Politycy na miejscu katastrofy: powinni pojechać czy przeszkadzali? [KOMENTARZE]

- Rządzący chcą pokazać, jak troszczą się o obywateli, choć na co dzień tak naprawdę nie troszczą się za bardzo - mówi TOK FM Wiesław Gałązka, specjalista od marketingu politycznego. Z kolei politycy są podzieleni. - To robi wrażenie pokazówki - mówi Wanda Nowicka z Ruchu Palikota. - Gdyby nie przyjechali, media by ich zjadły - ripostuje lider SLD, Leszek Miller.
Premier Donald Tusk oraz trzech ministrów jego rządu pojawili się w nocy z soboty na niedzielę pod Szczekocinami, gdzie doszło do zderzenia dwóch pociągów. Zginęło 16 osób, ponad 50 zostało ciężko rannych. Czytaj więcej o katastrofie>> Pod Szczekocinami pojawił się też prezydent Bronisław Komorowski; w związku z tragedią ogłosił dwudniową żałobę narodową.

Pokazówka?

- Rozumiem, że pewnie z punktu widzenia ludzi, których dotyka to bezpośrednio, to ważny sygnał, ale to robi trochę wrażenie pokazówki, prześcigania się, kto jest lepszy, bardziej szlachetny, kto da więcej - uważa wicemarszałek Sejmu Wanda Nowicka.



Politycy wyjaśniają: Prezydent wspierał, a minister doglądał

Dla Grzegorza Napieralskiego z SLD przyjazd tak dużej liczby polityków jest niezrozumiały. Uważa, że na miejsce katastrofy mógł pojechać tylko Sławomir Nowak, minister infrastruktury. - Jego służby tam pracowały, natomiast rzesza ministrów, premier z dziesiątkami oficerów Biura Ochrony Rządu demobilizują, a nie mobilizują. Zadaję sobie pytanie, czy czasami przy okazji tragedii politycy nie uprawiają propagandy - mówi Napieralski.

PiS pyta, czy wszyscy musieli tam jechać. Małgorzata Kidawa-Błońska mówi, że członkowie rządu mogli na własne oczy zobaczyć, jak przeprowadzana jest akcja ratunkowa. - A wizyta prezydenta to też jest taka forma wsparcia dla osób, które były w szpitalach. Prezydent powinien tam być - mówi posłanka PO.

Cokolwiek by zrobili, będzie źle

Leszek Miller z SLD uważa, że jechać po prostu musieli.- Jak przedstawiciele rządu nie pokażą się przy tego rodzaju katastrofie, to media i opinia publiczna ich zjedzą, bo powiedzą, że nie wykazują współczucia i wrażliwości - kwituje były premier.

Żałoba? Im starsza demokracja, tym jej mniej

- Rządzący chcą pokazać, jak troszczą się o obywateli, choć na co dzień tak naprawdę nie troszczą się zbyt mocno. Żałoba to okazja do pojawienia się w roli opiekunów i tzw. obiecywaczy. To powód, dlaczego w krajach takich jak Polska i innych, które w miarę niedawno odzyskały niepodległość, wprowadza się tak często żałobę narodową - mówi Gałązka.

- Politycy traktują instrumentalnie pojawianie się na miejscach tragedii. Chcą pokazać, że współczują. Czasem coś naobiecują: nazywam to "nekromarketingiem politycznym" - mówi Gałązka, dziennikarz i publicysta, który przygotowuje książkę na ten temat.

A po wypadku pracowników sezonowych był tylko jeden minister...

Decyzja prezydenta o żałobie jest krytykowana. Blogerzy piszący na tokfm.pl uważają, że to trywializowanie jej i banalizowanie jej jako takiej.

- Kiedy doszło do wypadku busa z pracownikami sezonowymi [w Nowym Mieście zginęło 18 osób - red.], to na miejscu pojawił się tylko minister spraw wewnętrznych, a prezydent nie ogłosił żałoby. Pojawienie się polityków nic by im nie dało. Padałyby niewygodne pytania o warunki życia, pracę na czarno - uważa Gałązka.

Żałobę ogłoszono wówczas tylko na terenie województw mazowieckiego i łódzkiego. - Politycy dzielą ofiary na lepsze i gorsze - uważa Gałązka. - Czy można więc przeliczać liczbę ofiar, miejsce tragedii, a może środek transportu? - pyta specjalista.

DOSTĘP PREMIUM