"Kibole myślą, że za niewielkie pieniądze można się nieźle zabawić"

- Jeżeli dowiaduję się, że za czynną napaść na policjanta jest grzywna 1200 zł, to dla części stadionowych bandytów, to jest sygnał: za niewielkie pieniądze można się fajnie zabawić - mówił w TOK FM Leszek Miller, krytykując niskie, jego zdaniem, kary dla kiboli zasądzone po wtorkowych zamieszkach. - Wywieranie presji na sędziów jest niedopuszczalne. Zna pan wszystkie okoliczności? - drążyła Dominika Wielowieyska.
Zdaniem Millera wyroki za wtorkowe incydenty, jakie do tej pory zapadły, są zbyt łagodne. - To może ich rozzuchwalić i będziemy świadkami kolejnych prowokacji i kolejnych zdarzeń - mówił wczoraj Miller.

- Skąd pan wie, jaki wyrok dostał jaki kibol? Zna pan wszystkie okoliczności? To niedopuszczalne, że politycy wywierają presję na sędziów - skrytykowała lidera SLD prowadząca Poranek Dominika Wielowieyska - Jeżeli dowiaduję się, że za czynną napaść na policjanta jest grzywna w wysokości 1200 zł, to uważam, że dla części stadionowych bandytów, to jest sygnał: za niewielkie pieniądze można się fajnie zabawić - odpowiadał Leszek Miller. - Ale wobec tych najbardziej agresywnych ogłoszono wyroki bezwzględnego więzienia (bez zawieszenia) - zwróciła uwagę Wielowieyska.

- Świetnie, ale ja bym był zwolennikiem tezy, że nie więzienie jest najbardziej dotkliwe, ale bardzo wysokie grzywny, niezależnie od sytuacji materialnej - mówił Miller. Jego zdaniem skuteczna byłaby także kara wielu godzin pracy społecznej. - Dla tego środowiska to jest bardzo dotkliwe w sensie prestiżowym - uważa były premier.



Szef SLD przekonuje, że to jest "ostatni dzwonek" i proponuje ponadpartyjne porozumienie dla zmian w ustawodawstwie, które powstrzymają zjawisko stadionowego chuligaństwa. - Trzeba publikować ich nazwiska i twarze. Trzeba, aby oni płacili za koszty leczenia ludzi, których napadają. Wtedy dopiero taki typek nim rzuci się na policjanta czy kibica, zastanowi się, czy mu to się opłaca - argumentował gość TOK FM.

Jeśli jutro będą burdy, możemy się pożegnać z kolejną dużą imprezą na lata

Miller przekonuje, że służby nie zrobiły wszystkiego, bo "gdyby zrobiły, to zamieszek by nie było". - Policja nieźle sobie radziła, gdy musiała interweniować, ale sporo błędów było popełnionych w zakresie profilaktyki - ocenia.



- Jutro kolejny mecz z udziałem Rosjan. Jeżeli jutro akty bandytyzmu się powtórzą, to myślę, że przez wiele, wiele następnych lat żadna struktura międzynarodowa sportu nie da Polsce żadnej poważnej imprezy - przewiduje Miller. - Ale do takich zamieszek dochodziło na innych mistrzostwach - oponowała prowadząca Poranek. - Nie na taką skalę - upierał się szef SLD.

Prawnik: Cięższe kary receptą na zadymiarzy? Chwytliwe. Ale nie wystarczy >>

We wtorek przed meczem Polska - Rosja doszło w Warszawie do zajść, które rozpoczęły się podczas marszu rosyjskich kibiców na Stadion Narodowy. Grupa ok. 100 pseudokibiców próbowała doprowadzić do konfrontacji. Nie dopuściła do tego policja. Zakończyło się na bójkach, rzucaniu kamieniami, butelkami, odpalaniu petard i rac. W zajściach, do których doszło przed, w trakcie i po meczu, poszkodowanych zostało 140 osób.

Zatrzymano 184 osoby, w tym 156 Polaków, 25 Rosjan, a także Hiszpana, Węgra i Algierczyka. Poszkodowanych zostało 17 policjantów. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia skazał w środę wieczorem osiem osób zatrzymanych po wtorkowych burdach. Według rzecznika Sądu Okręgowego w Warszawie Wojciecha Małka cała ósemka skazanych w środę w trybie przyspieszonym to Polacy. Otrzymali kary grzywny w wysokości 500 zł lub pozbawienia wolności od 3 do 12 miesięcy w zawieszeniu.

DOSTĘP PREMIUM