USA - raj demokracji i równych szans? "Mity. Jest dokładnie odwrotnie. To Europie bliżej do ideału"

- Byliśmy nie tylko my, ale i zachodni Europejczycy wpatrzeni bezkrytycznie w demokrację amerykańską. Chcieliśmy się do niej upodabniać i kopiować jej wzory - mówił w "Popołudniu" Radia TOK FM prof. Radosław Markowski z PAN. Politolog wykazywał, że w USA jest trudniej o awans społeczny niż w Europie, a przepaść między bogatymi a biednymi pogłębia się i jest to efekt wyborów politycznych: - Gdy rządzą Demokraci, biedni mają się o wiele lepiej.




Rozmowę z Grzegorzem Chlastą nt. demokracji w Ameryce prof. Radosław Markowski rozpoczął od przypomnienia Alexisa de Tocqueville'a i jego przesłania z książki "O demokracji w Ameryce": by Francuzi - jeśli już muszą wprowadzać demokrację - brali przykład z Amerykanów i ich rozwiązań instytucjonalnych. - Jesteśmy skoncentrowani na europejskim kryzysie, ale on miał różne przyczyny. My, Europejczycy, jesteśmy bardzo zapatrzeni w Amerykę. A ja o demokracji w Ameryce będę mówił krytycznie. Jeśli Tocqueville się nie pomylił w XIX wieku, to na pewno tej Ameryki, o której pisał, już nie ma - mówił Markowski. - Zawsze podejrzewałam, że książka ta trochę konfabuluje, tzn. że nigdy takiej Ameryki nie było. Że ona jest skoncentrowana tylko na części Ameryki - na tej wschodniej, która wyglądała w sposób cywilizowany, natomiast naprawdę nigdy takiej równości w Ameryce nie było. Nigdy nie było takiego swobodnego przepływu klasy średniej - dodał.

- To zastrzeżenie wobec wielu książek, które były pisane ku pokrzepieniu serc. Jak ktoś chce się uczyć historii od Sienkiewicza, to może przeczytać dobrą książkę, ale niekoniecznie rozumieć relacje polsko-ukraiński. Jak ktoś chce wiedzieć coś o Etiopii, oczywiście, "Cesarz" jest trochę opisem tego, co było w Etiopii za Hajle Selasje, ale była pisana na potrzeby Polski. Tak samo książka "O demokracji w Ameryce" była pisana trochę na potrzeby Francuzów i idealizowana - mówił politolog.

Zmiany w amerykańskim podejściu do demokracji i samostanowienia, jakie nastąpiły w XX wieku, widać np. w polityce zagranicznej USA. - W XX wieku Ameryka chciała być izolowana, nie chciała przyjeżdżać do Europy, ale my, głupi Europejczycy, zmusiliśmy ich - zrobiliśmy dwie wojenki i musieli nas ratować. Ale potem stało się coś, że to demokratyczne monstrum się rozrosło. I do Iraku nikt ich już nie zapraszał, a poleźli - stwierdził politolog.

Od pucybuta do milionera? "Jest dokładnie odwrotnie"

Fenomenem jest to, że Stany Zjednoczone są wciąż postrzegane jako demokratyczny raj i kraina równych szans - zarówno przez swoich mieszkańców, jak i za granicą, choć dane wskazują na coś zupełnie innego. Markowski udowadniał w TOK FM, że bliższe ideałowi są kraje Europy Zachodniej, których obywatele mają do swoich państw bardziej krytyczny stosunek niż Amerykanie do demokracji amerykańskiej. - Strasznie trudno Amerykanom zrozumieć, że żyją w kompletnie innym kraju, niż myśleli - mówił, wymieniając kolejne obalone mity. Np. mit american dream: - Jest przekonanie, że to kraj ogromnej ruchliwości społecznej, że międzypokoleniowe dziedziczenie jest małe, że "od pucybuta do milionera"... Otóż jest dokładnie odwrotnie. W tej chwili w USA ok. 50 proc. wykluczenia edukacyjnego czy zdrowotnego przechodzi z pokolenia na pokolenie. Wykluczenie to jest o 20-30 proc. większe niż w porównywalnych krajach Europy Zachodnich. Mit "od pucybuta do milionera" jest nieprawdziwy.

Markowski dodał, że nieprawdziwe jest też przekonanie, że nierówności w amerykańskim społeczeństwie to "cena za różnorodność": - Tak wcale nie jest. USA nie są bardziej różnorodne od Szwecji, Hiszpanii, Austrii, Grecji czy Belgii. A na dodatek tam, gdzie ta różnorodność jest mniejsza, nierówności są znacznie wyższe niż w Europie.

Co z obcokrajowcami? Czy Stany Zjednoczone, kraj zbudowany przez imigrantów, rzeczywiście jest dla nich rajem? - W Niemczech czy Francji jest więcej obywateli urodzonych za granicą i nierówności są tam niższe. W dodatku żaden stan USA nie ma wskaźnika Giniego porównywalnego z krajami Europy Zachodniej. (Wskaźnik Nierówności Społecznej, znany jako wskaźnik Giniego, używany jest w statystyce do oznaczania rozmieszczenia dóbr w społeczeństwie, głównie dochodu w rodzinach. W USA w zeszłym roku wynosił 0,45, a np. w Danii 0,29 - red.). Gdziekolwiek byśmy na Stany nie patrzyli, nawet tam, gdzie nie powinno być żadnych nierówności, one są. I to wyższe niż w Europie - przekonywał Markowski.

Szydził też z ultraliberalnych obaw przed interwencją państwa w życie obywateli: - Rzeczywiście, ojcowie założyciele bardzo skrupulatnie pisali konstytucję, bo bali się rządu, mając na myśli rządy autorytarne w Europie. Ale świat się zmienił i ja się rano nie budzę zlany potem, bojąc się, że rząd mi coś zrobi. Ale czasami wyglądam przez okno i trochę się boję, że to wielkie korporacje mogą mi zrobić kuku. Codziennie. W różny sposób - banki i inne...

Opieka zdrowotna lepsza w Europie. I bardziej dostępna

Wg politologa dobrym przykładem nierówności w dostępie do dóbr jest system opieki zdrowotnej w USA, który częściowo zreformowała administracja Obamy. - Na służbę zdrowia Amerykanie wydają z pieniędzy publicznych i prywatnych więcej na głowę niż wszyscy w zachodniej Europie oprócz Norwegii i Luksemburga. Ale kompletna nierówność tego rozkładu polega na tym, że 16 proc. populacji, czyli ok. 47 mln, w ogóle nie ma ubezpieczenia. A jego jakość jest taka, że śmiertelność okołoporodowa jest trzykrotnie wyższa niż w większości krajów Europy Zachodniej. Śmiertelność niemowląt jest o 40 proc. wyższa, Amerykanie mają też mniejszy proc. konsultacji medycznych obywateli. Wydają więcej niż Europa, a jednocześnie rozkłada się to całkiem nierówno - dowodził politolog.

Podkreślił też, że do podobnych wniosków nt. amerykańskiej demokracji doszli amerykańscy politolodzy, m.in. badacz demokracji Robert Dahl - i to już w latach 60. - i Larry Bartels, autor książki "Unequal Democracy". - Bartels powiedział: Zacząłem pisać tę książkę jako naukowiec, skończyłem jako ktoś, kto ma poglądy polityczne. A książka jest o tym, że podstawowa cecha demokracji - reakcja polityków na potrzeby obywateli - jest niewidoczna od wielu, wielu lat. On pokazuje mnóstwo przykładów na to, że większość parlamentarzystów amerykańskich nie reprezentuje wyborców, i to w jednomandatowych okręgach wyborczych. Ale bardziej porażające jest to: od roku 1974 USA rozwijają się wolniej niż wcześniej, ale kilkakrotnie mniej zyskują klasy niższe - dół, czyli 20 proc. drabiny społecznej. Klasa średnia prawie się nie rusza w rozwoju, a najwięcej zyskuje 1 proc. wyższego i 0,1 proc. najwyższego szczebla drabiny społecznej. To nieprawdopodobna kumulacja bogactwa na wyżynach - ocenił Markowski.

Słowem: im bardziej w dół drabiny społecznej, tym mniejsze prawdopodobieństwo wzbogacenia się. - Czy demokracja jest możliwa, gdy ludzie dysponują tak przeraźliwie różnymi dochodami i możliwościami? - pytał retorycznie Markowski, parafrazując Dahla.

Republikanie dbają o bogatych, nie o średniaków i biednych

Wskazywał też, że klasa średnia i niższa same sobie szkodzą, głosując na Republikanów, gdyż partii tej wcale nie zależy na obronie słabszych i ułatwianiu im awansu. - Czasy republikańskie to wielokrotny wzrost nierówności społecznej, gdy rządzą Demokraci, biedni mają się o wiele lepiej. W okresie powojennym pod rządami Demokratów zatrudnienie jest średnio o 1 proc. wyższe niż pod rządami Republikanów - wg Markowskiego za takim wnioskiem przemawiają czyste dane.

- Czy jeśli ciastko do podziału jest większe i bogaci się nachapią, to biedni też będą coś z tego mieli? Guzik prawda - podsumował politolog. Badania prowadzone od dwóch dekad pokazują, że bogaci, bogacąc się, wcale nie inwestują: - To idzie na kawior, łódki, statki i inne dobra wyrafinowanej konsumpcji, a nie na inwestycje w gospodarkę.

Podkreślił przy okazji, że nie rozumie, czemu PiS brata się raczej z Republikanami niż z Demokratami, skoro to ci drudzy są bliżsi ideałom solidarności społecznej. - To może trochę tak jak z tymi orzeszkami w Gabonie, których nie ma? Ale już nie wypominajmy prezesowi jego wiedzy o świecie... - dodał politolog.

Skąd to zapatrzenie w Amerykę? "Mity, mity..."

- To nie globalizacja, nie dzikie siły rynkowe, ale decyzja polityczna. Republikanie reprezentują 1 proc. albo trochę więcej górnej drabiny społeczeństwa amerykańskiego - podsumował. Dlaczego zatem reszta tego nie widzi? Markowski: - Przez mity. Mity są wciąż utrwalane. Amerykanie wierzą, że mają większą mobilność społeczną niż Europa, że u nich jest raj, że jeśli jest coś nie tak z dochodami, to człowiek jest sam sobie winny. Tak jest od przedszkola. Dopiero na wyższych latach uniwersytetu zaczyna się im wpajać pewne wątpliwości, czy tak na pewno jest. A partie zamieniły się w machinerię do manipulacji świadomością społeczną. Kiedyś jeden z senatorów amerykańskich powiedział: - Ja rozumiem, że ludzie mają prawo do własnych opinii, ale nie mają prawa do własnych faktów. Teraz i w Ameryce, i w Polsce każda duża partia ma własną narrację, z własnymi faktami, z własnymi liczbami i wskaźnikami.

Na koniec przestrzegł: - Byliśmy nie tylko my, ale i zachodni Europejczycy wpatrzeni bezkrytycznie w demokrację amerykańską. Chcieliśmy się do niej upodabniać i kopiować jej wzory. I jeśli tam się wali, no to warto się zastanowić, co u nas.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (25)
USA - raj demokracji i równych szans? "Mity. Jest dokładnie odwrotnie. To Europie bliżej do ideału"
Zaloguj się
  • usmecenas

    Oceniono 21 razy 17

    wreszcie ktos napisal troche PRAWDY.
    Tak dokladnie, tak.Amerykanska demokracja skonczyla sie w latach 60tych.
    Teraz bogaci bogacieja i nienawidza ubogich/90% mieszkancow/.

  • belle.du.jour

    Oceniono 16 razy 16

    Dziękuję Panie Profesorze za ten rozsądny, mądry, wyważony głos. Znam USA od podszewki i już od 2000 roku mówiłam dokładnie to samo ale potęga mitu Ameryki jest, szczególnie w Polsce, wszechobecna. Ameryka to nie "Gotowe na wszystko".. to znikająca klasa średnia, rodziny, które nie mogą pozwolić sobie na wykształcenie dzieci lub na opiekę medyczną. O adekwatnej emeryturze nie wspomnę bo to historia... rozwarstwienie społeczne w Stanach sięga szczytu jakiego nie widzieli od końca 19 wieku. Amerykanie są ogłupiani przez Republikanów i ich populistyczno/histeryczne hasła ("Obamacare") i głosują na nich wbrew własnym interesom. Oby tylko w Polsce nie przyjęto tych wzroców społecznych bo naprawdę, obecna Ameryka to nie to samo co Ameryka lat powojennych - boom się skończył. Zawsze mówiłam, że to kapitalny kraj na wakacje i zakupy.. ale nie do mieszkania i wychowywania dzieci.

  • 123jna

    Oceniono 14 razy 12

    Nareszcie pierwszy rozsadny i adekwatny do sytuacji, artykul o USA w polskiej prasie i radiu. Brawo panie profesorze i moj szacunek. Nareszcie troche rzeczywistych danych. Ale moi ziomkowie rzadko sprawdzaja fakty z encyklopedia, lubia WIERZYC a nie skontrolowac ze stanem faktycznym, wierza najchetniej w mity, bajki, opowiesci dziwnej tresci - tyle mamy niezlych metafor ale one niestety przyjmowane sa doslownie. Zauroczenie USA tra, a Polonie najbardziej zacofana takze mamy tam, w USA - ten fakt potwierdza takze to, ze USA ciagna sie dzis w ogonie postepu. Jeszcze pare wyczynow z komputerami, jakis nowy google powstanie - a juz niedlugo wszystko przejma Chiny. Kto tego nie widzi - nie umie wyciagac wnioskow z historii. Ale czlowiek tak juz to ma, szczegolnie Polak. Zyje jedynie przeszloscia. Choc EURO pokazalo te inna, lepsza Polske - z nadzieja i szansa na lepsze zycie. Radosna - brawo!

  • drupal

    Oceniono 8 razy 8

    w USA już od 100 lat buduje się socjalizm korporacyjny, podatek dochodowy do trzymania w ryzach czarnego luda, korporacje prawnicze i lekarskie podnoszące ceny tych usług do kosmicznych poziomów i ograniczające dostęp dla najbogatszych.To nie jest kraj wolnego rynku już od dawna, bardziej przypomina gospodarczo faszystowskie Niemcy, co nie zmienia faktu, że jest to system wydajny i efektywny.
    Tak naprawdę krajów w pełni wolnorynkowych na świecie nie ma już od XIX wieku.
    Pozostała tylko propaganda. Np.taki "liberał" Tusk...

  • kharper

    Oceniono 14 razy 8

    zylem bylem widzialem...GESTAPO LAND

  • princealbert

    Oceniono 2 razy 2

    Jeden z drugim Henio czy Franio pojedzie ukladac kafelki, dorobi sie cadillaca i wychwala Hameryke pod niebiosa.

  • romanxroman

    Oceniono 1 raz 1

    taaaaaaaa.......
    tylko słowa poety natrętnie przypominają.......
    Ameryko, syta i tępa.
    Europo, bezmyślna i krwawa...

  • kirylszczak

    0

    dlaczego ja, inżynier mechanik (:)), nie będący specjalistą od stanów zjednoczonych, nie będący dziennikarzem, nie będący ministrem spraw zagranicznych, nigdy nie pracujący na jakiejkolwiek placówce zagranicznej, słowem szaraczek, nigdy nie miałem złudzeń co do jakości, a w szczególności jakości demokracji w wydaniu amerykańskim?? Zadaję to pytanie gdyż jestem zadziwiony i zniesmaczony sytuacją, w której za stosunki z usa odpowiadają ludzie pchający nas w jakieś wojny (podobieństwo do stosunku do napoleona nasuwa się samo), jakieś niezrozumiałe interesy (f16), jakieś tajne więzienia ... KIM są ludzie roztaczający przed nami obraz usa jako najlepszego miejsca na ziemi?? Kim są ludzie którzy uważają że kraj wyrosły na bezprzykładnym okrucieństwie i bezprzykładnej przemocy może być wzorem do czegokolwiek??

  • leslaw28

    Oceniono 7 razy -1

    Po raz pierwszy zgadzam sie z ogolna wymowa artylulu z GW.Dodalbym jest znacznie gorzej,USA to skorumpowana zydowska kolonia, z ukrytymi formami niewolnictwa.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX