"To jakby poborowy musiał się zgłaszać z własnym karabinem". Kto ma płacić za podręczniki? [DEBATA TOK FM]

- Do podręcznika trzeba kupić zdjęcia, ilustracje. A jego cena wynosi tyle, co pół godziny korepetycji - argumentował Jarosław Matuszewski z WSiP, twierdząc, że podręczniki wcale nie są przesadnie drogie. Nie zgadzał się z nim Jarosław Lipszyc: - Tej sytuacji nie można dłużej utrzymywać. Państwo musi wziąć odpowiedzialność na siebie - mówił. - Nauczycielu, naucz się żyć bez podręcznika. Będzie ciekawiej! - apelował z kolei prof. Krzysztof Konarzewski
"To nie jest kraj prorodzinny, lecz k***a, antyrodzinny!!!" - napisała do nas jedna ze słuchaczek Radia TOK FM. Zainspirowani, wspólnie zorganizowaliśmy debatę: czy podręczniki muszą być takie drogie?

W debacie wzięli udział (od lewej) Jarosław Matuszewski (Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne), Jarosław Lipszyc (Fundacja Nowoczesna Polska), dyrektor Małgorzata Szybalska (Departament Programów Nauczania i Podręczników MEN), prof. Krzysztof Konarzewski (były przewodniczący Centralnej Komisji Egzaminacyjnej).

Wydawnictwa dostają dotacje od ministerstwa? MEN zaprzecza

- Jest teza, że podręczniki to jest wolny rynek. Tymczasem wystarczyło poskrobać i okazało się, że fakty są trochę inne. Wydawcy edukacyjni bardzo aktywnie korzystają ze wsparcia przez bezpośrednie dotacje na swoje projekty - mówił Jarosław Lipszyc z Fundacji Nowoczesna Polska.

"Bezpośrednio z budżetu Państwa oraz z dotacji unijnych wydawcy ci uzyskali w latach 2009-2011 ponad 42 mln zł ze środków centralnych" -czytamy na stronie Fundacji .

- Ministerstwo w żaden sposób nie dotuje żadnych wydawnictw komercyjnych. Taka sytuacja ma miejsce tylko w przypadku podręczników dla mniejszości narodowych - zaprzeczyła Małgorzata Szybalska z Departamentu Programów Nauczania i Podręczników MEN. Tłumaczyła, że pieniądze pochodzą z konkursów o fundusze unijne, do których każdy podmiot może przystąpić.

- Mam wrażenie, że Lipszyc próbuje stworzyć wizerunek wydawnictw, które pożerają publiczne środki. Tak nie jest - odcinał się Jarosław Matuszewski z Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych. - Owszem, wydawnictwa uczestniczą w konkurach. Największy program, w którym uczestniczy moje wydawnictwo, to e-akademia, w którym uczestniczy kilkaset gimnazjów. To jest projekt podobny do cyfrowej szkoły, realizowany w mniejszej skali. Udział w projekcie nie przekłada się na produkcję i obniżenie kosztów. Wszystkie informacje można znaleźć na naszych stronach - mówił.

Każdy poborowy z własnym karabinem

Zdaniem prof. Konarzewskiego absurdalna jest konstrukcja, w której edukacja jest przymusowa, ale obowiązek przygotowania dziecka spada na opiekunów. - Niedawno obowiązkowa była służba wojskowa. To tak jakby kazać każdemu poborowemu stawić się z karabinem - komentował.

- Rozwiązania w UE są bardzo różne i zależą od finansowej sytuacji w kraju. Chyba nikt z nas nie ma wątpliwości, że koszt takiej operacji byłby ogromny - zwracała uwagę Szybalska z MEN.

Czy podręcznik naprawdę jest drogi?

Maruszewski z Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych przekonywał, że koszt jednego podręcznika wcale nie jest tak duży. - Koszt książki na jeden rok to 24 złote - mówił, pokazując podręcznik do historii dla czwartoklasistów. - A trzeba kupić zdjęcia, ilustracje, mnóstwo elementów w podręczniku kosztuje. A jej cena wynosi tyle, co pół godziny korepetycji - przekonywał.

Dlaczego się dziwicie, że podręczniki są drogie? [BLOG MARZENY CHIŃCZ]

- Miło się pana słucha - ironizował Jarosław Lipszyc. - Ale w tym kraju 10 milionów rodziców właśnie zapłaciło za podręczniki, wiedzą ile i długo tego nie zapomną. Państwo musi wziąć odpowiedzialność na siebie. Tej sytuacji nie można dłużej utrzymywać. Nie siedzimy na ropie. Jedyne, co mamy, to nasze głowy. Przyszłość tego kraju jest tylko w głowach naszych dzieci - podkreślał.

"Podręcznik był wymyślony, bo nauczyciele niewiele wiedzieli"

- Postulat, żeby państwo przejęło kontrolę, wydaje mi się okropny. Nie po to Wałęsa skakał przez płot... - nie zgodził się prof. Konarzewski. Były szef CKE ma zupełnie inny pomysł na podręczniki. - Moje podręczniki były szare, nie miały kredowanej okładki, papieru, były dużo tańsze. Czy pan udowodni, że te wasze cudowne z mnóstwem ilustracji lepiej edukują niż te nasze szare? - mówił do przedstawiciela WSiP. - Chyba nie. Dokonała się jakaś niebezpieczna zmiana w podejściu do podręcznika. "Dobry" podręcznik to taki, który przyjemnie wziąć do ręki - komentował. Jego zdaniem uczeń z kolorowym podręcznikiem pracuje tak samo jak z szarym. - Z niechęcią - przyznał.

Zdaniem prof. Konarzewskiego połowa winy leży po stronie nauczycieli, którzy "upierają się" przy podręcznikach. - Podręcznik był wymyślony, żeby wspierać niedouczonego nauczyciela. Przecież te wszystkie kolorowe rysunki mogą mieć w klasie, choćby od państwa, a nie po ponad 20 złotych od każdego ucznia - proponował.

- A jeśli dziecko jest chore? Skąd ma wziąć wiedzę? - pytał Matuszewski z WSiP. - Można znaleźć specjalne rozwiązanie dla chorego dziecka, np. mieć pięć egzemplarzy w klasie do wypożyczenia - odpowiadał prof. Konarzewski. - Trzeba powiedzieć szkole i nauczycielom, że konspirują z wydawnictwami, żeby drenować nasze kieszenie - podkreślił.

Niech drętwe narracje odejdą do lamusa!

- Pomysł cyfryzacja jest koniecznością, jesteśmy już spóźnieni. Wyobrażam sobie, że aktywna szkoła, to takie miejsce, gdzie się uczy. Teraz uczeń w szkole jest strofowany i traci czas, a uczy się w domu i na korepetycjach. Niech takie drętwe narracje jak w podręczniku odejdą do lamusa - mówił dalej prof. Konarzewski.

- Nauczyciele chcą podręczników. To jest pewien program nauczania, nie "widzi mi się" redaktora, ale zbiorowa koncepcja, która uzyskuje akceptację ministerstwa - bronił Matuszewski. - Nauczycielu, naucz się żyć bez podręcznika. Będzie ciekawiej! - mówił na to prof. Konarzewski.

- Nauczyciele nawet nie mają obowiązku korzystania z podręcznika - zgodziła się dyrektor Szybalska z MEN.

Jest rynek wtórny

- Nie ma przeszkód, żeby nauczyciel korzystał z tego samego podręcznika, żeby umożliwić odkupienie i w zdecydowanej większości szkół tak się dzieje. Poza tym ustawa obliguje dyrektorów do organizowania działań do obrotu używanymi podręcznikami. W 99 procent szkół to się robi, według naszych badań. Jest wśród nich sporo działań, w wyniku których podręczniki są w bibliotece szkolnej.

Jak mówiła, z dwunastu roczników, dwa nie mają takiej możliwości, bo zostały im zmienione podstawy programowe. - Jeśli do tego doliczyć pierwsze klasy, bo tam trzeba kupić boksy, to wychodzi już pięć roczników na dwanaście, czyli połowa - nie zgodził się Lipszyc.

Politycy, odpieprzcie się od szkoły [BLOG]

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (27)
"To jakby poborowy musiał się zgłaszać z własnym karabinem". Kto ma płacić za podręczniki? [DEBATA TOK FM]
Zaloguj się
  • rbik53

    Oceniono 20 razy 20

    ...... podręczniki dziedziczyłeś po starszej siostrze, a twój brat po tobie.... i komu to qoooorwa przeszkadzało ? ! ? ! ...

  • wondziadu

    Oceniono 18 razy 18

    Pamietam ten ,,Elementarz,, do 1 - szej klasy . Ala i as itd . Graficznie ta ksiazka byla swietnie zrobiona . Az milo bylo sie z tego uczyc . A i polityki w tym za duzo nie bylo. Ale trzeba bylo te ksiazke ,,zniszczyc,, bo ,,pachniala,, komuną. I to byl blad.

  • macoson

    Oceniono 15 razy 15

    PRZEGIĘLIŚCIE!!!
    Debata jest nagrana tak cicho, że głośniki trzeba ustawiać maksa! Całość pocięta na półtora minutowe kawałki przemieszane z reklamą nagrana 10 razy głośniej. Nie da się tego słuchać jak co chwile bucha mi z głośników "WIESZ SZYMON!"
    Straciliście przynajmniej jednego czytelnika. Dziękuje i Dobranoc

  • jamesonwhiskey

    Oceniono 12 razy 12

    jesli chodzi o podreczniki to ja mam inne pytanie
    dlaczego jest 20 rodzajow do jednego przedmiotu
    dlaczego co roku sa inne

  • gupek-wioskowy

    Oceniono 9 razy 9

    podłe kłamstwo z tymi dopłatami dla wydawnictw. Jeśli biedniejszy rodzic dostanie dopłatę do podręczników (o ile przedstawi rachunek za zakup ich) to dostanie zwrot od państwa. Ale to tylko zwrot. Kasa na te podręczniki trafia do wydawcy trochę bardziej okrężną drogą. I wszyscy są zadowoleni z wyjątkiem tych, którzy o 1 PLN przekraczają dochody upoważniające do dotacji.

  • sokolasty

    Oceniono 7 razy 7

    Pamiętam, że za tej podłej komuny podręczniki można było wypożyczyć z biblioteki. Fakt, pobazgrane, ale były.

  • cin1977

    Oceniono 9 razy 7

    Taa... 24 zeta za podręcznik, już to widzę... 24 za podręcznik, 20 za ćwiczenia do niego, dodatkowe 15 za jakieś kolorowanki i duperele do tego - a kupić trzeba wszystko, bo to przecież komplet - i 6 dyszek wyrzucone. Otwórzcie dzieci podręcznik na stronie x, potem wypełnijcie ćwiczenia a na końcu narysujcie szlaczek - i po lekcji. Żadnej inwencji twórczej nauczyciela, tylko klepanie podręcznika i dodatków strona po stronie. W podstawówce uczy się wypełniania gotowców w ćwiczeniach, w gimnazjum i wyżej perfekcyjnego wypełniania testów wszelakich, i nic poza tym. Tak się wychowuje idiotów. A potem taki idzie na studia (przyjęli, bo niż, więc biorą każdego jak z łapanki) i jak ma samodzielnie pomyśleć, to go boli, bo nie ma gotowego szablonu na wszystko...

  • po_co_mi_konto

    Oceniono 6 razy 6

    Nie wiedziałem, że dzisiejszy świat tak szybko się zmienia, że na poziomie podstawowym trzeba co dwa lata zmieniać podstawę programową. Taka matematyka na przykład - ciągle nowe odkrycia w dziedzinie pierwiastków, procentów i dodawania (widać to świetnie w produktach finansowych oferowanych przez nasze banki), no i podstawę trzeba zmieniać.

    Tak sobie myślę, że jakby zwolnić połowę urzędasów w ministerstwie edukacji to by nie mieli czasu na pierdoły i przestali by zmieniać podstawę, dzięki czemu może wreszcie ta podstawa przestała by się obniżać.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX