie, by Rada wydała zakaz wypisywania leki refundowanych. Będzie jedynie apel do lekarzy: - Jeżeli wykonanie jakichś czynności wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem, to radzimy by lekarze ich nie wykonywali. Ale lekarze do apeli samorządu się stosują.

Oznacza to, że lekarze - w razie wątpliwości co do stanu ubezpieczenia - nie będą wypisywać leków refundowanych. A spora część lekarzy może ich nie wypisywać w ogóle. Już kilka tysięcy medyków skrzyknęło się w internecie i zapowiadają, że nie podpiszą umów z NFZ, które upoważniają ich do wypisywania recept na leki refundowane. Niektórzy nie wypisują ich już teraz. - W tym momencie dostajemy sygnały, że są lekarze, którzy nie wypisują recept na leki refundowane. Nad tym tematem pochyliła się już Okręgowa Izba Lekarska - mówi wiceprezes mazowieckiej Izby Lekarskiej Krzysztof Makuch.

Ministerstwo się dziwi

Minister Ewa Kopacz mówiła w Poranku Radia TOK FM, że nie rozumie takich zapowiedzi lekarzy i nie wie dlaczego planują takie kroki. - Nic się w tej sprawie nie zmieniło na tyle, żeby oni mogli się czuć zagrożeni bardziej niż dotychczas - mówiła minister. A straty NFZ wynikające z niewłaściwych recept także są ogromne.

A lekarze przypominają, że przeciwko tej ustawie protestowali już na początku prac parlamentarnych. - Ograniczcie lekarskie alarmują, że nie można przerzucać na lekarzy odpowiedzialności za to, że NFZ do tej pory nie był w stanie wydać pacjentom dokumentów, które jednoznacznie by potwierdzały ich stan ubezpieczenia - mówi wiceprezes naczelnej rady Lekarskiej.

O ile strona rządowa jest sprawą zaskoczona, o tyle pacjenci już pytają co to dla nich oznacza. - Są leki, które bez refundacji będą kosztowały kilka złotych więcej. Są też i takie które będą znacznie droższe - mówi kierownik jednej z warszawskich aptek Beata Pełka i wylicza, że jest lek na padaczkę, który kosztuje 3,20 zł pod warunkiem, że jest refundowany. W innym wypadku pacjent musiałby zapłacić prawie 900 złotych.

DOSTĘP PREMIUM