Paraolimpijczyk: Ludzie mają dość oglądania wyhodowanych maszyn

- Ludzie chcą oglądać prawdziwy sport. Mają dosyć oglądania wyhodowanych specjalnie maszyn. Tutaj są prawdziwi ludzie - uważa były paraolimpijczyk, srebrny medalista z Aten, Tomasz Leżański. W TOK FM opowiadał o zimowych treningach w nieogrzewanej, zagrzybionej sali. - Po godzinie już nie czuje się zimna i można strzelać dalej - opowiada.
Polska ekipa paraolimpijska ma obecnie 24 medale - dziewięć złotych, dziesięć srebrnych i pięć brązowych. W klasyfikacji medalowej zajmujemy dziewiąte miejsce. Tylko w środę nasi sportowcy siedmiokrotnie stanęli na podium. Na igrzyskach olimpijskich Polacy zdobyli 10 medali.



Dlaczego naszym paraolimpijczykom idzie lepiej niż olimpijczykom? Jak mówił w TOK FM były paraolimpijczyk w łucznictwie, zdobywca srebrnego medalu z Aten Tomasz Leżański, sukcesy wynikają także z tego, że na paraolimpiadzie jest więcej kategorii. - W lekkiej atletyce każdy bieg czy rzuty jest podzielony na grupy w zależności od tego, jakie jest schorzenie zawodnika - tłumaczył.

Jest jeszcze trudniej niż na olimpiadzie

- Ale zdobyć je jest chyba trudniej niż na olimpiadzie - uważa Leżański. Wynika to z mniejszej liczby dopuszczonych zawodników, jest ich prawie czterokrotnie mniej niż startujących w igrzyskach. - Startują najlepsi na świecie. Rywalizacja jest potwornie trudna, w zasadzie każdy ze startujących może wygrać konkurencję - opowiada.

Jego zdaniem sukces medialny igrzysk paraolimpijskich polega także na tym, że ludzie chcą oglądać "prawdziwy sport". - Mają troszeczkę dosyć oglądania wyhodowanych specjalnie maszyn. Mówię to okrutnie, ale w większości tak jest. A tutaj są prawdziwi ludzie, którzy nie tylko uprawiają sport, ale jeszcze mają pod górkę w codziennym życiu - mówił sportowiec.

Autobus nispokopodłogowy - dwa razy na dzień

Jak wygląda dzień treningowy paraolimpijczyka? - Mam przyjaciela łucznika. Chłopak mieszka w Świdniku, a trenował w Lublinie. Musiał z domu wychodzić około 8.30, bo o 9 był jedyny poranny autobus niskopodłogowy, który mógł go zawieść do Lublina. Trening miał o 13, trwał 3 godziny. Dostępny dla niego autobus powrotny miał o 18. Na treningi jeździł codziennie, chciał dobrze wypaść. Teraz jest na paraolimpiadzie - opowiadał gość TOK FM.

Leżański ma nieco łatwiej, bo porusza się samochodem. Ale tylko trochę łatwiej: - Odległość do tarczy to 70-90 metrów. Czasem trenuję sam albo w małej grupie ludzi. Muszę więc pokonać tę odległość, żeby zebrać strzały. To trwa, męczy, dużo więcej niż człowieka, który po prostu pobiegnie do tarczy. Mój trening trwa po prostu dłużej niż człowieka pełnosprawnego - mówił.

Myślałem, że jestem za dobry na niepełnosprawnych

- Zachorowałem w wieku 6 lat. Nie pamiętam czasów, kiedy byłem pełnosprawnym dzieckiem. Jako niepełnosprawny chłopak zawsze chciałem się ruszać, aktywnie uczestniczyć w życiu. Pomogli mi rodzice, chodziłem do normalnej szkoły. Tak trafiłem do łucznictwa. Zacząłem strzelać w 1961. Spotkałem wtedy wspaniałego trenera, pana Nowakowskiego, który pomimo mojej dysfunkcji postanowił mnie nauczyć strzelać - opowiadał.

- Już w 1969 pobiłem rekordy Polski, a w 1972 wystartowałem na Igrzyskach Olimpijskich w Monachium, jako jedyny niepełnosprawny zawodnik w polskiej ekipie. Po pewnym okresie czasu trafiłem do sportu niepełnosprawnych. Na początku nie chciałem strzelać w tych strukturach. Uważałem, że jestem... no mówiąc nieskromne, za dobry, żeby tam startować - przyznał. - Kiedy się zdecydowałem, to był chyba 1983, wystartowałem na mistrzostwach Polski. Zająłem trzecie miejsce. Okazało się, że w porządku, mam z kim walczyć. Muszę zacząć więcej trenować - śmieje się Leżański.

- Na moich oczach ten sport niepełnosprawnych przekształcił się w sport wyczynowy. W tej chwili zdobycie medali wymaga ogromnej pracy. To coś, czemu się trzeba poświęcić - nie ma wątpliwości łucznik.

"Po godzinie już nie czuje się zimna"

Co ze wsparciem dla niepełnosprawnych sportowców? - Wsparcie finansowe z ministerstwa jest na małym poziomie, mniej niż skromne. To nie tak, jak na świecie. Świat się zorientował, że igrzyska paraolimpijskie i sport niepełnosprawnych jest bardzo dobrym miejscem promocji kraju i stosunków społecznych w danym kraju - mówił Leżański.

- Paraolimpijczycy to jest sam czubek. Reszta jest w zasadzie pozbawiona środków. Bywa, że paraolimpijczycy trenują w salach bez ogrzewania. Ja sam strzelałem w zimie w zagrzybionej szatni albo w świetlicy klubu, gdzie nie było ogrzewania. Ale po godzinie już się tego zimna nie odczuwa i można dalej strzelać - opowiadał.

Przesłanie dla niepełnosprawnych

- Chcemy pokazać wszystkim osobom, które uległy wypadkowi, są w sytuacji tragicznej, świat im się zawalił na głowę: zobaczcie, można coś ze swoim życiem zrobić. To jest przesłanie sportu niepełnosprawnych - mówił

- Niestety, nie mamy takiej możliwości, żeby pokazać to sposób szeroki. A wiele osób, które siedzą w domach chciałyby obejrzeć. Te krótkie migawki o 23.30 tego nie zapewnią - uważa łucznik. TVP nie pokazuje żadnej transmisji na żywo z paraolimpiady. - A szkoda - wzdycha sportowiec.

DOSTĘP PREMIUM