"Na razie apteka jest cierpliwa. Nie wiem, co będzie potem". Domy pomocy nie płacą za leki

Coraz gorsza sytuacja z lekami w domach pomocy społecznej. Wiele z nich od kilku miesięcy nie płaci za dostawy z aptek. Dyrektorzy oszczędzają, a żeby to robić, sięgają do kieszeni pacjentów. Ci albo pieniędzy nie mają, albo nie chcą do leków dopłacać. Reporterzy TOK FM informowali o tej sprawie już kilka miesięcy temu, ale resort zdrowia nie widzi wyjścia z tej sytuacji.
Do końca 2011 roku domy pomocy społecznej kupowały leki na podstawie rozstrzygniętego wcześniej przetargu. Apteka przedstawiała ofertę i zobowiązywała się dostarczać lek za określoną cenę.

Piotr Lengiewicz, farmaceuta, pokazał nam rachunek pacjenta z DPS-u. - W tamtym roku dyrektorzy tak z nami negocjowali, że schodziliśmy z ceny. Pacjenci, jeśli płacili z własnej kieszeni, wydawali grosze. Na przykład pacjent, który w tamtym roku za komplet leków płacił kilka gorszy, teraz musi zapłacić 194 zł - wylicza i dodaje, że podobnie jest w przypadku większości pacjentów z DPS-ów.

Decydują o tym zmiany przepisów. Od 2012 roku ceny leków są sztywne i apteka nie może ich sprzedawać poniżej ceny urzędowej. Jeśli więc nawet wcześniej mogła zmniejszać cenę, to teraz już nie może.

Od czterech miesięcy nie płacimy

W bardzo ciężkiej sytuacji jest DPS z Nowej Wsi Ełckiej. Jego dyrektor już w lutym w rozmowie z TOK FM zapewniał, że jeśli nowe ceny zaczną obowiązywać jego ośrodek, to nie będzie w stanie kupować leków. Nadal nie wie, na czym stoi. - Od czterech miesięcy nie płacimy faktur, bo uważamy, że apteka powinna żądać od nas ceny, jaką wynegocjowaliśmy w przetargu - mówi Stanisław Litman i dodaje, że musi oszczędzać, bo nie wie, jak ta sytuacja się zakończy. - Nie dajemy pacjentom całego kieszonkowego, bo wiemy, że jeśli trzeba będzie te faktury zapłacić zgodnie z ustawą refundacyjną, to pieniędzy nie wystarczy.

Litman już kilka miesięcy temu zapowiadał ostre cięcia, bo to one jedynie mogą uratować sytuację. - Będziemy zmniejszać wydatki na zakup obuwia, odzieży. Jeśli będzie trzeba, będziemy obcinać też wydatki na żywność - dyrektor dodaje, że wszystkie te cięcia odbywają się kosztem podopiecznych.

Jeszcze drożej

Niestety, nowa lista leków refundowanych to kolejny cios dla DPS-ów. Podrożały głównie leki psychotropowe, które pacjenci z krakowskiego Domu Pomocy Społecznej dla psychicznie chorych muszą przyjmować stale. - Psychicznie chory nie ma poczucia choroby - tłumaczy Wiesława Żmuda, przełożona pielęgniarek z Domu Pomocy Społecznej przy ul. Krakowskiej. - Oni nie chcą ich brać. Mówią, że są zdrowi, a my jesteśmy chorzy i możemy sobie leki zażywać - opowiada.

Zgodnie z przepisami DPS-y zabierają podopiecznym 70 procent renty czy zasiłku. Reszta to kieszonkowe pacjentów. To kwoty rzędu 100-200 złotych. Nic dziwnego, wolą wydać je na coś innego, tak jak Irena Berkowicz, podopieczna krakowskiego domu. - Na kosmetyki, kupić perfumy albo krem. Ale to jest drogie, nie mam teraz na to pieniędzy - żali się.

Ale nie chodzi tylko o zachcianki. - Większość naszych mieszkańców nałogowo pali papierosy. Psychicznie chory nie jest w stanie pozbyć się nałogu, oni muszą mieć na to pieniądze - tłumaczy dyrektor domu Maria Gdula-Argasińska.

"Musimy pacjentów przekupywać papierosami..."

Do leków dopłaca też DPS, dlatego oszczędza, na czym się da. Na razie przygotowuje skromniejsze obiady. - Mamy podpisane kontrakty na dostawy żywności i środków czystości, ale większość z nich kończy się we wrześniu. Nie wiem, co wtedy zrobimy - martwi się Gdula-Argasińska.

Z płatnościami zalegają też w aptekach, które nie łamiąc ustawy refundacyjnej, nie mogą obniżać cen. - Zamawiamy leki w jednej zaprzyjaźnionej aptece, z zapłatą za faktury zalegamy nawet po kilka tygodni. Na razie apteka jest cierpliwa, ale nie wiemy, jak będzie dalej. Od kilku miesięcy personel toczy regularną wojnę z pacjentami. - Musimy ich przekupywać papierosami, żeby dawali nam pieniądze na lekarstwa. Poniewierają nami, często nas wyzywają. Nie mamy już siły, nie widzimy rozwiązania tego problemu - opowiada Żmuda.

Ministerstwo: Nie ma wyjścia

Wyjścia z sytuacji od kilku miesięcy nie znalazło też Ministerstwo Zdrowia. - Problem polega na tym, że domy pomocy nigdy formalnie nie uczestniczyły w obrocie farmaceutykami. Nie widzę dobrego rozwiązania tego kłopotu - mówił wiceminister Jakub Szulc w trakcie posiedzenia sejmowej komisji zdrowia. Jego zdaniem sytuacja jest odrobinę niezrozumiała.

- Dom pomocy społecznej nie ma dzisiaj, ale nie miał też w przeszłości prawa do tego, żeby nabywać leki na potrzeby swoich pacjentów - stwierdził Szulc. Problem w tym, że duże DPS-y muszą kupować leki, rozpisując na nie przetarg, bo tego wymaga od nich ustawa o zamówieniach publicznych - Gdyby dom pomocy społecznej kupił lek drożej, niż zakontraktował, to złamałby ustawę o zamówieniach. Jeśli kupi lek taniej, to apteka złamie ustawę refundacyjną, która jasno stanowi, że ceny są sztywne i nie wolno ich obniżać - mówi mecenas Paulina Kieszkowska-Knapik i dodaje, że kuriozum tej sytuacji polega na tym, że ktoś musi złamać prawo, by móc kupić leki dla chorych.



''Zdjęć nie cenzurowali''. Niesamowite fotografie prasowe z PRL>>
Kliknij, by zobaczyć listę

DOSTĘP PREMIUM