"Przeróbmy uniwersytety na trochę lepsze szkoły zawodowe" [PUBLICYŚCI]

- Boję się, że ciężar dyskusji przechyli się na traktowanie szkolnictwa wyższego jako wstępu do pracy zawodowej. Takie: "przeróbmy uniwersytety na trochę lepsze szkoły zawodowe, bo pracodawcy potrzebują pewnych umiejętności" - mówił w TOK FM socjolog dr Robert Sobiech. - Wszystkim się opłaca szkolnictwo wyższe na niewysokim poziomie. Dzięki temu można mieć dużo studentów i więcej dotacji - dodał Jan Wróbel.
Po liście otwartym profesora fizyki Jana Stanka "Zostaliście oszukani. Nie jesteście wykształceni" oraz oskarżeniu przez prezesa PZU uczelni, że są "fabrykami bezrobotnych" znów wzmogła się dyskusja o stanie polskiego szkolnictwa, szczególnie wyższego. - Uprawiamy wzajemne oszukańcze praktyki. My ratujemy swoje etaty, studenci się nie uczą, bo już zauważyli, że nie muszą - mówiła na wykładzie prof. Ewa Nawrocka z Uniwersytety Gdańskiego. Film z wykładem krąży po sieci, powtórzyła go trójmiejska "Gazeta Świętojańska", a potem portal Edulandia.pl. Pisze o nim dzisiejsza "Gazeta Wyborcza".

- Boję się, że ciężar dyskusji przechyli się na traktowanie szkolnictwa wyższego jako wstępu do pracy zawodowej. "Przeróbmy uniwersytety na trochę lepsze szkoły zawodowe, bo pracodawcy potrzebują pewnych umiejętności" - mówił w "Poranku Radia TOK FM" dr Robert Sobiech. - To ma sens w wąsko wyspecjalizowanych działach, kiedy ktoś wykłada budowę mostów na politechnice albo uczy na akademii medycznej - uważa socjolog z UW.

Studia jak podstawówka

Zdaniem Sobiecha problemem na uniwersytetach jest model kształcenia. - Nie zmusza się studentów, żeby z tą wiedzą coś robić. Cały system egzaminacyjny w dużej mierze jest opary na odtwarzaniu wiedzy, czyli powielaniu tego modelu szkoły podstawowej - ocenia.

- Nie wystarczy wymyślić nowe uniwersytety, bo do nich idą ludzie wykształceni w gimnazjach i liceach. Przychodzą młodzi ludzie nieprzygotowani do studiowania. Nie mówimy o zdawaniu egzaminu, tylko studiowaniu, czyli zgłębianiu wiedzy. Wykładowcy mówią o tym od lat - dodała Renata Kim z "Newsweeka".

Są słabi

O jakości studentów podobnie wypowiedział się prowadzący "Poranek" Jan Wróbel. - Wprowadzono mnóstwo studentów, za którymi idzie dotacja państwowa, a na ogół to są studenci płacący dla siebie. Chodzi o uczelnie publiczne - podkreślił. - Tyle że za tym musiało pójść obniżenie jakości. Dlatego że ci studenci, którzy masowo pojawili się w Instytucie Socjologii, na Wydziale Prawa są po prostu słabi. Polska nie produkuje absolwentów liceów tak wybitnych w takiej ilości. Jest ich bardzo mało, nie więcej niż 20 lat temu - zaznaczył dziennikarz i dyrektor I Społecznego Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie.

- Uniwersytet działałby lepiej, gdyby był zamkniętą niedużą społecznością. Dzisiaj mamy za dużo wszystkiego - wykładów, studentów - mówił Wróbel. - Wszystkim się opłaca szkolnictwo wyższe na niewysokim poziomie, bo dzięki temu można mieć dużo studentów, dużo zajęć i w prosty sposób dorabiać do pensji. Ten układ się zamknął - podsumował.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (105)
"Przeróbmy uniwersytety na trochę lepsze szkoły zawodowe" [PUBLICYŚCI]
Zaloguj się
  • mich64

    Oceniono 100 razy 42

    Pewnie zapomnijmy o wartościach w nauce, bo PZU i korporacje potrzebują roboli i biurwy. Tylko tak dalej.

  • kontakt-gw

    0

    Warto wysłuchać całej rozmowy w radiu TOK FM. Trzy osoby kompletnie nic nie wnoszące do dyskusji - powtarzające te same banały. Winna szkoła, brak pieniędzy, masowość edukacji, etc... Ile razy można ciągle słuchać tych banałów?

    Na koniec "budujący wniosek" Pana Sobiecha - najpierw trzeba zdiagnozować 3 główne przyczyny sytuacji a dopiero później prowadzić merytoryczną dyskusję. No i umówili się "na następną okazję".

    To jest zwykła kpina ze słuchaczy. osoby tak silnie tkwiące w środku systemu polskiej edukacji nie znają diagnozy? Przyczyn obecnej sytuacji? Czyżby nie potrafiły analizować krytycznie otaczającego ich świata?

    Jak nie potrafią, to trzxeba było się zapoznać z międxynarodowymi raportami na ten temat. Chociażby z raportem OECD z 2007 r. na temat polskich uczelni.

  • margaret_atwood

    Oceniono 2 razy 0

    Odtwarzanie wiedzy to żadna nowość. Kończyłam studia 10 lat temu i sytuacja była podobna. Ale w moim przypadku to był wybór promotora, nie mój. NIe miałam żadnej możliwości manewru, jeśli chciałam obronić pracę. Musiałam pisać prostymi zdaniami coś, co było znanym ze wszech i wobec truizmem. Wszystkie moje wysiłki zmierzające do urozmaicenia mojej dysertacji spaliły na panewce. Moja promotorka nie rozumiała o co chodzi i dochodziło do agresywnych spięć. Po studiach rozpoczęłam studia doktoranckie na innym wydziale, miałam zajęcia na uczelni. Powiem tak - ze studentami kiepsko, są mało lotni, skoncentrowani na pieniądzach, niedouczeni i brak im elementarnej pokory. Poza tym są nieodpowiedzialni i kłamią jak najęci. Ale to nie wszystko, bo uczelnia nie opiera się tylko na studentach. Mamy wykładowców, którzy siedzą na stołkach czasami i 60 lat (jak np. ww pani promotor) i nie mają do powiedzenia nic nowego poza tym, co było znane 60 lat temu. Są nie do ruszenia, bo na tym polega feudalny system uczelni. Większość moich wykładowców była bez polotu, wykłady czytała z kartek, sztywnym akcentem (fililogia obca). Nadmienię, iż mówię tu o jednym z najbardziej prestiżowych uniwersytetów w karaju i drugim z najbardziej obleganych kierunków. Nie zdawałam matury w Polsce, a mimo to potrafiłam wszystko nadrobić, żeby zdać bardzo trudny egzamin. Pracowałam ciężko, bo liczyłam na to, że ta praca popłaci. Prawda jest taka - to Wy wykładowcy stworzyliście niebywałą mystyfikację tych niby "prestiżowych" kierunków, otaczanych nimbem boskości. Ale na zajęcia przychodziliście (nie)przygotowani korzystając z materiałów z lat 60-tych, bo innych w bibliotece nie było. Żywy język został zastąpiony jakąś archaiczną strukturą, potworkowatą i odpychającą. Tak - czuję się oszukana, bo nic nie skorzystałam. Wszystko, co wiem, wszystko, co robię jest tylko moją zasługą. Nie narzekam - jestem przedsiębiorcza, potrafiłam rozkręcić działalność, ale o ile łatwiej byłoby mi to zrobić gdyby na studiach były mi udostępnione sensowne narzędzia. Wina nigdy nie leży po jednej stronie - warto, żeby nieomylni wykładowcy w końcu przetrawili ten fakt.

  • jur56

    0

    No cóż , społeczeństwo , każde , potrzebuje tzw . ekspertów / specjalistów w wąskich specjalnościach/ i przywódców - liderów/ np. MBA , MPP itd./ . Pierwszych mają kształcić powszechnie dostępne uczelnie wyższe/ ze względu na niższe kryteria naboru / , drugich zaś uczelnie elitarne /bardzo wysokie kryteria naboru / . Oczywiście pozostaję problem etyki zawodowej kadr dydaktycznych wyższej uczelni , , jeżeli rektor uniwersytetu przyznaje/ fakt/ , że wobec studenta płacącego za studia uczelnia zaciąga zobowiązanie , że skończy studia , to nie można mówić o faktycznym studiowaniu . Kolejny problem to formalne rozwiązania dotyczące oceny kadr naukowo - dydaktycznych za osiągane wyniki i ocena samych uczelni . Wymagania zaś pracodawców powinny zaś nie ograniczać się wyłącznie do żądań roszczeniowych , ale np. proponowanie uczelniom pomocy w dostosowaniu kształcenia do potrzeb firm , organizowanie paneli dyskusyjnych nt. potrzeb w tym zakresie , udostępnianie posiadanej infrastruktury technologicznej do prowadzenia zajęć praktycznych , stażów , badań itd .

  • soldadura104

    Oceniono 1 raz 1

    Socjologię to bez problemu można przerobić na szkołę zawodową nadzoru spawalniczego.

  • ultra_mega_orzel

    Oceniono 2 razy 0

    Glosujcie dalej na tych zlodzieji.

  • coppermind

    Oceniono 1 raz 1

    polskie szkolnictwo wyższe to bagno starych układów - dziadki trzymające się stołków i sfrustrowana młodzież, która ma nikłe szanse na rozwój bo dziadki ucinają każde zagrożenie dla swojej pozycji jedynie słusznych "naukowców".

  • lucusia3

    Oceniono 3 razy 3

    Jasne uniwersytety to z definicji miejsce, gdzie powinno się zgłębiać nauki, bez specjalnego wiązania się z rzeczywistością. Skąd więc "uniwersytet pedagogiczny", "uniwersytet rolniczy" czy "uniwersytet ekonomiczny"?
    Nonsens? Dla mnie tak, ale świadczący o ogromnym kryzysie, jakoś dla mnie luźno związanym z młodzieżą. Tu chodzi tylko i wyłącznie o kasę. Więc dla dobra młodzieży, choćby nawet głupawej i leniwej, może zlikwidujmy te bzdury i w szkole wyższej ekonomicznej nie uczmy głównie filozofii ale rachunkowości, a wyższej rolniczej zamiast socjologii uczmy genetyki czy chemii. I problem jakoś się zredukuje do kilku uczelni, które naprawdę uniwersytetami są. No i więcej ich chyba wiele nie potrzeba, byle działały na uczciwym poziomie. Tak wiec niech nikt nikogo nie udaje - wyższe szkoły niech nie udają uniwersytetów, uniwersytety niech nie udają szkół przygotowujących do zawodu i wszystko sie jakoś ułozy z pozytkiem dla każdej strony

  • piotrns

    Oceniono 7 razy 7

    Ogromna liczba studentów jest też odpowiedzią na wymagania pracodawców, którzy do prostych zajęć wymagają pracowników z wyższym wykształceniem... Przez obniżenie poziomu studiów (i matur też) wykształcenie wyższe może być teraz odpowiednikiem dawnej matury.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX