Kowal w TOK FM: Jakby zwolnili wszystkie te ciotki, to firmy przestałyby działać

Mamy poważny kryzys. Jest brak poczucia, że istnieje państwo. Istnieje partia. Jesteśmy jak w sieci. Ludzie się jeszcze nie obudzili, ale to początek tlenia się buntu przeciwko PO i PiS - mówił w "Poranku Radia TOK FM" Paweł Kowal. Jego zdaniem zwolnienie wszystkich "znajomych królika" to nie rozwiązanie.
- Każdy kuzyn, każdy swat jest na stanowisku. Ja nie jestem taki, żebym się tym gorszył. Nie gorszę się sytuacją syna ministra Kalemby (który pracuje w Agencji Rynku Rolnego - red.) - mówił w TOK FM Paweł Kowal, eurodeputowany PJN. - Pewnie ktoś mu na początku pomógł, ale przez 10 lat pokazał dużo siebie. Niech pan popatrzy na to, co się dzieje w samorządach, rządzie czy partiach opozycyjnych. Każdego dnia jest opisywana nowa firma państwowa, w której pracują ludzie związani z partiami. To jest bardzo wschodnie - ocenił gość Jana Wróbla, komentując ujawniane w ostatnich dniach liczne przykłady nepotyzmu i zatrudniania w państwowych firmach krewnych i znajomych.

Młodzież powinna się zbuntować

- Mamy poważny kryzys. Zbudowaliśmy taki system partyjny, że nic nie zrobimy. Brak poczucia, że istnieje państwo, a istnieje partia. Jesteśmy jak w sieci. Ludzie się jeszcze nie obudzili, ale to początek tlenia się buntu przeciwko PO i PiS - uważa szef PJN. - Młodzi ludzie powinni się zbuntować. Szukają pracy, a nie ma roboty. Nie mogą jej dostać, bo w konkursach zwycięży stryj czy wuj - dodał.

Sami posłowie nie wiedzieli, jaka jest skala

- Nie chcę moralizować. Nie jest tak, że nie można polecić do pracy, kogoś, kogo się zna, do kogo ma się zaufanie. Ale jak to przybiera taką skalę, to świadczy, że elita jest niemoralna. Ministrowie i posłowie nie wiedzieli jeden o drugim, że tak się urządzili. Ale co robić? Jakby zwolnili te ciotki, to te firmy by przestały działać. Nie można ich wyrzucić. I zostaje nam tylko udawać. A to już jest Wschód.



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM