"Niepełnosprawni do eksterminacji": po nowych skargach kierownik z MOPS-u usunięty z pracy

W środowisku mówiło się, że jest "nie do ruszenia". Henryk Brand, kierownik zespołu ds. osób niepełnosprawnych w łódzkim MOPS wyleciał z pracy. W lipcu na antenie radia TOK FM świadkowie opowiadali o tym, że kierownik nazwał Pawła. G. - jednego z podopiecznych "nierokującym debilem i gównem w jego dupie". - Mam poczucie sprawiedliwości - komentuje zwolnienie Branda, siostrzenica niepełnosprawnego.
- Dyrekcja MOPS negatywnie oceniła pracę pana Branda, dostał on trzymiesięczne wypowiedzenie - mówi Igor Mertyn, rzecznik łódzkiego ośrodka. - Zaproponowano mu szeregową pracę z jednej z jednostek podległych (dom dziennego pobytu), ale nie wiadomo czy ją przyjmie - dodaje Mertyn.

Czarne chmury nad Brandem zbierały się od dawna. Do urzędu miasta systematycznie wpływały skargi na kierownika. Afera wybuchła, gdy Monika Cichacz, ujawniła, że Brand nazwał jej siotrzeńca "nierokującym debilem i gównem w jego dupie". Radio TOK FM dotarło do świadków, którzy to potwierdzili. Brand systematycznie uciekał na zwolnienie lekarskie, co uniemożliwiało wyciągnięcie wobec niego dalszych konsekwencji (wcześniej został jedynie upomniany). Aż do dziś.

- Mam poczucie sprawiedliwości - mówi Monika Cichacz, siostrzenica Pawła G. - Człowiek, który w tak lekceważący sposób pochodzi do ludzi skrzywdzonych przez los w ogóle nie powinien mieć z nimi styczności - komentuje zwolnienie Branda.

Sprawa zaczęła się gdy 40-letni Paweł, podopieczny warsztatów terapii zajęciowych (WTZ) jednego z łódzkich stowarzyszeń został skreślony z listy uczestników po tym, jak nie był na nich obecnych przez kilka miesięcy z powodu pobytu w szpitalu. Jego miejsce na WTZ zajął ktoś inny. Zdaniem rodziny Pawła, z zajęć skreślono go bezprawnie.

Brand: Niepełnosprawni do eksterminacji

Rodzina postanowiła interweniować w MOPS-ie. - Pan Henryk Brand oznajmił mi, że wszystkie decyzje podejmuje samodzielnie - mówi Monika Cichacz, siostrzenica Pawła, z zawodu prawnik. Kobieta dociekała, na jakiej podstawie prawnej skreślono jej siostrzeńca z warsztatów i dlaczego nie przyjęto go z powrotem. - Wtedy pan kierownik dostał białej gorączki, zaczął wrzeszczeć. Powiedział, że Paweł jest gównem w jego dupie, a także, że jego czas już minął i trzeba było go skreślić jak każdego debila, który nie rokuje poprawy - opowiadała Cichacz. - Gdy wychodziłam usłyszałam, żebym wyp... ła z budynku. Wtedy powiedział też, że wszystkie osoby niepełnosprawne powinny być poddane eksterminacji - dodała.

Wersję pani Moniki potwierdziło dwóch świadków, do których dotarło TOK FM. Świadkowie ci zgodzili się zeznawać w tej sprawie przed sądem. - Kierownik zachowywał się tak, jakby był Bogiem. To było wręcz porażające - relacjonował pan Marek (nazwisko do wiadomości redakcji), który przyszedł do MOPS-u załatwić niepełnosprawnemu bratu indywidualne leczenie w domu.

Pani Ewa (nazwisko do wiadomości redakcji) chciała w ośrodku załatwić skierowanie na rehabilitację. - Pan Brand mówił, że trzeba kogoś spalić, tylko nie pamiętam, kogo. Zamurowało mnie - wspomina kobieta. - Powinien natychmiast zmienić zawód - ocenia.

Henryk Brand nie chciał na ten temat rozmawiać. Raz zamknął mi przed nosem drzwi, innym razem udawał, że mnie ani nie widzi, ani nie słyszy.

Siostrzenica Pawła złożyła na ręce dyrekcji MOPS-u skargę opisującą przebieg spotkania. Wicedyrektorka Jolanta Piotrowska przeprowadziła postępowanie wyjaśniające i uznała, że skarga wobec zachowania Henryka Branda jest zasadna. "Wobec kierownika zostały wyciągnięte konsekwencje dyscyplinujące, które mają na celu wykluczenie podobnych incydentów w przyszłości" - napisano Monice Cichacz w odpowiedzi na jej skargę.

"Konsekwencje dyscyplinujące" to - zdaniem Ewy Ściborskiej, łódzkiego rzecznika osób niepełnosprawnych - wystarczająca kara dla kierownika Branda. - Poniósł naprawdę duże konsekwencje z tytułu swojego zachowania. Gdyby nie był jednak kompetentnym urzędnikiem, pani dyrektor na pewno podziękowałaby mu za współpracę - mówiła Ściborska. Rzecznik osób niepełnosprawnych twierdziła, że do tej pory wpłynęła tylko jedna skarga na kierownika.

Kolejni pokrzywdzeni, nagrana rozmowa

Ale w środowisku wrzało. Nie brakowało pokrzywdzonych przez pana Branda. Skargi wpływały do urzędu od różnych stowarzyszeń.

Mimo upomnienia, kierownik nie zmienił nastawienia do podopiecznych. Jakiś czas później, do jego gabinetu przyszła pani Renata M. Czuła się bezsilna, bo podczas poprzednich wizyt Henryk Brand nie traktował jej dobrze, więc postanowiła z ukrycia nagrać rozmowę z nim. Matka kilkorga chorych dzieci prosiła o dofinansowanie do wakacyjnego turnusu dla trzech opiekunów. Kierownik zgodził się tylko na jednego. Pani Renata próbowała go przekonywać, że sama jest lekko niepełnosprawna, więc ma obawy, że nie da rady z opieką. Kobieta usłyszała m.in., że chce robić sobie wczasy dla całej rodziny, a żeby dostać pieniądze, to trzeba nieźle "zapieprzać".

Wyjaśnienie sprawy obiecał w rozmowie z Radiem TOK FM wiceprezydent Łodzi Krzysztof Piątkowski. - Jeżeli te wszystkie słowa z ust pana kierownika padły, to powiem stanowczo: nie ma w urzędzie miejsca dla takich osób. Żyjemy w XXI wieku, w demokratycznym kraju, urząd jest dla mieszkańców, a nie na odwrót - podkreślał Piątkowski.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM