"Są próby reaktywowania PO-PiS-u" - sugeruje w TOK FM Janusz Palikot

- W Ministerstwie Sprawiedliwości jest wiele konkretnych spraw do załatwienia. Zamiast zajmowania się nimi, Gowin rzuca się na dosyć chwytliwy, ale przynoszący mało realnych skutków pomysł - komentował projekt ustawy deregulacyjnej Janusz Palikot. - Część konserwatywnego środowiska PO i część PiS-u próbuje ze sobą rozmawiać. Być może to jest próba reaktywowania PO-PiS-u - dodał w Poranku Radia TOK FM.


- Nie wiem, co ma wspólnego minister sprawiedliwości z deregulacją takich zawodów jak np. trener sportowy. To jest pomieszanie z poplątaniem - mówił w TOK FM Janusz Palikot. Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin zapowiedział, że w kwietniu do Sejmu ma trafić pierwsza transza deregulacyjna obejmująca 49 zawodów.

- To jest wydarzenie bardziej pijarowe niż merytoryczne - ocenia Palikot. - Szkoda, że dzieje się to akurat w Ministerstwie Sprawiedliwości. Jest tyle spraw do załatwienia: uproszczenie procedury karnej, procedury cywilnej, realne skrócenie czasu procesów, zmiana ścieżki kariery sędziego, żeby to nie był młody człowiek po studiach, wprowadzenie zakresu kontroli obywatelskiej nad prokuraturą, realne ograniczenie aresztów tymczasowych - wyliczał polityk. Opowiadał, że do lubelskich posłów Ruchu Palikota przyszedł list człowieka, który przez osiem lat siedział w areszcie tymczasowym.

- Przecież po takim czasie jest się tylko i wyłącznie ruiną człowieka. Zamiast zająć się tymi konkretnymi problemami, Gowin rzuca się na dosyć chwytliwy, ale przynoszący mało realnych skutków pomysł - krytykował Palikot.

- Wziął go od PiS-u - zauważyła prowadząca Poranek Janina Paradowska. - Część konserwatywnego środowiska PO, np. Nitras, i część PiS-u, np. Girzyński, próbuje ze sobą rozmawiać. Widać to coraz silniej. Być może to jest próba reaktywowania PO-PiS-u. Być może szykują się tektoniczne pęknięcia w Platformie i w PiS-ie - sugerował polityk.

Palikot odniósł się też do wywołującego spore kontrowersje pomysłu całkowitego zderegulowania zawodu taksówkarza. Jego zdaniem propozycja jest "bardzo kontrowersyjna". Jak opowiadał, w ramach komisji Przyjazne Państwo posłowie zbadali na przykładzie kilku miast w USA, co się działo po całkowitym uwolnieniu rynku. - Przez pierwszy rok po pełnym otwarciu są obniżki cen i łatwość zamówienia taksówki. Potem sytuacja się odwraca. Przejazdy są tak tanie, że stają się nieopłacalne. Bardzo wielu taksówkarzy, dobrze znających miasto, z porządnymi samochodami, rezygnuje. Zostają ci gorsi. Wszystkie te miasta wróciły ponownie do regulacji. Utrudniły jedynie skupywanie licencji przez dużych graczy - mówił Palikot.

Na miejscach dyżurnych ruchu stoją ludzie w adidasach

Janusz Palikot wysłał we wtorek list otwarty do ministra transportu Sławomira Nowaka, w którym domaga się zdymisjonowania zarządu spółki PKP Polskie Linie Kolejowe SA, PKP SA oraz kierownictwa departamentu kolejnictwa w resorcie transportu. - Szlag mnie trafia, że przez cztery lata ludzie, siedząc na najwyższych stanowiskach, nie stworzyli solidnej strategii dla tego przedsiębiorstwa. Katastrofa jest dobrym pretekstem. Tych ludzi już dawno trzeba było odwołać - wyjaśniał w TOK FM Palikot.

- Niech minister Nowak przyprowadzi swoich ludzi, niech w ciągu pół roku przygotują porządny plan. Tolerowanie, że ktoś przez cztery lata patrzył z fotela prezesa na degradację PKP, pobierał za tę funkcję pieniądze, jest niedopuszczalne - irytował się polityk. - Następuje całkowita deprecjonalizacja zawodu kolejarza, wskutek czego na miejscach dyżurnych ruchu są "ludzie w adidasach", przypadkowi, niewyszkoleni - opisywał Palikot.

DOSTĘP PREMIUM