"Tusk nie może wystraszyć ludzi" - publicyści o przemówieniu premiera

- Premier musi powiedzieć, że sytuacja jest poważna, ale nie może wystraszyć ludzi, bo przykręcą kurek z pieniędzmi. Dla gospodarki to byłby dramat - mówił w TOK FM Andrzej Stankiewicz. - Proste możliwości oszczędzania powoli się wyczerpują. A na jakiekolwiek pomysły pobudzania gospodarki nie ma zwyczajnie pieniędzy. PO główkuje, co z tym zrobić i dlatego przemówienie się opóźnia - dodała Eliza Olczyk.
Rafał Grupińki zapowiadał w "Poranku Radia TOK FM", że jeśli wszystko dobrze pójdzie, na najbliższym posiedzeniu Sejmu odbędzie się od dawna zapowiadane wystąpienie premiera Tuska.

Zdaniem prowadzącego "Poranek" Jana Wróbla, przemówienie premiera będzie pesymistyczne i podobnym manewrem, jaki wykonał minister Nowak w sprawie autostrady A2. Kilka dni przed ostatecznym terminem, mówił, że szanse zakończenie budowy są bardzo nikłe, po to, by tydzień później ogłosić: jednak się udało!

- To znany zabieg PR-owski. Obniża się oczekiwania, a potem, kiedy jest troszeczkę lepiej, wszyscy są szczęśliwi - zgodziła się Eliza Olczyk z "Rzeczpospolitej".



Nie będzie tak źle

Zdaniem Andrzeja Stankiewicza z "Wprost", przemówienie premiera nie będzie "aż takim czarnowidzeniem". - Takie też mamy sygnał od ludzi, którzy uczestniczą w przygotowaniu tego exposé. Owszem, można powiedzieć, że będzie bardzo źle. Tylko że to wtedy wystraszy konsumentów, ludzie przykręcą kurek z pieniędzmi. Dla gospodarki to byłby dramat - mówił dziennikarz. - Polska gospodarka przeszła przez tę pierwszą falę kryzysu dzięki relatywnie wysokiej konsumpcji wewnętrznej. Kiedy ludzie przestaną wydawać pieniądze, to będzie jeszcze gorzej - dodał.

Jak powiedzieć, że jest źle...

Jak tłumaczył Stankiewicz, premier z jednej strony musi powiedzieć, że sytuacja jest poważna, więc trzeba podjąć konkretne kroki. - Tutaj się spodziewam jakiegoś politycznego handlu, zastanawiania się jak poszczególne grupy społeczne przyjmą cięcia - mówił dziennikarz. - Ale z drugiej nie może ludzi wystraszyć, bo oni się wtedy zamkną i przestaną wydawać pieniądze i będzie dramat - podkreślał.

Według Stankiewicza, mniej więcej wiadomo, co premier powie: ma być o objęciu rolników podatkiem dochodowym albo jakąś formą rachunkowości; ma być o ograniczeniu przywilejów emerytalnych górników, być może o całkowitej likwidacji OFE. - O takich rozwiązaniach, które nie godzą szerzej, tylko w pewne konkretne grupy. Albo, jak w przypadku OFE, które nie budzą już pewnie większych emocji, a ich likwidacja przyniosłaby zaoszczędzenie pieniędzy dla ZUS - mówił.

Likwidacja fatalnym OFE byłaby sygnałem

- Moim zdaniem likwidacja OFE budzi wielkie emocje - nie zgodziła się Eliza Olczyk. - Jeśli premier to powie, to dla mitycznych rynków, będzie to fatalny sygnał. Nie sądzę, żeby to zostało powiedziane - przewiduje dziennikarka. Jeśli chodzi o postulaty rachunkowości rolników, czy reformy górnictwa - to jak przypominała, premier mówił o tym już rok temu. - To chyba nie będzie się powtarzał? - zastanawiała się.

- Likwidacja czy nawet zapowiedź likwidacji byłaby dosyć ostra. Nie sądzę, żeby do tego doszło - zgodził się Marcin Piasecki z "Dziennika Gazety Prawnej".

Nie ma prostej recepty na kryzys

- Kiedyś zarzucano ministrowi Rostowskiemu taktykę jazdy na gapę: że nic nie robi, drobne ruchy; że nie ma radykalnej recepty na kryzys. Tylko że takiej recepty po prostu nie ma - mówił Piasecki. - Taktyka jazdy na gapę ma przynajmniej jedną dobrą cechę. Nie jest to populistyczne wydawanie publicznych pieniędzy - chwalił dziennikarz.

Dlaczego termin przemówienia jest wciąż przesuwany? - Proste możliwości oszczędności, cięcia, podwyższania podatków powoli się wyczerpują. A na jakiekolwiek pomysły pobudzania gospodarki nie ma zwyczajnie pieniędzy. PO główkuje, co z tym zrobić i dlatego przemówienie się opóźnia - uważa Olczyk.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM