Dlaczego PO traci poparcie? Lis: Przez wiele miesięcy ojca nie było w domu

- Mieliśmy deficyt obecności. Nawet takiej prymitywnej, a la Marcinkiewicz: spotyka się, podaje rękę, jest z nami. Ojca miesiącami nie było w domu - tak Tomasz Lis tłumaczył główne przyczyny spadku notowań Platformy Obywatelskiej.
- Przeszkadza mi, że Donald Tusk nie nazywa tego, co robi. Jeżeli się nie nazywa kierunku, w którym się idzie, to można robić głupoty, krok w jedną, krok w drugą stronę - krytykował Jacek Żakowski.



- To, co premier mówi, to opis techniczny: czy poruszamy się skokami, czy małymi kroczkami. Ale gdzie się posuwamy? - pytał Żakowski. - W logice małych kroków jest jednak pułapka, bo robienie kroków może doprowadzić do dreptania i kręcenia się w kółko - zwracał uwagę prowadzący "Poranek Radia TOK FM".

Przykład? - Minister Sikorski mówi, że PO jest partią modernizacyjną i europejską, a jednocześnie akceptuje projekt ustawy antyaborcyjnej wprowadzającej dzikość. To jest myślenie, że możemy modernizacją techniczną dołączyć do Europy, co się jeszcze nigdy nikomu w historii nie udało - komentował publicysta.

Premier boi się rozdrażnić własne zaplecze

Żakowski uważa, że premier nie definiuje swojej polityki z obawy przed rozdrażnieniem własnego zaplecza. - Pan premier jest silnym liderem słabo zintegrowanej partii. Jakkolwiek by nazwał swoją politykę, może być pewien, że część kolegów się pod tym nie podpisze - przewiduje.

Zdaniem Tomasza Wołka chłodne przyjęcie wystąpienia premiera jest spowodowane rozbudzonymi wcześniej "ponad miarę wizjami". - Na tym tle sensowne nieraz działania premiera wyglądają nieefektownie. Tusk nie podjął licytacji na tromtadrację narodowo-patriotyczną - opisywał publicysta. - To byłoby samobójcze. Premier jako piłkarz wie, że lepiej nie grać na wyjeździe - dopowiedział Tomasz Lis.

Głuchota na kulturę

Prof. Wiesław Władyka jest zdania, że brak wyrazistej wizji nie jest dla premiera dużym problemem. - Taką wizję można sobie szybko wymyślić na użytek przemówienia. Podstawowy deficyt to głuchota na kulturę. Premier i cała ta ekipa jest całkowicie odporna na środowiska kultury - uważa publicysta "Polityki".

- Ta wizja, wyobrażenie Polski na przyszłość powinno być dziełem zbiorowym. Powinno być autonomicznym wytworem kultury, a nie polityki.

- Tylko że ta grupa paradoksalnie będzie najbardziej stalowym elektorem Platformy, bo najbardziej boją się rządów PiS. Tusk wie, że ich głosy ma w kieszeni i nie musi się gimnastykować - ocenia Lis. - Nie byłbym taki pewien. Są też inne partie, a każdy głos oddany nie na Kaczyńskiego oddala prezesa PiS od władzy. Nie musi to być głos na Platformę - nie zgodził się Żakowski.

Komentatorzy traktowali premiera jak kobietę

Publicyści wrócili do "drugiego exposé premiera", które ich zdaniem spotkało się z głównie powierzchownymi komentarzami.

- Mało komu chciało się posłuchać, co pan premier mówił, bo wszyscy z grubsza mają określone stanowiska i każdy powtarza to samo. Bez znaczenia, co premier powie - ocenia Jacek Żakowski.

Tomasz Lis zauważył inny, zaskakujący trend opisu formy Donalda Tuska. - Szczególnie u dziennikarzy płci męskiej było to intrygujące. Pojawiały się opisy, jak w stosunku do kobiet: premier stracił swój powab, premier nie ma już tego wdzięku. Jeśli chodzi o merytoryczną ocenę, to była głównie ta głębia opisu. Panom czegoś brakuje ewidentnie - komentował naczelny "Newsweeka".

- Mężczyźni reagowali różnie - zastrzegł Tomasz Wołek. - Np. Paweł Wroński z "Gazety Wyborczej" kończy swój wywód sensowną sentencją, że realizm i pragmatyzm stosownie do okoliczności jest ważniejszy niż wierność doktrynie. Bo doktryny podlegają zmianie. To jest polityczny realizm - ocenia.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM