Wrocław: boją się mieszkać koło wojskowego laboratorium. Boją się wyziewów

Mieszkańcy centrum Wrocławia nie chcą koło siebie Wojskowego Ośrodka Medycyny Prewencyjnej. Ludzie boją się chemicznych wyziewów i niebezpiecznych bakterii. MON, który ośrodek przenosi ze szpitala wojskowego, zapewnia, że nie ma żadnego niebezpieczeństwa. Ale ludzie nie dowierzają.
Była wojskowa klinika dentystyczna zamienia się w laboratorium wojska. Takich ośrodków jest w Polsce pięć. Działają jak cywilny sanepid - badają wodę i żywność, np. na obecność zarazków salmonelli i E. coli.

Mieszkańcy ulicy Ślężnej jednak boją się nowego sąsiada. Ich zdaniem może dojść do skażenia środowiska. - Żołnierze przyjeżdżają z misji, np. z Afganistanu, chorzy i tu te choroby będą badać. Poza tym nasze okna wychodzą na otwory wentylacyjne - opowiadają mieszkańcy. - Prowadzą prosto z laboratoriów, w których do badań używa się chemikaliów. Boimy się trujących chemicznych wyziewów. Tu mieszkają małżeństwa z dziećmi, starsi ludzie - mówią reporterce TOK FM.

Około 50 zaniepokojonych mieszkańców złożyło pismo do prokuratury. Pisali też do MON i wojewody dolnośląskiego. - Żadnego zagrożenia nie ma - mówi Jarosław Perduta z urzędu wojewódzkiego. - Zapoznaliśmy się z dokumentami, pozwoleniami na budowę i wszystko jest w porządku - uspokaja.

Reporterce TOK FM nie udało się skontaktować z komendantem wrocławskiego WOMP. Szef podobnego ośrodka w Gdyni zapewnia jednak, że placówki tego typu działają według rygorystycznych procedur. Utylizują odpady i zabezpieczają próbki. - W naszych ośrodkach bada się np. czystość sprzętu medycznego, stan wody, nosicielstwo wirusa zapalenia wątroby. Egzotyczne choroby to nie nasza specjalność. Takie przypadki bada się i diagnozuje w centrum chorób tropikalnych, a nie u nas - wyjaśnia.

We Wrocławiu ośrodka jeszcze nie przeniesiono. Stary znajdował się przy szpitalu wojskowym. Jednak mieszkańcy zapowiadają, że póki nie będą pewni, że jest bezpiecznie, nadal będą pisać i odwoływać się do władz.

DOSTĘP PREMIUM