Palikot o chińskiej ''taktyce'' Komorowskiego: Niepokojące

?Tak, to bardzo ważne, bardzo ważne? - tylko tyle odnośnie praw człowieka padło z ust polskiego prezydenta podczas jego wizyty w Chinach. - To mnie niepokoi. Ugruntowana taktyka, według której liderzy polityczni nie wypowiadają się w sprawie praw człowieka, w naszym kraju nie jest dobra praktyką - mówi Janusz Palikot. A PO tłumaczy.
W ocenie Janusza Palikota, polski prezydent poszedł śladem wielu prezydentów amerykańskich i zachodnioeuropejskich, którzy właśnie tak się zachowują. - Jadą do Chin robić interesy, a czasami ktoś w ich imieniu, tutaj na miejscu krytykuje brak praw człowieka w Chinach - mówi Paliko. - I w tym sensie nastąpiła pełna europeizacja Bronisława Komorowskiego. Tylko żal trochę tej tradycji, z której Komorowski się wywodzi, romantycznego przedkładania wolności nad interes - mówi Palikot. Zdaniem lidera Ruchu Palikota, być może to znak czasu. - To mnie trochę niepokoi. Dziś może to nie oznaczać dla nas żadnych skutków, ale ugruntowana taktyka, że liderzy polityczni nie wypowiadają się w sprawie praw człowieka, w naszym kraju nie jest dobra praktyką - ocenia.

Janusz Palikot przyznaje, że są okoliczności, w których byłby w stanie zrozumieć milczenie głowy państwa w kwestii praw człowieka. - Na przykład, gdyby towarzyszył temu jakiś wielki kontrakt warty miliardy dolarów czy euro, który przyniósłby Polsce ogromne profity - mówi. - Jeśli jednak chodzi o transakcje na poziomie kilku milionów złotych, to chyba gra nie była warta świeczki - dodaje.

Miller: To ewolucja

Z kolei w opinii przewodniczącego SLD, polskie siły rządzące przeżyły znamienną ewolucję. - Jeszcze niedawno wzywano do bojkotu olimpiady w Chinach, a dzisiaj prezydent RP składa wizytę koncentrując się na sprawach gospodarczych, uznając, że jego linia jest dokładnie taka sama jak UE - tłumaczy Leszek Miller. - Mogę tylko żałować , że ta iluminacja następuje tak późno - nie trzeba było się wygłupiać przy okazji olimpiady, tylko zachowywać się racjonalnie - mówi.

 "Prezydent czuł się niezręcznie"

Zdaniem Mariusza Antoniego Kamińskiego, posła PiS, widać było, że prezydent czuł się z tym niezręcznie. - To jest dylemat, przed którym stają wszystkie państwa - mówi. - Wszyscy zdają sobie sprawę, że prawa człowieka w Chinach są ograniczane czy łamane. A z drugiej strony jest to tak duży rynek zbytu i tak duże inwestycje, że wszyscy lokują tam interesy i wszyscy chcą mieć dużą wymianę handlową z Chinami - mówi.

Pytanie tylko, jak z tego najlepiej i najzręczniej wybrnąć. - Zachowanie prezydenta Komorowskiego nie było najzręczniejsze. Ale myślę, że było celowe - mówi. - Nie sądzę, że prezydent zapomniał o czymś powiedzieć. Wydaje mi się, że taką taktykę po prostu zastosował - uważa Mariusz Antoni Kamiński.

 PO: Nie mamy na to wpływu

Stefan Niesiołowski z PO zdecydowanie ucina dyskusje. - Prezydent Bronisław Komorowski nie pojechał do Chin po to, żeby podyktować im Kartę Praw Człowieka czy zasady i pakty obowiązujące w Europie - mówi. - Rozumiem, że ci ludzi mają pretensje do głowy polskiego państwa, że po jego wizycie nie rozpisano tam demokratycznych wyborów.

Zdaniem posła Platformy, pretensje będą nadal, a wszystko po to, żeby atakować prezydenta. - Nasze możliwości wpływania na ten obszar polityki wewnętrznej w Chinach są bardzo ograniczone - tłumaczy Niesiołowski. - A poza tym nie wiemy, czy Bronisław Komorowski rzeczywiście nie rozmawiał na ten temat. Przecież nie musi tego mówić publicznie, nie musi tego mówić w każdym miejscu, to jest kwestia dyskretna.

Jak tłumaczył, dużo silniejsze państwa niż Polska nie osiągają na tym polu sukcesów. - Ale robienie z tego głównych zarzutów przeciwko prezydentowi Komorowskiemu to jest działania, które ma na celu zdyskredytować prezydenta i mało mnie obchodzi co Ci ludzi mówią - tłumaczy Stefan Niesiołowski.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM