"Zamach na prywatność" to mit. Od dawna jej nie mamy [EKSPERT O GOOGLE]

- Mówienie, że oto jest jakiś zamach na prywatność, to mit. Tej prywatności już wcześniej po prostu nie było - mówił w TOK FM Jerzy Łabuda z "Komputer Świat". Z drugiej strony dodał: - Nie panikujmy, porównania z wielkim bratem są dość dramatyczne. Tymczasem wystarczy wpisać do samej wyszukiwarki Google frazę "jak się odciąć od narzędzi śledzących Google", aby wyświetliły się narzędzia, które je zablokują. Zwykle są idiotoodporne: trzy razy kliknij OK i działa...
Od dziś obowiązuje nowa polityka prywatności światowego potentata internetowego - firmy Google. Wyszukiwarka, poczta Gmail, YouTube, dokumenty czy Google+ podlegać będą jednej polityce.



- To nie tak, że Google zbiera od dziś więcej informacji niż wcześniej. Usługi, które do tej pory świadczył, działały trochę oddzielnie, każda miała swoją bazę danych o zachowaniach użytkownika. Teraz działają pod jednym parasolem, mogą się wymieniać informacjami na temat użytkownika. To w zasadzie jedyna zmiana - tłumaczył w TOK FM Jerzy Łabuda z branżowego pisma "Komputer Świat". - Ta konsolidacja nie wprowadza większego zagrożenia. Mówienie, że oto jest przeprowadzany zamach na naszą prywatność, to mit. Tej prywatności już wcześniej po prostu nie było - podkreślił.

Zawsze możesz się wylogować

Jak tłumaczy Łabuda, Google mówi tak: zmiana sprawi, że doświadczenie internetu będzie pełniejsze. Jeśli zna naszą historię wyszukiwania (w Google), to gdy wejdziemy na YouTube, zostanie nam zasugerowany zestaw filmików, które być może bardziej trafią nam do gustu niż te promowane na głównej stronie.

- Jeśli nam się to nie podoba, możemy wpisać w wyszukiwarkę samego Google frazę: "jak odciąć się od narzędzi śledzących Google", aby wyświetliły nam się linki do odpowiednich wtyczek. Zwykle są idiotoodporne, trzeba trzy razy kliknąć OK i działa - mówił ekspert. Zauważył, że nawet w oficjalnym sklepie przeglądarki google'owej Chrome jest cała sekcja pluginów (wtyczek), które chronią przed niechcianą reklamą, śledzeniem, wyciąganiem z naszej przeglądarki informacji, których nie chcemy udostępniać. - Akurat polityka prywatności tej firmy jest bardzo przejrzysta, wszystko jest wyraźnie opisane - dodał.

- Nowa polityka prywatności na pierwszy rzut oka jest przytłaczająca, ale to nie jest nic nowego. Jeżeli się tego boimy, są narzędzia, które pozwolą nam tego uniknąć. Nie trzeba rezygnować z internetu - mówił Łabuda. - Poza tym istnieje genialny wynalazek wylogowywania. Jedno kliknięcie i już - przypominał.

Generalnie dane przetwarzać można

Profilowanie na podstawie danych, które użytkownik dobrowolnie wprowadzi np. do serwisu społecznościowego, jest w porządku, o ile przedsiębiorca (np. Google) ma na to zgodę użytkownika albo operuje danymi powszechnie dostępnymi. - Ma obowiązek poinformować, że dokonuje takiego profilowania, a użytkownik powinien mieć możliwość dostępu do tych danych i ewentualnych poprawek - podkreślił w TOK FM dr Wojciech Wiewiórowski. Jak przypominał GIODO, takie profile to nie tylko zebrane dane faktyczne, ale też pewne przewidywania. - Powinniśmy móc zweryfikować to, co sobie przedsiębiorca na nasz temat wymyśli - zaznacza prawnik.



GIODO przypomniał, że przetwarzanie danych osobowych jest dozwolone. Przetwarzający musi tylko zapewnić odpowiedni poziom ochrony takich danych i zapewnić odpowiednie uprawnienia tym, których te dane dotyczą. - Zakaz przetwarzania wynikający z Ustawy o ochronie danych osobowych dotyczy tylko danych wrażliwych, takich jak stan zdrowia, pochodzenie rasowe i etniczne, przynależność religijna - zaznaczył Wiewiórowski.

DOSTĘP PREMIUM