Godson: Rasistowskie okrzyki biorą się z niewiedzy i strachu. 99 proc. Polaków to otwarci, przyjaźni ludzie

- To, co mamy w Polsce, to nie jest rasizm. To są zachowania bazujące na stereotypach. Rasizm jest bardziej wyrafinowany - mówi poseł John Godson, jednocześnie przyznaje, że sam bywa przezywany "małpą" i "czarnuchem".
Anna Sapieha, TOK FM Jak pan skomentuje rasistowskie incydenty podczas Euro 2012?

John Godson: Wszelkie przejawy agresji na tle rasistowskim są nie do zaakceptowania. Powinniśmy zrobić wszystko, żeby to wyplenić, bo to szkodzi. Zachowania marginalne grupy osób wpływają potem na ogląd całego kraju. Cała reszta, 99 procent społeczeństwa, jest otwarta i przyjaźnie nastawiona.

Incydenty podczas Euro to tylko margines?

- Mieszkam w Polsce od 20 lat i mogę stwierdzić, że to margines. Oczywiście takie zachowania odbijają się szerokim echem na całym świecie. W ostatnich dwóch tygodniach miałem już prawie dziesięć wywiadów, w tym do zagranicznych mediów, jak BBC i Reuters, i ciągle pytają mnie, jak jest u nas z tym rasizmem. To szkodzi i turystyce, inwestycjom, i pod każdym innym względem, dlatego powinniśmy pokazać, że Polska jest krajem gościnnym, tolerancyjnym, i zrobić więcej, aby przykładnie ukarać tych, którzy psują opinię o Polsce. Nie można tego tolerować i tłumaczyć, że to niska szkodliwość czynu.

Ale nadal pan uważa, że Polska to tolerancyjny kraj?

- Tak, zawsze to powtarzam i będę powtarzał, mimo że doświadczyłem tutaj różnych przykrych rzeczy. To, co mamy w Polsce, to nie jest rasizm, to wynika z niewiedzy i ze strachu. To są zachowania bazujące na stereotypach. Rasizm jest bardziej wyrafinowany.

Okrzyki kiboli w Krakowie to też nie rasizm?

- To jest przejaw rasizmu. Trudno mi osądzić ludzi, czy są rasistami. To często wpływ tłumu. Te osoby powinny być identyfikowane i powinny stanąć przed sądem.

Spotkał się pan z przejawami rasizmu na stadionach w Polsce lub za granicą?

- Rzadko bywam na meczach. Jeżeli spotykają mnie podobne rzeczy, to głównie na forach internetowych, bo ludzie są tam anonimowi.

Nazywali pana... małpą?

- Małpą, czarnuchem, chcieli, abym wracał do Afryki. Ale to jest przejaw frustracji. Nie możemy porównywać Polski do Anglii, gdzie mają większe doświadczenie z imigrantami. Polska dopiero się otworzyła.

Nadal wyzywają pana na ulicach np. Łodzi? Jak pan reaguje?

- Bardzo rzadko. Staram się to ignorować.

Jak pan ocenia dokument BBC o Polsce i Ukrainie?

- Był krzywdzący i nieuczciwy, zrobiony po to, żeby zyskać widownię, i to się udało. Korespondowałem z rezydującym w Polsce dziennikarzem BBC i on przyznał, że ten program nie spełnia standardów przyjętych w stacji.

Czy czarnoskórzy angielscy piłkarze powinni zejść z boiska, jeśli usłyszą z trybun wyzwiska lub małpie odgłosy?

- Nie znam się na przepisach UEFA. Jeżeli coś takiego się zdarzy, sędzia powinien w stanowczy sposób zareagować. Gdybym był piłkarzem i coś takiego by mnie spotkało, nie zszedłbym z boiska, bo walczę miłością, uśmiechem i spokojem. Pokojowo można więcej zmienić.

Podczas ostatniej wizyty premiera Donalda Tuska w Łodzi rozmawiał pan z nim o rasizmie w Polsce?

- Pokazałem panu premierowi korespondencję SMS-ową z dziennikarzem BBC. Przekonywałem pana premiera, że Polska ma pozytywną opinię na arenie międzynarodowej, zwłaszcza w RPA, gdzie są zachwyceni, że w Polsce jest dwóch czarnoskórych parlamentarzystów.

Komu pan kibicuje podczas Euro?

- Kibicowałem Włochom, a komu potem, nie pamiętam, ale ta drużyna przegrała. Kibicuję też oczywiście Polsce. Mało nie dostałem zawału, jak Wojciech Szczęsny został wyrzucony z boiska. Polacy grali świetnie, szczególnie w pierwszej połowie, w drugiej nie mieli siły, aż byłem zaskoczony, że trener Smuda nie zmieniał ich. Kibice pięknie dopingowali, trzeba im pogratulować.

Jaki obstawia pan wynik meczu Polska - Rosja?

- Chciałbym, żeby było 2:1 dla Polski.

DOSTĘP PREMIUM