"Mamy zdublować struktury państwa? Osobne dla wyborców PiS?" [PUBLICYŚCI]

- Dlaczego w czasie takiej ekshumacji nie można było znaleźć miejsca dla najbardziej nieprzekonanych? Skoro jest tyle nieufności, skoro nawet dla 30 procent Polaków, to jak było prowadzone śledztwo smoleńskie budzi bardzo poważne podejrzenia? - pytał Paweł Lisicki. - Nikt ich nie przekona. Gdyby przyjąć pański punkt widzenia, trzeba by zdublować wszystkie struktury państwa. Dla tych, którzy państwu wierzą i dla wyborców PiS - skomentowała Agata Nowakowska.
Na Starych Powązkach w Warszawie miała miejsce ekshumacja jednej z ofiar katastrofy smoleńskiej. Według mediów to ekshumacja wiceprzewodniczącej Fundacji Golgota Wschodu Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej. Prokuratura tego nie potwierdza.

Ekshumacja ma związek z wątpliwościami dotyczącymi legendarnej działaczki "Solidarności" Anny Walentynowicz, która również zginęła w katastrofie. Jej rodzina, po zapoznaniu się z rosyjską dokumentacją medyczną, ma wątpliwości, czy w grobie na pewno złożono ciało Walentynowicz. Przed wejściem na cmentarz zgromadziła się grupa kilkudziesięciu osób z klubów "Gazety Polskiej", z transparentami "Żądamy prawdy" i "Smoleńsk - nie pozwolimy zakłamać prawdy". Przybyli też posłowie PiS, m.in. Antoni Macierewicz i Anna Fotyga.

Demonstracja polityczna o 3 w nocy. Na cmentarzu

- Nie bardzo rozumiem, dlaczego posłowie mieliby być przy ekshumacji - ocenia Agata Nowakowska. - Stosowanie słowa "nadzór" to bardzo konsekwentne uprawianie polityki przez PiS. Ta partia nie wierzy ani w prokuraturę, ani w sądownictwo, w zasadzie nic nie wierzy. Podważa wszystkie elementy państwa, twierdzi, że nie mamy sprawnego państwa, mamy premiera, który nic nie może, a państwo abdykuje - wyliczała dziennikarka "Gazety Wyborczej".

Jej zdaniem przychodzenie o 2 w nocy, aby "robić demonstrację polityczną na cmentarzu", jest oburzające.

Nie można było znaleźć miejsca dla nieprzekonanych?

- Po takim czasie można było przeprowadzić ekshumację, tak żeby nie było takich napięć - komentował Paweł Lisicki. - Sprawa katastrofy smoleńskiej budzi szczególne emocje i dlaczego można zrozumieć ludzi i posłów, którzy chcieli być przy ekshumacji - uważa redaktor naczelny "Uważam Rze".

Jak mówił Lisicki, przez ponad dwa lata od czasów katastrofy, było wiele momentów w śledztwie, które budowały nieufność. - Dlaczego w czasie takiej ekshumacji nie można było znaleźć miejsca dla tych, którzy są najbardziej nieprzekonani? Skoro jest tyle nieufności, skoro dla dużej grupy, 15-20, a może nawet 30 procent Polaków, to jak było prowadzone śledztwo budzi bardzo poważne podejrzenia - argumentował publicysta.

- Ja tego nie rozumiem, tak samo jak nie rozumiałem, dlaczego prokuratura nie zgodziła się na to, żeby w ekshumacji zwłok, uczestniczył patolog ze Stanów Zjednoczonych. Jeśli nie ma tam nic tajemniczego, to trzeba je pokazywać, żeby dotrzeć do tych, którzy są nieufni - komentował Lisicki.

Mamy zdublować struktury państwa?

- Nikt ich nie przekona. Nawet gdyby tam było 20 osób, obserwatorów z zagranicy - uważa Nowakowska. Zdaniem dziennikarki "GW" wydarzenia na cmentarzu są elementem propagandy PiS-u. Nie zgodziła się także z argumentami Pawła Lisickiego. - Gdyby przyjąć pański punkt widzenia, trzeba by zdublować wszystkie struktury państwa. Dla tych, którzy wierzą i dla wyborców PiS-u, którzy nie wierzą - skwitowała Nowakowska.

Liczą na kapitał polityczny

Według Andrzeja Stankiewicza działanie Anny Fotygi było jak najbardziej świadome. - Ona liczy na to, że obie te historie będą sporym kapitałem politycznym - ocenia dziennikarz "Wprost". - Wcześniej były już trzy ekshumacje, a takiego zamieszania nie było. Moim zdaniem tę historię wybrała bardzo świadomie, bo tam jest bardzo poważne podejrzenie, że te ciała zostały zamienione. Chciałbym się mylić, bo to by rozpętało cały proces kolejnych ekshumacji. Ta historia jednak rzeczywiście mrozi krew w żyłach - mówił Stankiewicz.

Przyznał przy tym, że cała ekshumacja została nieprawidłowo przygotowana.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM