"Mniej niż zero", "Fabryka małp". Awantura w Sejmie przykryła rangę debaty [PUBLICYŚCI]

- Ważyła się sprawa fundamentalna, a te awantury przykryły rangę wydarzenia - komentował Wojciech Maziarski, odnosząc się do sejmowej debaty emerytalnej. - Można puścić kawałek "Fabryka Małp" - dodał. - Pasuje też "Mniej niż zero" - podsunął Michał Szułdrzyński. Rozmawiając już na poważnie, publicyści zgodzili się, że reforma jest konieczna.
- Najprościej byłoby puścić kawałek piosenki Lady Pank: "Fabryka małp, fabryka psów / Rezerwat dzikich stworzeń" - zaproponował Wojciech Maziarski, komentując poziom piątkowej debaty w Sejmie. - Ważyła się sprawa fundamentalna, a te awantury przykryły rangę wydarzenia i to je głównie zapamiętamy - uważa.

- Pasowałoby też "Mniej niż zero" - zasugerował Michał Szułdrzyński z "Rzeczpospolitej".

Lis: Politycy to pajace. Rynsztok w Sejmie mnie ucieszył

Szułdrzyński nie zgodził się jednak, że zostaną zapamiętane tylko awantury, bo jesteśmy już do takiego poziomu przyzwyczajeni. Widzi inną zależność: - Ja mam wrażenie, że Platformie może zależeć na tym, żebyśmy pamiętali tylko awanturę. Ta reforma była potrzebna, ale PO źle ją rozegrała. Tempo, pośpiech itd. Tak, były wielomiesięczne konsultacje społeczne, ale nie jest tajemnicą, że PO robiła wszystko, żeby sprawę zakończyć przed rozpoczęciem Euro. Mistrzostwa bowiem wszystko przykryją i nikt nie będzie o reformie pamiętał. Jednak wcale może tak nie być - komentował Szułdrzyński.

Reforma bez twarzy

- Kłopot z tą reformą był taki, że ona nie miała twarzy - uważa z kolei Piotr Kraśko, szef "Wiadomości" TVP. - Przy wielkich reformach przeprowadzanych przez rząd Buzka takimi twarzami byli prof. Marek Góra i Ryszard Petru. Oni prawie przez dwa lata tłumaczyli i nie wychodzili ze stacji telewizyjnych - przypomniał dziennikarz.

Wojciech Maziarski nie zgadza się z wnioskowaniem: są protesty - PO źle rozegrała sprawę. - Nie chodzi o to, że źle rozegrała, tylko efekt po prostu taki musiał być. Związki zawodowe nie mają innego wyboru, jak protestować. To jest przypisane do ich roli - komentował.

Tusk idzie na męża opatrznościowego

- Uważam, że paradoksalnie Tuskowi i Platformie ta reforma wyjdzie na dobre. To trochę jak z Balcerowiczem, który w momencie kiedy wprowadzał bolesne reformy, napotykał na sprzeciw. Gdy dzisiaj pytamy Polaków, jak oceniają Balcerowicza, to się okazuje, że to jest jeden z bardziej popularnych i uznawanych autorytetów - dodał Maziarski. - Ale przez brak komunikacji zapłacił wysoką cenę, musiał odejść z polityki - przypomniał Szułdrzyński. Maziarski nie widzi w tym zagrożenia dla Tuska. - Premier myśli o przesunięciu się do innej kategorii w polityce. Chce wycofać się bieżącej gry politycznej, a zająć stanowisko męża opatrznościowego - przewiduje publicysta.

Dwa plus dwa to cztery, a nie pięć

Kraśko także jest zdania, że reforma jest niezbędna. - Przez dwa ostatnie stulecia cały wzrost gospodarczy był zbudowany na przekonaniu, że ludzi na świecie będzie coraz więcej. Koniec tego mitu, Europejczyków będzie coraz mniej, tak samo będzie w Stanach, w Ameryce Południowej itd. W dyskusji o ekonomii może być tak, że ktoś powie: dwa plus dwa to cztery, a ktoś inny, że pięć. No nie. Trzymajmy się jakichś faktów - komentował dziennikarz. - Drugie przekonanie, jakie musiało ulec zmianie, to to, że państwa nie bankrutują. Tego uczono wszystkich studentów ekonomii przez długie lata. Państwa jednak bankrutują - to pokazał przykład Islandii, prawdopodobnie pokaże Grecja - podkreślił.





Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM