"Mam receptę wypisaną w 2011. Co, jeśli pójdę z nią do apteki po Nowym Roku?" Prawniczka odpowiada na pytania słuchaczy

Na pytania słuchaczy odpowiadała mec. Paulina Kieszkowska, specjalista w zakresie prawa farmaceutycznego, Przewodnicząca Rady Nadzorczej Fundacji Lege Pharmacia.


- Jak będą naliczone ceny w przypadku, gdy recepta zostanie wypisana w 2011 roku, ale pacjent przyjdzie z nią do apteki w 2012, już po wejściu zmian w życie?

W ustawie jest przepis, że recepty wypisane przed 1 stycznia będą realizowane na dotychczasowych zasadach. Tutaj widać wady tej ustawy, bo nie wiadomo, o co chodzi. Można pokusić się o taką interpretację, że cały pakiet statutu tego leku powinien być zrealizowany na starych zasadach. Tylko, że to jest do wykonania w aptece. Wymagałoby współistnienia w komputerze starego i nowego systemu. Od 1 stycznia obowiązuje zakaz czegokolwiek w ramach oferty dla pacjenta. Zakaz jakichkolwiek zniżek, rabatów.

Żaden aptekarz nie zaryzykuje kary wywłaszczenia - bo są przewidziane tak drakońskie kary - stosując inny rodzaj odpłatności niż ten, który będzie wynikał z obwieszczenia. Także receptę pacjent zrealizuje, ale nie wiadomo, ile zapłaci.

Podobno aptekarze będą musieli proponować tańsze odpowiedniki? A czy leki droższe będą refundowane?

W tym pytaniu ogniskuje się cały problem terminologiczny tej ustawy. Trzeba powiedzieć jasno, że NFZ dopłaca do tzw. limitu. Limit obowiązuje dla leków w grupie. Ta grupa zawiera bardzo różne leki. Mówiąc metaforycznie: w tej grupie może być trabant niebieski, trabant zielony, ale też mercedes i saab. Państwo dopłaca tylko do zielonego trabanta. Owszem, i saab, i mercedes są na liście, ale dopłata do tych produktów już jest ponad limit i pochodzi bezpośrednio z kieszeni pacjenta. Do tego jest sztywna, czyli ustawa zawiera absolutny zakaz obniżania pacjentowi jego dopłaty. Państwo dopłaca do leku wyznaczających limit. Istnieje bardzo skomplikowany mechanizm wyznaczania tego leku, ale w gruncie rzeczy to jest jeden z najtańszych preparatów. Państwo ma interes, żeby ten limit obniżyć. Można to sobie wyobrazić jako strzykawkę. To, co pod tłokiem, to jest wkład państwa; to co nad - nasze prywatne nakłady. Dawniej też ponosiliśmy nakład ponad limit, tylko że on mógł być obniżany przez firmę, hurtownie czy aptekę. To było krytykowane jako rzekoma patologia, turystyka cenowa. To oczywiste, że limit powinien być sztywny dla każdego obywatela. Owszem, były sytuacje, kiedy obniżki schodziły poniżej limitu i NFZ z tego nie korzystał, choć powinien był. Ale to jest wylanie dziecka z kąpielą. Ministerstwo nie dopowiada podstawowej rzeczy. Kiedy pacjent idzie z receptą do apteki i okazuje się, że w międzyczasie mercedes potwornie podrożał, pacjent nie może zamienić go na trabanta.

Nie wszystkie paski stosowane przez cukrzyków znalazły się na liście refundacyjnej

To prawda. Około 90 proc. korzysta z pasków, które się na liście nie znalazły. Za to - z tego, co wiem - niektóre z pasków, które weszły na listę, nie sprawdziły się w użytkowaniu. Cała ta operacja jest aksjologicznie wadliwa. Zakłada masowe przestawianie pacjentów po to, aby ten limitodawczy produkt miał jak największy rynek. Nie tędy droga.

Odpowiedzi zostały udzielone na podstawie ustaleń, o których wiedzieliśmy 28 grudnia. Jutro, w czwartek, po godzinie 12.00 konferencja ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza w sprawie nowej listy leków refudnowanych. Konferencja będzie transmitowana przez Radio TOK FM.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM