Żakowski o "krótkiej liście" i "odlocie" prezesa PiS

- Pani Staniszkis coś powiedziała. Człowiek roztropny by zapytał o przesłanki, natomiast człowiek, który posługuje się technologią intelektualną magla, nakręca się i zaczyna histeryzować - mówi w rozmowie z TOK FM Jacek Żakowski, odnosząc się do tzw. "krótkiej listy" zagrożonych Jarosława Kaczyńskiego.
Chodzi o słowa prezesa PiS w sprawie śmierci generała Petelickiego: "pewna osoba, powszechnie znana, wymieniła go na krótkiej liście osób, które bardzo dużo mówią, w związku z czym są zagrożone. Niektóre z tych osób już zostały na różne sposoby uderzone". Wypowiedź wywołała burzę domysłów, Jarosław Kaczyński został nawet wezwany do prokuratury. W rozmowie z "Wprost" prof. Jadwiga Staniszkis przyznała, że to ona jest tą "pewną osobą". Podkreśliła, że nie miała na myśli "likwidacji fizycznej" oraz że nie istnieje żadna spisana lista.

Jak dziecko gaworzy, to nie zwraca się uwagi na treść

- Jak dziecko gaworzy, to nikt nie przywiązuje uwagi do treści. Ta waga przywiązywana do każdego "chlapnięcia" Kaczyńskiego świadczy o porażającej głupocie mediów - komentuje dla tokfm.pl Jacek Żakowski.

Zdaniem publicysty fundamentalnym pytaniem jest kwestia, czy prezes PiS jest wiarygodny. - Od dawna mam wrażenie, że Kaczyński ma problemy z odróżnieniem od siebie rzeczywistości i nierzeczywistości. Jego obserwacje są często bardzo ciekawe, ale niestety łączą się z wykwitami wyobraźni albo nieumiejętnego ważenia prawdopodobieństwa - ocenia Żakowski. Jego zdaniem właśnie taki mechanizm zadziałał w przypadku "krótkiej listy".

"Ulega sensacji, nakręca się, histeryzuje"

- Pani Staniszkis coś powiedziała. Człowiek roztropny by zapytał o przesłanki, skąd jest ta wiedza i co z tego wynika. Człowiek, który posługuje się technologią intelektualną magla, ulega sensacji, nakręca się i zaczyna histeryzować publicznie. Nie odróżnia poważnego od niepoważnego - komentuje Żakowski.

Jak podkreślał Żakowski, Jarosław Kaczyński mówi też inne rzeczy, ale do obiegu publicznego przechodzą te momenty, kiedy - jak mówi klasyk - "rozum śpi". - Czym bardziej odlotową tezę prezes postawi, tym większe ma publicity . To jest problem. Otoczenie, które nadaje rangę odlotom, ono jest współautorem tego zjawiska - opisuje publicysta "Polityki" i prowadzący piątkowe "Poranki Radia TOK FM".

"Problemem są ludzie, którzy nadają rangę odlotom prezesa"

- Sprawa jest strasznie poważna nie dlatego, że problemy dotyczą Jarosława Kaczyńskiego. One dotyczą dużej części elit, w tym medialnych, które w te legendy częściowo wierzą, a częściowo budują na nich swoje ekonomiczne sukcesy - dodaje Żakowski.

- Wiele osób tę głupotę powtarzało. Proszę zwrócić uwagę, że te osoby, mówię zwłaszcza o dziennikarzach, są ciągle obecne w mediach. Oni kolejne wytwory chorej wyobraźni przetwarzają przez swoją chorą wyobraźnię i nakręcają społeczeństwo, wkręcają nas w abstrakcyjne rozmowy - opisuje publicysta.

- Widzę ludzi mediów, którzy głupoty za Kaczyńskim rozpowszechniają. Oni są nieustannie obecni, a więc są afirmowani przez właścicieli, wydawców, redaktorów naczelnych. Ile osób jest zaangażowanych, aby odloty Jarosława Kaczyńskiego zyskiwały taką rangę! - komentuje ostro dziennikarz.

DOSTĘP PREMIUM