Uczniowie krakowskich szkół zastąpią sprzątaczki? "To wychowawcze"

Władze Krakowa ścinają budżety szkołom. Od 1 kwietnia dyrektorzy będą zmuszeni zwolnić część pracowników administracyjnych, w tym pań sprzątających. Czy zastąpią je uczniowie? - Dbanie o czystość jest wychowawcze - mówi Anna Okońska-Walkowicz, wiceprezydent miasta. - Moje dziecko po szkole ma zajęcia dodatkowe, nie będzie myć podłóg - mówią rodzice.
Sprzątanie toalet, mycie podłóg i opróżnianie koszy na śmieci - być może już wkrótce tego typu obowiązki dojdą uczniom krakowskich szkół. To kolejny z pomysłów krakowskiej wiceprezydent ds. edukacji na oszczędzanie.

Miasto oszczędności szuka, gdzie się da. W ubiegłym tygodniu pisaliśmy o szkole, w której dyrektor wykręca żarówki, by zaoszczędzić na prądzie. Dostał 10 proc. mniej na utrzymanie placówki.

Uczniowie z miotłą? To bardzo wychowawcze

Ostatnio duży nacisk położono na szkoły i przedszkola, gdzie redukuje się etaty i planuje zwolnienia pracowników. Nie tylko nauczycieli, ale także personelu - w tym m.in. sprzątaczki. Wiceprezydent miasta Anna Okońska-Walkowicz sugeruje, że można zastąpić je... uczniami. - To bardzo wychowawcze - twierdzi. - Dzieci od przedszkola powinny uczyć się dbania o porządek. Jeśli będą zbierać papierki czy opróżniać kosze na śmieci, to być może w każdej z większych placówek będzie można zwolnić po jednej sprzątaczce - stwierdza.

Jak wykopki...

Takie rozwiązanie pani Wandzie, która sprząta w jednej z krakowskich szkół, kojarzy się jednoznacznie. - Były różne prace społeczne w czasach PRL-u. Chodziło się np. na wykopki, grabiło liście, ale nawet wtedy w każdej szkole byli woźny i sprzątaczka - mówi.

Wiceprezydent miasta twierdzi jednak, że model szkoły, w której sprzątają dzieci, świetnie się sprawdza. - Sama założyłam kiedyś taką prywatną szkołę, w której zresztą byłam dyrektorem. Dzieci sprzątały klasy po lekcjach, myły nawet podłogi. Ten system miał wielu zwolenników wśród rodziców - dodaje.

"Mycie podłogi zamiast angielskiego? Nie zgadzam się"

- Nie wyobrażam sobie, żeby moje dziecko miało zostawać po lekcjach po to, żeby sprzątać szkołę. Przecież płacimy podatki, od tego jest personel, pracownicy tych placówek - mówi Jagoda Marzec, matka uczennicy jednej z krakowskich szkół. - To się w głowie nie mieści. Zamiast odpoczywać po szkole czy chodzić na zajęcia dodatkowe, lekcje języków, nasze dzieci będą teraz sprzątać toalety?! - pyta wzburzony ojciec 11-letniej Ani.

Suchej nitki na wiceprezydent nie pozostawia Maciej Osuch, społeczny rzecznik praw ucznia, który proponuje, żeby w ogóle zlikwidować szkoły. - Niech dzieci zaczną uczyć rodzice, będzie jeszcze taniej - kwituje.

Uczniowie do mioteł. Co myślisz o propozycji wiceprezydent Krakowa

DOSTĘP PREMIUM