Po tragedii rodzinnej w Pucku: trzeba sprawdzić, czemu psycholog nie zauważył, że tam się dzieje coś złego

Małżeństwo z Pucka przyznało się, że mieli związek ze śmiercią dwójki dzieci, którymi opiekowali się jako rodzina zastępcza. - Trzeba sprawdzić jakość nadzoru i opieki psychologicznej. Jak to się stało, że nie zauważono, że coś złego tam się wydarzyło? - mówiła w TOK FM Joanna Luberadzka z Koalicji na rzecz Rodzinnej Opieki Zastępczej. Tłumaczyła jak - krok po kroku - wygląda proces wyboru i szkolenia rodziny zastępczej.
3-letni chłopiec zginął z lipcu, po tym - jak twierdzili rodzice zastępczy - spadł ze schodów. We wrześniu w tej samej rodzinie zmarła 5-letnia dziewczynka - miała poślizgnąć się podczas kąpieli, zachłysnąć wodą. 32-letnia Anna i 36-letni Wiesław Cz. - małżeństwo z Pucka - usłyszeli wczoraj zarzut pobicia ze skutkiem śmiertelnym jednego z dzieci, a kobieta - zabójstwa drugiego. Przyznali się do winy.

Dzień dobry, zaopiekuję się dzieckiem

Ludzie, którzy chcą opiekować się dziećmi jako rodzina zastępcza, trafiają do organizatora rodzinnej pieczy. Z reguły jest to Centrum Pomocy Rodzinie w powiatach. Tam przechodzą wstępną kwalifikację, która polega na tym, że sprawdzane jest, czy spełniają wymagania ustawy. W komisji powinien być psycholog i trenerzy, którzy potem prowadzą szkolenie.

Trenowanie rodzica

Jeśli pomyślnie przejdą wstępną weryfikację, odbywa się 60-godzinne szkolenie teoretyczne oraz 10-godzinne szkolenia praktyczne. W tym czasie również są bacznie obserwowani - poznaje się ich, także ich środowisko. I dopiero potem można (ale nie trzeba) otrzymać kwalifikację do opieki nad dziećmi.

Jak mówiła w TOK FM Joanna Luberadzka z Koalicji na Rzecz Rodzinnej Opieki Zastępczej nie ma statystyk mówiących, ile osób jest odrzucanych. Według wiedzy Luberadzkiej do centrów zgłasza się wiele osób, ale szkolenie pomyślnie kończy ok. 10-20 proc. z nich.

- Badana jest motywacja, bardzo dogłębnie. Sprawdzić należy, czy ludzi nie kuszą przede wszystkim pieniądze. Teraz rodzina zastępcza na utrzymanie jednego dziecka dostaje ok. tysiąca złotych miesięcznie. Nie można się na tym dorobić - mówiła w Komentarzach TOK FM.

Czemu przez dwa lata nie dostali dzieci?

Szkolenie rodziny w Pucku wg mediów trwało 3 miesiące. Za krótko. - Mogło tyle trwać ze względu np. na jego intensywność - powiedziała Luberdzka. - Ta rodzina ukończyła szkolenie dwa lata temu. Może otrzymała kwalifikację, ale warunkową - zastanawiała się w TOK FM. - Trudno mi powiedzieć, czemu przez ten czas dzieci nie były umieszczone - dodała.

Psycholog nic nie zauważył?

Jej zdaniem trzeba bardzo dokładnie pochylić się nad tą rodziną. - Nie można powiedzieć, że wszystko było tam w porządku. Byli pod opieką psychologa od lipca, kiedy zmarło pierwsze dziecko. Trzeba sprawdzić jakość nadzoru i opieki psychologicznej. Jak to się stało, że nie zauważono, że coś złego tam się wydarzyło? Jak to się stało, że nikt przed śmiercią pierwszego dziecka nie zauważył, że tam dzieje się coś złego?

Kontrola? Czasami jest

Rodziny zastępcze są kontrolowane. Poza kontrolą społeczną (szkoły, pedagoga, środowiska), jest kontrola ze strony sądu (raz na pół roku), a także Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Jego częstotliwość nie jest określona. Koordynator, który zajmuje się rodziną, rozmawia z dziećmi i wypytuje o kolejne pozycje na kwestionariuszu. Może to robić co tydzień, co dwa tygodnie, co miesiąc. Niestety, niektóre rodziny koordynatora nie mają. Wszystko zależy od możliwości centrum mającego pieczę nad rodziną zastępczą.

5-letnia dziewczynka i jej 3-letni brat zostali umieszczeni w rodzinie zastępczej wraz z trójką swojego rodzeństwa w styczniu tego roku. Ich zastępczy opiekunowie mają też dwójkę swoich dzieci. Po śmierci 5-latki trójka jej rodzeństwa została przeniesiona do innej rodziny zastępczej, z kolei biologiczne dzieci małżeństwa Cz. zostały przekazane rodzinie.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Komentarze (3)
Po tragedii rodzinnej w Pucku: trzeba sprawdzić, czemu psycholog nie zauważył, że tam się dzieje coś złego
Zaloguj się
  • andy_1

    Oceniono 5 razy 5

    Za mało jest świadomości, że przemoc domowa to nie tylko stereotypowy pijany mężczyzna lejący żonę "bo zupa była za słona" ale że to czasem jest kobieta znęcająca się nad dziećmi a nawet mężem i że zanim dojdzie do morderstwa - o ile w ogóle do niego dojdzie - przemoc psychiczna, poniżanie, kontrolowanie, zastraszanie dzieje się w tajemnicy (syndrom sztokholmski) a na zewnątrz widać same uśmiechnięte buzie - prześladowani boją się kolejnych prześladowań więc nie szukają pomocy... Pomoc socjalna musi być SPECJALNIE uczulona na wyszukiwanie sygnałów, dociekliwa i przede wszystkim aktywna w PROPAGOWANIU niezgody na JAKIEKOLWIEK formy przemocy, nie jedynie te najbardziej drastyczne, gdy już ktoś traci życie, ale też te, gdzie życie trwa, ale jest zamienione w piekło na ziemi....

  • rozterka47

    Oceniono 1 raz 1

    ciekawe w jaki sposób psycholog opiekował sie ta rodziną /

  • imesch

    Oceniono 3 razy 1

    Dlaczego psycholog nie zauważył?
    Bo to pewnie był psycholog po KUL-u albo innej równie prestiżowej uczelni kończonej w trybie zaocznym na zasadzie płacę - wymagam dyplomu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX