Szef NRL o proteście lekarzy: Opór przeciw draństwu

Według szefa Naczelnej Rady Lekarskiej wszyscy lekarze popierają protest ws. recept, a lekarzy wspierają pacjenci. - Opór przeciwko temu draństwu jest powszechny - mówił w Poranku Radia TOK FM Maciej Hamankiewicz.
Pacjenci lekarzy m.in. z Porozumienia Zielonogórskiego i OZZL od 1 stycznia otrzymują recepty z pieczątką "Refundacja do decyzji NFZ". Lekarze nie określają poziomu refundacji leków. Według PZ takie pieczątki stawia na receptach 75 proc. lekarzy, a protest popierają Okręgowe Rady Lekarskie. Resort zdrowia ani NFZ nie udzielają informacji na temat skali protestu.



Lekarze protestują w takiej formie przeciwko zbyt restrykcyjnym, ich zdaniem, przepisom dotyczącym refundacji leków. Podkreślają, że nowe przepisy refundacyjne (obowiązujące od 1 stycznia) narzucają na nich obowiązki biurokratyczne, które zabierają czas na leczenie pacjenta i są zagrożone drakońskimi karami, np. jeżeli lekarz błędnie wypisze receptę, będzie zobowiązany do zwrotu nienależnej refundacji. Lekarz będzie też ponosił odpowiedzialność finansową w przypadku, gdy na recepcie wpisze niewłaściwy poziom refundacji leku. Protestujący chcą spotkania z premierem Donaldem Tuskiem.

Dominika Wielowieyska pytała swojego gościa, ilu dokładnie lekarzy bierze udział w proteście. - Wszyscy lekarze protestują, praktycznie to jest 176 tysięcy lekarzy w Polsce. Wszyscy podpisujemy petycje do władz Rzeczypospolitej, a większość z nas stosuje pieczątkę "Refundacja leku do decyzji NFZ". Są tacy, którzy to wpisują ręcznie, część lekarzy wpisuje leki na 100 proc. uznając że NFZ nie wywiązuje się ze sowich zobowiązań - powiedział prezes NRL. - Co mnie fascynuje, ten protest jest zrozumiały przez pacjentów - dodał.

- Lek, który był kiedyś stosowany do niewydolności serca, wciąż jest zarejestrowany. Jednak różne artykuły medyczne mówią, że powinno się go stosować również w leczeniu zaburzeń rytmu serca. Jest to teraz powszechnie znana wiedza medyczna. Ktoś kiedyś przed laty zarejestrował go tylko do nieleczenia niewydolności serca. Lekarz musi go stosować w takim założeniu zgodnie z rejestracją - tłumaczył Hamankiewicz.

- NFZ zamierza nas karać, jeśli lek nie będzie przepisany zgodnie z dokumentami rejestrowymi, a dokument rejestracyjny każdego leku to jest 180-250 stron po angielsku i nie ma nic wspólnego z aktualną wiedzą medyczną. Dokumenty te często powstały 30-40 lat temu - komentował.

Szef NRL: Zmarnowano czas od 2044 roku

Wg niego za problemy z receptami odpowiadają politycy, głównie - ocena ekipa. - Gdyby lekarz mógł w sposób pewny sprawdzić lub odebrać stosowne oświadczenie od pacjenta nie byłoby problemu. Elektroniczny dowód ubezpieczenia załatwiłby ten problem. Zmarnowano czas od 2004 roku, zmarnowano wiele milionów i nie ma tego dokumentu. Teraz oświadczenie, które proponuje pan minister, nie załatwia problemu. Nie spełnia ani wymogu prawnego, ani nie mówi o tym, co dla nas najważniejsze, czyli o uprawnieniach dodatkowych: kto jest inwalidą wojennym, kto jest honorowym dawcą krwi... Za to lekarze są karani, a nie za to, czy ktoś jest ubezpieczony, czy nie. Tu pan minister ma rację, to grono nie jest takie wielkie, choć w przypadku pojedynczego lekarza to jest groźne - stwierdził prezes NRL.

- Wcześniej też lekarze odpowiadali za to, że wypisują leki osobom nieuprawnionym - kontrowała Wielowieyska. - To nieprawda i pan minister dobrze o tym wie. Do 31 grudnia za zapisanie leku nie ubezpieczonemu dotyczyły tylko niewielkiej grupy osób, które prywatnie praktykują, m.in. lekarzy pracujących w NZOZ-ach, w firmach. Zgodnie z Kodeksem Pracy odpowiadali jedynie przed swoim zakładem pracy. Pełno drobnych przekłamań - ripostował Hamankiewicz.

Zdaniem Macieja Hamankiewicza lekarze nie mogą być karani z każdej strony: - Nie możemy się zastanawiać, gdzie, kiedy, kto ma na nas haka. Od tego jest zespół konsultantów, krajowych rzeczników odpowiedzialności zawodowej i my potrafimy tych, którzy nie potrafią leczyć, ścigać. Zapewniam, że sądy lekarskie mają co robić. Nie może być konstruowane prawo, tylko po to, aby ścigać lekarzy.



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM