"Zemsta za 11.11 będzie na Manifie. Wendetta weszła do życia publicznego"

Publicyści w TOK FM: - To blokada nagłośniła ten marginalny nacjonalistyczno-skinowski marsz - ocenił Wojciech Maziarski z "Newsweeka". - Gdyby nie tzw. lewacy, 11 listopada po ulicach Warszawy chodziliby skinheadzi i hajlowali - ustawił się w kontrze Łukasz Lipiński z "Gazety Wyborczej".
Płatek: Nie zmieniajmy prawa. Wystarczy stosować obecne. To proste

Pomysł, aby zaostrzyć przepisy o zgromadzeniach publicznych Wojciech Maziarski, dziennikarz "Newsweeka" skomentował krótko: - Jeżeli się znajdują dwie grupy zadymiarzy, którzy są nastawieni na konfrontację, to żadne prawo na to nic nie pomoże.

Zaprotestował Łukasz Lipiński z "Gazety Wyborczej": - Nie przystaję na pełną symetrię opisu: że zadymiarze z jednej i zadymiarze z drugiej spotkali się, pobili itd. Była różnica między tymi dwoma zgromadzeniami, co widać najlepiej po tym, co zrobili uczestnicy Marszu Niepodległości, gdy popołudniu już zostali na placu Konstytucji zupełnie sami - mówił dziennikarz, odnosząc się do zamieszek w centrum Warszawy, m.in. atak na dziennikarzy i zdemolowanie wozów transmisyjnych Polsatu i TVN24.

"Blokada nagłaśnia marginalny marsz"

Marek Zając, dziennikarz TVP, podkreślał, jak trudno, mimo licznych relacji, zorientować się, co się rzeczywiście wydarzyło 11 listopada w Warszawie. - Ja bardzo chętnie obarczę winą którąś ze stron, jeśli tylko poznam prawdę. Niestety, na razie nie wiem, co się tam dokładnie wydarzyło, kto kogo zaprosił, kto za kogo odpowiada - wymieniał niewiadome dziennikarz TVP.

Wojciech Maziarski przyznał z kolei, że sytuację odczytuje symetrycznie. - Mam pretensję do moich kolegów i przyjaciół po stronie antynacjonalistycznej, którzy organizowali zgromadzenie Kolorowa Niepodległa, że nie odcięli się w sposób wyrazisty od pomysłów blokady. Doszło do niej w końcu i to ona nagłośniła ten marginalny marsz nacjonalistyczno-skinowski - mówił dziennikarz "Newsweeka".

"Gdyby nie lewica, po mieście chodziliby skini i hajlowali"

- Jakkolwiek byśmy nie potępiali poglądów tych organizacji, musimy pamiętać, że w demokratycznym państwie oni mają prawo manifestować swoje poglądy. Możemy się z nimi nie zgadzać, możemy organizować demonstrację przeciwko nim, ale nie możemy ich cenzurować. Blokada narodowców jest formą cenzurowania ich ekspresji politycznej. Jednocześnie rozdmuchała ten marsz prawicowego marginesu do rangi wydarzenia ogólnopolskiego. Bez tych wystąpień i akcji kolorowych, Marszu Niepodległości pies z kulawą nogą by nie zauważył - ciągnął Wojciech Maziarski.



- Z tym argumentem nie mógł się zgodzić Łukasz Lipiński. - Zanim ci "lewacy", jak dziś mówimy, zaczęli zwracać uwagę na to, co się tam dzieje, 11 listopada odbywały się manifestacje z otwarcie głoszonymi antysemickimi hasłami i nazistowskimi gestami. Może ktoś mówić o "lewicy zadymiarzy", ale gdyby oni nie zwrócili na to uwagi, to by dalej ci skini przechodzili przez środek miasta i hajlowali - przekonywał Lipiński, który podkreślił, że sam nie był zwolennikiem blokowania.

Popierał za to początkowy pomysł Seweryna Blumsztajna, żeby wiec Kolorowej Niepodległej odbył się z daleka od trasy marszu. - Z drugiej strony nie ukrywam sympatii do młodych ludzi, którzy mówią: "dlaczego mamy pozwolić, żeby neofaszyści chodzili po naszych ulicach" - wtrącił Lipiński.

Marek Zając wieszczył eskalację konfliktu. - Do zemsty dojdzie 8 marca, kiedy grupy prawicowe przyjdą dymić na Manifie środowisk feministyczno-lewicowych. To jest mechanizm wendetty, która została wprowadzona w Polsce do życia publicznego - ubolewał w TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM