Wakacje z rakiem. Znów chaos z lekami, bo ministerstwo zaspało?

- Od 1 lipca nie będziemy leczyć najciężej chorych - alarmują dyrektorzy szpitali. Jeśli resort zdrowia nie zdąży wprowadzić nowych programów lekowych do końca czerwca, wielu pacjentów - np. chorych na raka - zostanie bez lekarstw. Eksperci są przekonani, że na wprowadzenie przepisów w życie nie starczy czasu.
- Będziemy mieć kolejny chaos - mówi Paulina Kieszkowska-Knapik, ekspert prawa farmaceutycznego, i dodaje, że tym razem ustawa refundacyjna ma uderzyć w najciężej chorych pacjentów, leczonych w szpitalach w ramach tak zwanych programów terapeutycznych.

Wiadomo, że nic nie wiadomo

Programy od lipca przestają obowiązywać, a w ich miejsce mają się pojawić nowe rozwiązania przewidziane w ustawie refundacyjnej. System jest dość skomplikowany, bo z programów terapeutycznych wracamy do programów, w których każdy lek jest traktowany oddzielnie.

- Nie do końca wiadomo, czy te leki będą się układać w jakieś programy leczenia. Tak naprawdę nikt nic nie wie - mówi Kieszkowska-Knapik i dodaje, że czasu na ich przygotowanie jest coraz mniej. - Umowy między szpitalami są ważne do 1 lipca i ani dzień dłużej. Potem szpitale nie będą miały możliwości finansowania leczenia osoby chorującej m.in. na nowotwór - mówi mecenas.

Związane ręce, czyli nic się nie da zrobić

- Będziemy mieli związane ręce, bo tak naprawdę nic nie da się zrobić. Nie możemy finansować leczenia, bo umowy mamy podpisane tylko do końca czerwca - mówi dyrektor Szpitala Wolskiego w Warszawie Marek Balicki, jeden z byłych ministrów zdrowia.

Nawet jeśli w szpitalach będą zapasy lekarstw, to i tak nie będzie można ich stosować. Bo nie zapłaci za nie Narodowy Fundusz Zdrowia. A leki onkologiczne są drogie i szpitale nie będą narażać się na to, że będą musiały za nie zapłacić ze swojego budżetu.

Pół roku to za mało?

Ustawa refundacyjna weszła w życie 1 stycznia 2012 roku. Rząd zostawił sobie pół roku na wprowadzenie nowych programów, ale jak twierdzą eksperci, i to może nie wystarczyć, bo pracy jest naprawdę sporo.

Michał Pilkiewicz z firmy analitycznej IMS wylicza, co trzeba zrobić, by nowe rozwiązania weszły w życie. - Są trzy etapy. Najpierw ministerstwo musi wynegocjować ceny z producentami. W drugim etapie resort musi wydać decyzje i przekazać je do NFZ, który w etapie trzecim ogłasza i informuje szpitale, że można rozpisać przetargi - wylicza Pilkiewicz i zaznacza, że na tym nie koniec, bo potem trzeba jeszcze przetargi rozstrzygnąć, a szpitale muszą podpisać umowy i wprowadzić system w życie.

- To wszystko trwa. Negocjacje około dwóch miesięcy, podpisywanie umów z NFZ od dwóch do sześciu miesięcy, szpitale też będą potrzebowały czasu - mówi Pilkiewicz, który jest przekonany, że nie ma szans, by programy były gotowe na początku lipca.

Fundusz nie planował kontraktowania

Co ciekawe, w programie pracy NFZ na ten rok nie ma słowa o przygotowywaniu nowych umów już na lipiec. Wręcz przeciwnie. Fundusz wyraźnie zaznacza, że umowy mają być gotowe do września, a co za tym idzie, programy miałyby wchodzić w życie jeszcze później.

- W planach uwzględniliśmy przygotowanie programów na 2013 rok - przyznaje rzecznik NFZ Andrzej Troszyński i dodaje, że w tym momencie niewiele zależy od Funduszu. - Czekamy na decyzje ministerstwa. Potem będziemy potrzebowali czasu, by przygotować umowy - mówi rzecznik, który wylicza, że Fundusz potrzebuje co najmniej dwa miesiące na wykonanie swoich zadań w tym zakresie.

Doświadczenia z ostatnich lat pokazują jednak, że czas się rozciąga. W 2011 roku rozpoczął kontraktowanie na początku października.

Negocjacje trwają

Wszystko wskazuje na to, że prace nad programami są na wstępnym etapie, choć Ministerstwo Zdrowia patrzy na to zupełnie inaczej. - Z ponad 600 leków nie wynegocjowaliśmy cen jeszcze tylko dla 23 - mówił w ubiegły czwartek wiceminister Jakub Szulc na posiedzeniu sejmowej komisji zdrowia i dodawał, że wszystko jest pod kontrolą.

- Mamy czas. Do końca marca chcemy przygotować decyzje by zostawić odpowiedni okres na pracę dla NFZ.

Będą kombinować

Zdaniem Marka Balickiego, dyrektora szpitala na warszawskiej Woli i byłego ministra zdrowia, w ostatnim momencie resort zacznie coś kombinować, by nie doszło do tragedii. - Jeśli nic się nie wydarzy w tej sprawie, to będzie dramat - mówi Balicki. Takiego samego zdania jest wielu dyrektorów, którzy przypominają, że oni nie mają żadnego pola do działania bez odpowiednich rozporządzeń i przepisów Ministerstwa Zdrowia oraz NFZ.

DOSTĘP PREMIUM