W "poprawce Rockiego" chodziło o ACTA? [EKSPERT]

- Ustawa z poprawką została uchwalona we wrześniu, a w międzyczasie mieliśmy kwestię ACTA. Być może, gdyby tej ustawy nie było, moglibyśmy uzyskać informacje, co do negocjacji nad umową ACTA wcześniej - zwraca uwagę Dominika Bychawska. Ekspertka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka krok po kroku tłumaczyła w TOK FM sprawę "poprawki Rockiego".
- Wszystko zaczęło się od dyrektywy unijnej w sprawie ponownego wykorzystania informacji sektora publicznego - tłumaczyła w TOK FM Dominika Bychawska z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Jak przypominała ekspertka, Polska przez mniej więcej 6 lat zwlekała z implementacją dyrektywy. W końcu, aby nie narazić się na odpowiedzialność przed organami Unii, zadecydowano, że trzeba ją wdrożyć w trybie pilnym.

Przepis nadobowiązkowy

Kontrowersyjny przepis został wpisany do projektu ustawy na poziomie prac rządu, ale w Sejmie został usunięty. W ten sposób do Senatu została przekazana ustawa ściśle implementująca dyrektywę. - Bo ten przepis wykracza poza dyrektywę. Unia nie nakazuje nam wprowadzać podobnego zapisu, jest on jakby dodatkiem - mówiła ekspertka. Jednak, jak mówiła Bychawska, podczas prac senackich doszło do tzw. wrzutki, czyli poprawki senatora Rockiego, gdzie w ostatniej chwili przywrócono lekko zmieniony przepis.

Chodzi o poniższy zapis:

Prawo do informacji publicznej podlega ograniczeniu ze względu na ochronę ważnego interesu gospodarczego państwa w zakresie i w czasie, w jakim udostępnienie informacji:
1) osłabiłoby zdolność negocjacyjną Skarbu Państwa w procesie gospodarowania jego mieniem albo zdolność negocjacyjną Rzeczypospolitej Polskiej w procesie zawierania umowy międzynarodowej lub podejmowania decyzji przez Radę Europejską lub Radę Unii Europejskiej;
2) utrudniłoby w sposób istotny ochronę interesów majątkowych Rzeczypospolitej Polskiej lub Skarbu Państwa w postępowaniu przed sądem, trybunałem lub innym organem orzekającym
.

Opinia biura prawnego Sejmu była negatywna

- Sejm pomimo negatywnej analizy biura legislacyjnego przyjął tę poprawkę. Prezydent podpisał ustawę, lecz skierował ją do Trybunału, zwracając uwagę, że konstytucja mówi, że ustawa powinna przejść trzy czytania w Sejmie. A ten tryb nie został zachowany - przypominała Bychawska.

Nie jest więc tak, że Trybunał uznał sam przepis za niekonstytucyjny. - Trybunał jest związany wnioskiem prezydenta, a prezydent nie kwestionował samej konstytucyjności tych przepisów, lecz trybu legislacyjnego - podkreśliła ekspertka.

Przepis automat?

- Przepis wprowadzał taki blankietowy zakaz. Konstytucja umożliwia ograniczenie dostępu do informacji publicznej w momencie, gdy to ograniczenie ma na celu ochronę wolności i praw innych osób, ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa państwa czy interesu gospodarczego państwa. A ten przepis zakładał zbyt szeroką ochronę tych interesów. Powinniśmy za każdym razem badać, czy ujawnienie danej informacji zagraża tymże interesom. Ten przepis umożliwiał ograniczenie dostępu do informacji trochę z automatu - tłumaczyła Bychawska.

- Doszło do pomieszania systemu ochrony informacji niejawnych i ustawy o dostępie do informacji publicznej - dodała.

Tekst całej ustawy z 6 września 2011 o zmianie ustawy o dostępie do informacji publicznej >>

Brak "poprawki Rockiego" mógł zapobiec kontrowersjom wokół ACTA

- Czyli chodziło np. o to, żeby rząd mógł odmówić informacji, zasłaniając się negocjowaniem jakiejś umowy międzynarodowej? - pytał prowadzący "Komentarze Radia TOK FM" Paweł Sulik. - Tak. Wskazywano, że interes i sprawność procedowania negocjacji uzasadnia wprowadzenie tego typu ograniczenia - mówiła Bychawska. Jednocześnie zwróciła uwagę, że ustawa została uchwalona we wrześniu, a w międzyczasie była kwestia umowy ACTA.

- Możemy się cofnąć do stycznia i kontrowersji wokół ACTA, która wyniknęła głównie z tego, że nie wiedzieliśmy, że negocjacje w sprawie umowy są już tak daleko posunięte. Być może, gdyby tej ustawy nie było, moglibyśmy uzyskać informacje, co do negocjacji i co do trybu prac nad ACTA wcześniej. Nie byłoby takiego zaskoczenia - zastanawiała się ekspertka.

Przepis zniknie w momencie opublikowania wyroku. Wróci?

Z dniem opublikowania wyroku Trybunału w Dzienniku Urzędowym przepis, co do którego trybu uchwalenia są wątpliwości, wypada z obiegu prawnego, czyli po prostu przestaje funkcjonować.

- Wyrok pokazuje i obrazuje, jak niechlujnie czasami jest stanowione prawo - krytykowała Bychawska. Czy przepis wróci? - Nie sądzę, żeby próbowano na nowo, bo taki przepis wykracza poza obowiązek implementacji dyrektywy [od której wszystko się zaczęło - przyp. red.] - przewiduje.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM