"Prezydent wykorzystał emocje, żeby przepchnąć bardzo złe prawo. To naganne!"

- Tak samo było podczas wojny z terroryzmem. Stworzone wtedy akty prawne do dziś wyznaczają negatywny standard ograniczenia praw obywatelskich - mówiła w TOK FM Katarzyna Szymielewicz z fundacji Panoptykon. - Władza publiczna ma tendencję do nadużywania środków, którymi dysponuje - dodał prof. Marek Chmaj. Prawdopodobnie jutro w Senacie głosowanie nad prezydencką nowelizacją ustawy o zgromadzeniach.
Podczas dzisiejszej debaty nad prezydenckim projektem nowelizacji senatorowie nie byli jednomyślni. Projekt wzbudza wiele kontrowersji, protestują m.in. organizacje pozarządowe. Za odrzuceniem noweli opowiedziały się też dwie senackie komisje. Głosowanie prawdopodobnie w czwartek - na koniec posiedzenia Senatu.



Krytycy nowych przepisów przede wszystkim zwracają uwagę na obowiązek zgłoszenia demonstracji z sześciodniowym wyprzedzeniem (do tej pory wystarczają trzy) i nałożenie na organizatora odpowiedzialności za bezpieczeństwo zgromadzenia. Jako zarzut stawia się także pośpiech przy pisaniu nowelizacji.

Nie można stworzyć dobrego prawa w 10 dni



- Nie może być tak, że prawo jest tworzone ewidentnie w reakcji na aberrację, na coś, co nie stanowi reguły w demokratycznym państwie - mówiła w TOK FM Katarzyna Szymielewicz z fundacji Panoptykon (pomysł przygotowania nowelizacji powstał po zeszłorocznych zajściach w stolicy w związku z obchodami Święta Niepodległości 11 listopada).

- Nie można stworzyć dobrego prawa w 10 dni - argumentowała prawniczka. - Prezydent wykorzystał chwilowe emocje, które panowały w debacie publicznej, żeby przepchnąć bardzo złe prawo. To jest praktyka naganna, która zasługuje na kompletną krytykę - mówiła.

Także zdaniem konstytucjonalisty prof. Marka Chmaja propozycja prezydenta jest chybiona, choć nie jest tak ostry w krytyce.- Pośpiech jest złym doradcą - przyznał. - Pan prezydent miał bardzo ciekawe koncepcje, ale ja bym proponował: Zaniechajmy tej nowelizacji, odrzućmy ją w całości. Przygotujmy nową, przemyślaną nowelizację, która zabezpieczy odbywanie zgromadzeń, nie ograniczając ich wolności - proponował w programie "Nisza" w TOK FM.

To jak wojna z terroryzmem. A potem złe prawo już zostaje

Szymielewicz jako przykład tworzenia prawa w reakcji na wydarzenia podała "wojnę z terroryzmem". - Stworzone wtedy akty prawne do dziś wyznaczają negatywny standard ograniczenia praw obywatelskich - mówiła. - I to one pokazują mechanizm. Jak się przekroczy próg, to rzadko się wraca. Zwykle prawo zostanie tak surowe, jak zostało wprowadzone w wyniku stanu wyjątkowego - podkreślała.

Prawniczka przekonywała także, że kwestie bezpieczeństwa w ogóle nie powinny się pojawiać w ustawie o zgromadzeniach. - Taka ustawa ma chronić wolność zgromadzeń. Od bezpieczeństwa są inne ustawy - argumentowała.

Z kolei prof. Marek Chmaj przypomniał stare prawo polityki: - Władza publiczna ma tendencję do tego, żeby nadużywać środków, które się jej daje. Dlatego kompetencje, jakie przekazuje się władzy, muszą być przemyślane i bardzo precyzyjnie określone - podkreślił.

Nawet 10 tysięcy kary

Przyjęta w czerwcu przez Sejm nowelizacja daje możliwość zakazania organizacji dwóch lub więcej zgromadzeń w tym samym miejscu i czasie, jeśli może to prowadzić do naruszenia porządku.

Nowela zmienia też przepisy karne i wprowadza kary grzywny: do 7 tys. zł dla przewodniczącego zgromadzenia, jeśli nie wykonuje on swych obowiązków i nie przeciwdziała naruszeniom porządku publicznego, oraz do 10 tys. zł dla uczestnika zgromadzenia, który nie podporządkowuje się poleceniom przewodniczącego tego zgromadzenia.

W ubiegłym tygodniu za odrzuceniem zmian w Prawie o zgromadzeniach opowiedziały się jednak senackie komisje: praw człowieka, praworządności i petycji oraz samorządu terytorialnego i administracji państwowej. - Propozycja prezydencka ma charakter szczątkowy, jest niespójna z dotychczasowymi przepisami i stanowi krok wstecz - mówił senator Andrzej Matusiewicz (PiS) z komisji samorządu terytorialnego. Przedstawiciele tych komisji dodawali, że zaproponowane zapisy są nieprecyzyjne, zaś przeciwdziałanie ekscesom podczas manifestacji jest możliwe już na gruncie obecnego prawa.

Jacek Michałowski, szef Kancelarii Prezydenta, mówił podczas środowej debaty, że obecnie samorządy praktycznie nie mają możliwości zakazania zgromadzenia, nawet jeśli przemawiają za tym względy bezpieczeństwa.

Michałowski zaapelował do senatorów o uchwalenie ustawy w takim kształcie, w jakim zaproponował Sejm. Zaznaczył, że nie należy z tym zwlekać, bo grożą nam kolejne zamieszki na ulicach, np. powtórka z wydarzeń, jakie miały miejsce 11 listopada zeszłego roku.

Zmiany w przepisach o zgromadzeniach krytykują organizacje pozarządowe, m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Forum Obywatelskiego Rozwoju, fundacja Panoptykon. O odrzucenie nowelizacji Prawa o zgromadzeniach zaapelował do senatorów przewodniczący NSZZ "Solidarność" Piotr Duda. "Solidarność" już na początku lipca zapowiedziała złożenie wniosku do Trybunału Konstytucyjnego w przypadku uchwalenia nowych przepisów. Z apelem o odrzucenie zmian zwrócili się także byli działacze opozycji z czasów PRL: Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Barbara Labuda, Bogdan Lis, Henryka Krzywonos-Strycharska. Apel podpisał także Józef Pinior, który jest senatorem PO.

DOSTĘP PREMIUM