Balicki w TOK FM: Będziemy łamać ustawę, żeby chronić pacjenta

- W szpitalach zabraknie leków ważnych i podstawowych - powiedział w TOK FM były minister zdrowia i dyrektor szpitala wolskiego w Warszawie Marek Balicki. Ustawa zabrania szpitalom kupować niektóre leki za cenę ustaloną przez samo ministerstwo. Jak to możliwe?
Wszystkiemu winien art. 9 ustawy refundacyjnej. Wynika z niego, że szpitale nie mogą kupować leków powyżej limitu, który w danej grupie leków ustaliło ministerstwo. Szpitalowi nie wolno kupić leku drożej, niż zapisano w limicie.



Pacjent może dopłacić różnicę, szpitalowi nie wolno

- Leki zostały połączone w grupy. Limit jest ustalany według ceny najczęściej najtańszego leku z tej grupy. Do tej ceny NFZ zwraca koszt innych leków z danej grupy, które kosztują więcej. Różnicę dopłaca pacjent - tłumaczy były minister zdrowia i dyrektor szpitala wolskiego w Warszawie Marek Balicki.

Jako przykład podaje cukrzyków i dwa rodzaje insulin. - Insulina ludzka jest standardem, do ceny której NFZ zwraca wszystko (pacjent płaci ryczałt 3,20 zł). Insulina analogowa ma cenę urzędową o ponad 40 złotych wyższą. Tę właśnie różnicę w aptece dopłaca pacjent - wyjaśnia lekarz.

Tymczasem rząd wprowadził dla szpitali zasadę, że nie może kupić analogu krótkodziałającego po cenie wyższej niż cena insuliny ludzkiej. Zatem pacjent w aptece z własnej kieszeni pokrywa tę różnicę, a szpitalowi już nie wolno.

Jakie są w tej sytuacji możliwości? - Producent mógłby obniżyć cenę analogu do insuliny ludzkiej, ale przecież powie, że ustalona cena urzędowa jest ponad 40 złotych wyższa. Zresztą to jest inny lek - mówi Balicki. - Jeśli producent nie obniży ceny, szpital nie może kupić tego leku, bo ustawa mu tego zabrania - wyjaśnia.

To tylko przykład insulin. W niektórych przypadkach, aby szpital mógł kupić lek, producent musiałby zejść z ceny nawet o ponad 200 złotych.

Szpital ma obowiązek zapewnić leki, ale nie wolno mu ich kupić

- W wielu przypadkach od leczenie cukrzyka zaczyna się właśnie od analogu krótkodziałającego. Chorzy na cukrzycę przecież mogą trafić chociażby na chirurgię, na operację wyrostka - podaje przykład były minister zdrowia - W czasie pobytu w szpitalu powinna być kontynuowana terapia analogiem. Zmiana na inny lek wiąże się z komplikacjami - podkreśla.

I teraz paradoks. Szpital ma obowiązek zapewnić leki pacjentowi, które sam kupi. Ale szpital analogu nie ma. Jednocześnie prawo pod wysokimi karami zabrania mu podawania leków, które pacjent sam kupił na receptę - tłumaczy Balicki.

Będziemy zmuszeni łamać ustawę

- Tworzy się sytuacja, że w szpitalach zabraknie leków ważnych i podstawowych, które do tej pory były - podkreśla były minister zdrowia - Co lekarze będą robić w takiej sytuacji - pytała swojego gościa Anna Laszuk. - Będziemy chronić wyższe dobro. Będziemy musieli łamać ustawę, żeby chronić zdrowie pacjenta - zadeklarował Balicki.

- Ludzie często chodzą do szpitala z własnymi lekami - zwróciła uwagę prowadząca Komentarze Radia TOK FM. - Przynoszenie przez pacjentów leków do szpitala, zawsze było nie w porządku. Bywało, że ta zasada była łamana i zadłużone szpitale same sugerowały pacjentom przynoszenie leków z apteki, żeby zaoszczędzić - przyznaje Balicki. Jednocześnie wskazuje różnicę: - Kiedy ja byłem ministrem, wprowadziliśmy cenę maksymalne dla leków kupowanych przez szpitale, ale ceny były ustalane dla każdego leku odrębnie. Dzisiaj musi być cena, która jest ustalona dla innego preparatu. No, to może być trudne - mówi lekarz.

Dziki zachód już dawno okiełznany

Jak zauważyła Anna Laszuk, Bartosz Arłukowicz zdaje się przedstawiać nową ustawę niemal jak okiełznanie Dzikiego Zachodu - Już dawno był Zespół do Spraw Gospodarki Lekami, była Agencja Oceny Technologii Medycznych, były negocjacje, ustalane limity - wylicza Balicki. - Po raz pierwszy ceny urzędowe na leki importowane wprowadzono ustawą z 2001 roku. Czyli, jeśli o to chodzi, Dziki Zachód został zlikwidowany już 10 lat - przypomniał były minister zdrowia.

DOSTĘP PREMIUM