"Tusk musi przestać udawać męża stanu". Pięć punktów, które musi spełnić PO, aby móc wygrać [ANALIZA]

- Ważne jest, żeby Tusk nie udawał męża stanu, ale aby znowu był chłopakiem z podwórka, który lepiej od Jarosława Kaczyńskiego zna cenę ziemniaków - to zdaniem dr. Norberta Maliszewskiego jeden ze sposobów odzyskania większego poparcia przez PO. Zdaniem eksperta sprawa przyszłego zwycięzcy jest otwarta: PiS może być "łeb" przed Platformą.
Platforma ma kłopoty - spadają notowania w sondażach poparcia, falę niezadowolenia wywołało przyjęcie do dalszych prac projektu ustawy zaostrzającej prawo antyaborcyjne.

Platforma strzela samobója [BLOG]

Platformie już nieraz udawało się odwrócić tendencję spadkową we wzrost poparcia. Jak mówi w rozmowie z TOK FM psycholog społeczny dr Norbert Maliszewski, trudno powiedzieć, czy tym razem PO znów się uda. Ekspert wymienia warunki, które musiałyby zostać spełnione, żeby partia Donalda Tuska wygrała po raz trzeci. Przedstawiamy je poniżej:

Wojtek Orliński na blog: Do niezobaczenia przy urnie, Platformo >>

1. Odzyskać wiarygodność

Donald Tusk ma kłopot z zaufaniem i wiarygodnością. Expose i kolejne konferencje rozbijają się o ścianę braku zaufania, wręcz wywołują śmiech. Nawet najlepsze pomysły Platformy - inwestycje, urlopy macierzyńskie - wszystko będzie się wydawać wyborcom tylko słowami.

Muszą pojawić się konkrety, wyczuwalne dla Kowalskich, tak aby mieli poczucie, że jeżeli Donald Tusk coś mówi, to potwierdza się w ich lodówkach.

2. Zmniejszyć dystans władzy. "Tusk znów musi znać cenę ziemniaków"

Premier stracił ucho społeczne. Stworzył dystans, jest zamknięty, izolował się. Ważne jest, żeby Tusk nie udawał męża stanu, ale aby znowu był chłopakiem z podwórka, który lepiej od Jarosława Kaczyńskiego zna cenę ziemniaków.

Donald Tusk wygrywał takim właśnie rozumieniem wyborców - byciem przyjacielem, kumplem, który wie, na czym tym wyborcom zależy. Nawet jeżeli się śmiano z ciepłej wody w kranie. Wybory wygrał, bo był bardziej ludzki i postrzegany jako bardziej kompetentny premier na czas kryzysu.

Ten dystans władzy trzeba zredukować.

3. Poprawić nastroje społeczne "Najpierw zapowiedź kryzysu, a potem dezercja"

PO wykonała pracę opozycji i zaczęła straszyć kryzysem. To jest pierwotny powód spadku poparcia Platformy. Pesymizm wynika z huśtawki nastrojów, którą zafundował nam rząd.

Po tzw. efekcie euro 2012 rząd zaczął mówić o tym, że Polskę czeka sytuacja bardzo trudna, a później zdezerterował. Tusk nagle się wycofał, a w międzyczasie pojawiły się wydarzenia, które uderzały w kompetencję Donalda Tuska: Amber Gold, bulwersujące ekshumacje. Kowalski ma poczucie, że czeka go kryzys, a przy tym nagle widzi, że w bardzo podstawowych sprawach PO nic nie robi.

Markowski: Komentatorzy traktują sondaż jak wybory parlamentarne. Dziwne [PIS PIERWSZY W SONDAŻU]

4. Zakopać topory wojenne. "Przejęcie steru przez nowego pilota zakończyłoby się katastrofą"

W PO będzie teraz syndrom oblężonej twierdzy. Konflikty muszą przynajmniej na jakiś czas ucichnąć. Gdyby w tym momencie stery Platformy przejął pilot bez doświadczenia przywódczego ani takiego autorytetu - nie wyprowadziłby samolotu z korkociągu, tylko zwyczajnie rozbił.

Grzegorz Schetyna nie wytworzył sobie jeszcze wizerunku, którym mógłby pociągnąć Polaków, mimo że ma mocną pozycję w partii. Tym bardziej Jarosław Gowin, który pomimo ogromnej aktywności, cieszy się mniejszym zaufaniem niż ministra Mucha, która była przed długi czas bardzo krytykowana.

Jeżeli mówi się, że wewnątrz jest konflikt ze środowiskiem prezydenckim, to on też będzie wygaszany.

W wyborach prezydenckich wielkie znaczenie mają identyfikacje partyjne. Jeśli PP będzie miała śladowe poparcie, to niemal pewna dziś wygrana Komorowskiego stanie pod znakiem zapytania.

Czy Gowin mógłby wygrać wybory? "W PO narastają tendencje odśrodkowe" [PUBLICYŚCI]

Platforma prawdopodobnie powróci do samookreślenia - my jesteśmy partią centrum, inne partie zajmują się skrajnościami i są światopoglądowo radykalne, nie mają nic do zaoferowania normalnym, obrażanym przez innych jako lemingi. Trudna sytuacja PO wiąże się z tym, że Gowin i liberałowie zapomnieli o tym samookreśleniu. Kołysali łódką Platformy, walcząc o wpływy we frakcjach, zamiast szukać kompromisu.

Podobno kompromis w sprawie in vitro jest uzgodniony na 90 procent i dlatego premier obiecuje, że do końca roku ta sprawa będzie rozwiązana. To jest możliwe. Ale w kwestiach, w których kompromisu nie uda się znaleźć - PO będzie milczała.

Platforma musi po raz kolejny postawić na Donalda Tuska, bo w tym momencie przejęcie władzy przez Schetynę albo Gowina skończyłoby się katastrofą.

5. Ostatnie - najtrudniejsze - przetrwać kryzys

Jeżeli ten kryzys, który zapowiada PO, faktycznie będzie miał głęboki wymiar: będzie wzrastać bezrobocie, pesymizm się pogłębi - to nic Platformy nie uchroni. Skoro w przededniu owych trudności PO już zaczęła tracić, to tym bardziej będzie tracić, kiedy będzie naprawdę trudno.

Donald Tusk stawia wszystko na jedną kartę - zmienił generalnie sposób postępowania w sytuacji kryzysu. Wcześniej był bardziej liberalny, a teraz stosuje rozwiązania lewej strony - inwestuje pieniądze w gospodarkę po to, żeby utrzymać miejsce pracy. Liberałom staje włos na głowie, ale to jest sposób Donalda Tuska, żeby przetrzymać tę najtrudniejsza falę kryzysu. Jeśli w 2014 Platforma zachowa obecny poziom zaufania i poparcia w sondażach, jeśli będzie koniunktura - możemy się liczyć z trzecią wygraną obecnego premiera.

Wyborcy PO - kto zostanie, kto odejdzie

Maliszewski wymienia trzy rodzaje wyborców PO. Najwięcej jest tych, którzy deklarują poglądy centrowe, potem prawicowe, najmniej - lewicowe. - Ale to może wynika stąd, że lewicowość jest cały czas etykietowana. Jeśli jednak patrzy się na różne wskaźniki w kwestii dla stosunku do aborcji, kwestii uregulowania in vitro czy stosunku do rozdziału państwo-Kościół, to tej lewicowości jest więcej, niż wynika to z deklaracji. Przeszkadza etykietka - tłumaczy psycholog społeczny.

- Biedniejsi wyborcy z centrum mogą od PO odejść - oni kierują się nastrojami społecznymi. Dla bardziej zamożnych, klasy średniej - trudno o lepszą obietnicę. Ci raczej zostaną - przewiduje Maliszewski.

"PiS łeb przed PO"

- Osoby o poglądach prawicowych mogą uciekać od PO, bo PiS na fali jest i zmieniło swój wizerunek. Tylko 35 proc. całego społeczeństwa obawia się PiS. Tego lęku przez PiS-em już nie ma. Platforma ma większy negatywny elektorat niż PiS. Jest większy lęk przed Platformą niż przed partią Jarosława Kaczyńskiego. Do takiego dna doszła PO i to na własne życzenie - tłumaczy dr Maliszewski. - Naprawdę te wszystkie błędy nie wynikają z faktycznego kryzysu, ale z kłopotów komunikacyjnych i błędów PO. Wprowadzili nastrój paniczny, a potem zamknęli się, przygotowując rzekomo expose - opisuje psycholog społeczny.

- Mamy jeszcze wyborców bardziej lewicowych. Oni są takim największym problemem Donalda Tuska, bo mają łatwą alternatywę w postaci SLD albo Ruchu Palikota. Jeżeli tamte partie wyszłyby ze skuteczną ofensywą, PO znów szybko zaczęłaby tracić. Podobnie w sytuacji pogłębionego kryzysu - mówi dr Maliszewski. - Jeśli zaś sytuacja będzie podobna do obecnej, to PiS i PO będą szły łeb w łeb, a o wygranej rozstrzygnie zasobność lodówki w roku wyborczym. Jeśli PO uda się przekonać, że jest do połowy pełna - a nie pusta - to wciąż może wygrać - podsumowuje ekspert.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM