Zybertowicz: To była publikacja prewencyjna, by zapobiec kolejnemu matactwu

- Być może "Rzeczpospolita" napisała trochę za dużo. Moja hipoteza jest taka, że zrobiła tak, ponieważ osoby, które dostarczyły te informacje obawiały się zamiecenia tej sprawy pod dywan. Być może "zrobiła to w ostatniej chwili, by opinię publiczną uwrażliwić na możliwość kolejnego matactwa - mówił w "Poranku Radia TOK FM" prof. Andrzej Zybertowicz, związany z PiS-em socjolog z UMK.
- Jedni będą próbowali kompletnie unieważnić ten materiał, a inni będą próbowali rzeczowo dojść do prawdy, czyli doprecyzować w jakim zakresie tezy tego materiału były zasadne, a w jakim być może pochopne - ocenia socjolog. Jeszcze wczoraj "Rzeczpospolita" wydała oświadczenie ws. publikacji o obecności trotylu na wraku tupolewa: wycofała się w nim ze swoich ustaleń. Jednak gość TOK FM inaczej je interpretuje.



Wielokrotnie wprowadzano opinię publiczną błąd

Zdaniem prof. Zybertowicza grupa osób w prokuraturze albo wśród biegłych, "która widziała, że wielokrotnie w czasie dochodzenia przyczyn katastrofy popełniano nieprawidłowości, wprowadzano opinię publiczną błąd, manipulowano zupełnie nieprawdziwymi informacjami" skontaktowała się z "Rzeczpospolitą" prewencyjnie. Chodziło o to, żeby "utrudnić schowanie pod dywan wyników badań wraku.

- "Rzeczpospolita" opublikowała artykuł, z którego głównych tez wbrew pozorom się nie wycofała. A następnie pod wpływem presji i szoku opinii publicznej prokuratura poszukała jakiejś wersji, której udałoby się ewidentnie zaprzeczyć prawdzie, a zarazem odwrócić ostrze zainteresowania tej sprawy przeciw PiS - ocenia prof. Zybertowicz, były doradca prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Skąd "Rz" miała newsa o trotylu? Rozmawiała z Seremetem - czytaj >>>

"Jest za wcześnie by stwierdzić"

Prof. Zybertowicz uważa też, że prokurator Szeląg wcale nie zdementował informacji gazety. - On powiedział tylko, że jest za wcześnie, by jednoznacznie stwierdzić, że wyniki badań wskazują na obecność badań wybuchowych - mówił socjolog.

- Mogę się zgodzić z tezą, że "Rzeczpospolita" trochę za dużo napisała. Moja hipoteza jest taka, że zrobiła tak, ponieważ osoby, które dostarczyły te informacje obawiały się zamiecenia tej sprawy pod dywan - interpretował socjolog.

Publikacja w ostatniej chwili

Prof. Zybertowicz uważa również, że takie obawy są uzasadnione. - Tym bardziej, jeśli - jak wynika z konferencji prokuratora Szeląga - próbki pozostają w dyspozycji Rosjan i to rosyjscy eksperci mają rozstrzygnąć, czy tam były materiały wybuchowe, czy nie. Jeśli ta informacja jest prawdziwa, to w pewni rozumiem tę pochopność, bo była to pochopność prewencyjna - mówił.

- Być może "Rzeczpospolita" zrobiła to w ostatniej chwili, by opinię publiczną uwrażliwić na możliwość kolejnego matactwa - ocenia socjolog.

Jak oceniają to inni komentatorzy? "Cezary Gmyz chciał tym tekstem podpalić państwo" [KOMENTARZE] >>>

"Rz" wyciągnęła zawleczką z Kaczyńskiego

- Tylko skutek jest odwrotny - zwracał uwagę prowadzący "Poranek" Jan Wróbel. - Skutek jest taki, że opinia publiczna mocno wczoraj podeelektryzowana teraz machnie ręką na wszelkie doniesienia o Smoleńsku. PiS przez kilka tygodni kroczył ścieżką merytorycznej opozycji. A wczoraj po prostu "Rzeczpospolita" wyciągnęła zawleczkę z Kaczyńskiego - mówił Wróbel.

- Tak wcale nie musi być, bo może się okazać, że te informacje i dyskusje wokół tego tematu przekonają znacznie większą cześć Polaków niż dotąd, że były poważne nieprawidłowości w śledztwie - nie zgodził się prof. Zybertowicz.

Już 15 lat temu Kaczyński miał być skompromitowany

Jak mówił socjolog, kompromitację Jarosława Kaczyńskiego ogłaszano co najmniejszy 15 lat temu. - I zawsze okazywało się, że w tym, co on mówił, było na tyle duże ziarno prawdy, że go broniło - uważa gość TOK FM.

Przyznał jednak, że o zamachu osobiście by nie powiedział. - Na gruncie mojej wiedzy, ja bym się tak stanowczo nie wypowiedział o zamachu, ale nie wykluczam, że posiadali oni (Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz) dodatkowe informacje jeszcze niedostępne opinii publicznej - zaznaczył.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM