"My, Syryjczycy, jesteśmy oburzeni. Polska powinna pomóc w ewakuacji mieszkańców Hims"

- My, Syryjczycy, jesteśmy oburzeni takim stanowiskiem polskiej dyplomacji: dwóch dziennikarzy jest wyprowadzanych, a na pastwę losu syryjskiego zostawia się tysiące osób, w tym ranne dzieci, które bez pomocy tam zginą - tak Samer Masri, rzecznik Komitetu Wsparcia Syryjskiej Rewolucji, komentuje w rozmowie z reporterką TOK FM akcję wydostania z Hims dwojga amerykańskich dziennikarzy. O ewakuację Amerykanów starała się ambasada RP w Damaszku.
- Nie można stosować podwójnego systemu wartości, a polska dyplomacja powinna się starać, by wyprowadzić także te ranne dzieci - ocenia Syryjczyk. Wg niego polska, francuska i amerykańska dyplomacja powinny włączyć się w ewakuację syryjskiej ludności.



- Teza, że społeczność międzynarodowa nie widzi problemu w Syrii, jest fałszywa. Ta aktywność jest. Ale spotykamy się z dużymi oporami - w ramach ONZ - ze strony Chin i Rosji - mówił z kolei w programie "OFF Czarek" wiceszef MSZ Jerzy Pomianowski. - Wszyscy mocni gracze poza Rosją i Chinami przyjęli bardzo ostre stanowisko wobec Syrii: wzywają Assada do ustąpienia i do zaprzestania działań wojennych w Hims. Ale aby zastosować sankcje, musi być mandat międzynarodowy, a on jest blokowany przez Rosję i Chiny - zaznaczył wiceminister.

Dwójka rannych dziennikarzy z oblężonego Hims - Edith Bouvier i Paul Conroy - jest bezpieczna. Oboje zostali przemyceni do Libanu. Dementowane wcześniej informacje o szczęśliwym finale akcji ratunkowej potwierdził ze strony francuskiej prezydent Nicolas Sarkozy, ze strony brytyjskiej MSZ w Londynie.

W odbijaniu dziennikarzy uczestniczyła organizacja międzynarodowa Avaaz. Jej przedstawiciele twierdzą, że w akcji zginęło 13 osób - czytaj więcej >>>

DOSTĘP PREMIUM