"Koniec" liceów? Nie, szkoła przestanie być szalona. Edukacja nie będzie powierzchowna

Po publikacji "Dziennika Gazety Prawnej" w świat poszła informacja o rzekomym "końcu liceów ogólnokształcących". - To nieprawda - zapewniał w TOK FM Grzegorz Żurawski, rzecznik MEN. Gimnazjum i I klasa szkoły średniej od września będą jednym cyklem edukacyjnym. To znaczy, że np. program historii będzie kontynuowany, a nie rozpoczynany (po raz trzeci, licząc od podstawówki) od nowa. Od II klasy uczniowie będą wybierać przedmioty, które ich szczególnie interesują. Pozostałe zostaną im zaproponowane w bardziej elastycznej formie.
"To koniec liceów ogólnokształcących. Znikną już od września" głosił tytuł tekstu z "Dziennika Gazety Prawnej", który obiegł internet. "Będzie mniej lekcji historii, polskiego, biologii, chemii i geografii. Więcej - zdrowia i urody" pisali autorzy publikacji.

Jak zapewnił w TOK FM Grzegorz Żurawski, rzecznik Ministerstwa Edukacji Narodowej, jest niemal dokładnie odwrotnie. - Reforma programowa wprowadza pogłębione kształcenie ogólne. Łączymy gimnazjum z pierwszą klasą szkoły ponadgimnazjalnej w jeden cykl kształcenia - tłumaczył w Komentarzach Radia TOK FM. - Po pierwszej klasie, tryb podstawowy będzie się kończył dla przedmiotów takich jak historia, geografia, fizyka, itp. Obowiązkowe przedmioty maturalne, jak język obcy, matematyka, język polski będą nauczane bez zmian - zaznaczył Żurawski.



Uczeń wybierze przedmioty, które go interesują...

W II klasie uczniowie będą mogli wybrać przedmioty, które ich bardziej interesują i poświęcić im więcej czasu. - Jednak to, że program kładzie większy nacisk na przedmioty rozszerzone, nie znaczy, że osoba, która wybierze fizykę nie będzie się uczyła historii. Owszem będzie, i nawet więcej niż do tej pory. Różnica w tym, że będzie podana w inny, bardziej atrakcyjny sposób - mówił rzecznik MEN.

...a zainteresowaniem pozostałymi zajmą się nauczyciele

Dla przykładu, w cyklu kształcenia w liceum było 150 godzin historii. Według słów rzecznika, jeśli w nowym systemie uczeń jej nie wybierze, będzie miał godzin 180 godzin, a jeśli wybierze - 300. Jak to możliwe? - Kto nie wybierze historii, będzie miał przedmiot uzupełniający, który prowadzony przez nauczyciela historii. Uczniowie będą mogli się dogadać z nauczycielem, o czym chcieliby się uczyć. Na przykład w klasie wojskowej, będą mogli się skupić się na historii oręża i tą drogą dotrą do wszystkich ważniejszych bitew - tłumaczył Żurawski. - Eksperci oświatowi wyszli z założenia, że jeśli ktoś trzeci raz usłyszy, kiedy wybuchło powstanie listopadowe, nic z tego nie wyniesie. Sedno nie tkwi w pamiętaniu dat, chodzi o to, żeby nauczyć myśleć - podkreślał rzecznik.

- W I klasie liceum w ciągu roku będą omówione wszystkie zagadnienia od I wojny światowej do współczesności. Po raz pierwszy będzie szansa dojść do papieża i Wałęsy. Tak to nigdy się nie dawało, bo zawsze nie starczało czasu - cieszy się prof. Krzysztof Konarzewski z Instytutu Badań Edukacyjnych.

Żadna sensacja, o zmianie było wiadomo od dawna

- Zmiana była przygotowywana od dawna, rozporządzenie w tej sprawie podpisano w końcu 2008 roku - zauważył prof. Konarzewski. Jak tłumaczył w programie "OFF Czarek", celem zmian jest indywidualizacja kształcenia. - Ciągle zarzuca się polskiej szkole, że tak samo traktuje wszystkie dzieci; niezależnie od ich zainteresowań i możliwości. Resort postanowił wprowadzić dość odważną zmianę, że przez dwa ostatnie lata młody człowiek mógł się skoncentrować na tym, co będzie mu potrzebne w dalszym kształceniu. Zakładamy przecież, że liceum ogólnokształcące jest szkołą przygotowującą do studiów wyższych - przypomniał prof. Konarzewski.



Obecne liceum jest szkołą szaloną

Jego zdaniem, w obecnym kształcie liceum jest szkołą "dość szaloną" - W ciągu 3 lat jest trzynaście przedmiotów nauczania, wszędzie klasówki i prace domowe. Ta edukacja jest potwornie powierzchowna. Jeśli ma się przedmioty od filozofii po obronność to można to je tylko liznąć - mówił w TOK FM prof. Konarzewski. - Te rozszerzone kursy to będą naprawdę przyzwoite. Moim zdaniem to jest istotny krok w kierunku indywidualizacji szkoły - ocenił ekspert.

DOSTĘP PREMIUM