"Niech rzecznik MSZ nie uczy nas zawodu" [PUBLICYŚCI]

Naczelny "Rzeczpospolitej" twierdzi, że MSZ wywierał silne naciski, aby gazeta nie opublikowała tekstu ujawniającego wpadkę ministerstwa. - To karygodne. Źródłem problemów nie jest to, że "Rz" chciała napisać o blamażu MSZ. Źródłem problemów jest blamaż MSZ - krytykował Łukasz Warzecha. Ostro skomentował też oświadczenie rzecznika MSZ: - Niech się łaskawie skupi na swojej robocie - skwitował.
"Rz" ujawniła w, że resort wysłał PiTy białoruskim opozycjonistom, co mogło narazić ich na represje władz. "Żaden z uczestników od lutego, gdy PiT-y wysłano, nie spotkał się z jakimikolwiek nieprzyjemnościami ze strony władz białoruskich" - podkreśla rzecznik MSZ Marcin Bosacki. MSZ kontra "Rzeczpospolita". Czytaj więcej >>

Redaktor naczelny "Rz" Tomasz Wróblewski twierdzi, że ministerstwa wywierało "niewiarygodną" presję, aby tekst nie został opublikowany.

Naciski z MSZ. Naczelny "Rz" dla Gazeta.pl >>

- Mam wrażenie, jakby ci nasi urzędnicy nie wiedzieli, że za wschodnią granicą mamy reżim i każda taka informacja służy do gnębienia ludzi - komentował w "Popołudniu Radia TOK FM" Cezary Łazarewicz z "Newsweeka". - To absolutnie karygodne i kompromitujące. Radosław Sikorski powinien się z tego gęsto tłumaczyć, także z próby nacisków na media - krytykował Łukasz Warzecha z "Faktu".

To tak, jakby w stanie wojennym...

Łazarewicz podkreślał, że dzięki informacjom ujawnionym przez MSZ, białoruscy opozycjoniści mogą być namierzeni przez tamtejsze służby. - To tak, jakby w czasach stanu wojennego opublikować listy nazwisk z informacją, kto ile dostał z Zachodu dolarów na działalność opozycyjną - porównywał.

- Myślę, że można organizować pomoc, nie dając na tacy Łukaszence opozycjonistów. Straszna wpadka - komentował dziennikarz.

W MSZ chyba panuje gigantyczny chaos

To nie pierwsza taka wpadka polskiego państwa wobec białoruskich opozycjonistów. W sierpniu zeszłego roku polska prokuratura i MSZ przekazały dane na temat kont bankowych znanego białoruskiego działacza praw człowieka Alesia Bialackiego. "Polska nas zdradziła" >>.

A w środę wyszło na jaw, że na ogólnopolskim portalu internetowym znalazły się dane z bazy MSZ dotyczące pomocy dla białoruskiej opozycji. "Skandal. Sikorski powinien się oddać do dyspozycji premiera" >>

- Radosław Sikorski się kajał, zapewniał, że ten błąd się więcej nie powtórzy, a znowu jest to samo. Powtarza te same błędy, tak jakby nie był w stanie wyciągnąć wniosków organizacyjnych, instytucjonalnych, dyscyplinarnych wobec swoich urzędników. Co może świadczyć, że ma w swojej instytucji gigantyczny chaos, nad którym nie panuje - krytykował Warzecha.

Publicysta podkreślał, że naciski MSZ na "Rzeczpospolitą" były "absolutnie karygodne"

"Niech nie uczy dziennikarzy zawodu"

"Cała sprawa nie świadczy więc o "niewiarygodnej presji" MSZ na redakcję "Rz", a raczej o nieprzyzwyczajeniu Redakcji, że praca dziennikarzy, zwłaszcza gdy jest nieodpowiedzialna, może być oceniana i krytykowana" napisał Marcin Bosacki, rzecznik prasowy MSZ w specjalnym oświadczeniu na stronach ministerstwa.

- Ja bym jednak prosił Marcina Bosackiego, żeby się na swojej robocie łaskawie skupił, a nie uczył dziennikarzy, jak mają pracować - irytował się Warzecha. - Źródłem problemów nie jest to, że "Rzeczpospolita" chciała napisać o blamażu MSZ. Źródłem problemów jest blamaż MSZ - mówił publicysta.

Jego zdaniem oświadczenie jest kuriozalne i jest niczym innym, jak "prymitywną, grubymi nićmi szytą próbą zepchnięcia z siebie odpowiedzialności".

- Oczekiwałbym oświadczenia: "Przepraszamy, to więcej się nie powtórzy". I to by wystarczyło - podsumował sprawę Cezary Łazarewicz.

DOSTĘP PREMIUM