Rychard o trotylu: To nie jest nowa sytuacja i ani Tusk, ani Kaczyński na tym nie zyska

- To ważny sygnał przypominający, że Smoleńsk będzie jeszcze długo obecny w polskiej przestrzeni publicznej. Nie sądzę, by Tusk czy Kaczyński radykalnie na tym zyskali. To zaktywizuje zwolenników jednej i drugiej strony - mówił w TOK FM prof. Andrzej Rychard, komentując reakcje polityków na publikację ?Rzeczpospolitej? o śladach trotylu w prezydenckim tupolewie.
Po wczorajszych informacjach "Rzeczpospolitej" o śladach trotylu i nitrogliceryny we wraku tupolewa, które zdementowała prokuratura, przez media przetoczyła się fala wypowiedzi polityków. Najbardziej aktywny był Jarosław Kaczyński mówiący o "zamordowaniu 96 osób". Wypowiedział się też premier Donald Tusk, który stwierdził, że po oskarżeniach o zbrodnię ze strony prezesa PiS trudno będzie współpracować z jego partią: - Nie sposób ułożyć sobie życie w jednym państwie z ludźmi formułującymi tego typu wnioski.

- Nie myślę, by była to sytuacja radykalnie nowa - komentował te słowa w programie "Połączenie" w TOK FM socjolog polityki prof. Andrzej Rychard. - Ona pokazuje, że to, co wydawało nam się zakopane, zwłaszcza przez głównego animatora tej problematyki - PiS, jest odłożone i zastąpione innymi komunikatami, potrzebuje bardzo niewiele, by wrócić i pokazać, jak ogromny jest poziom emocji i agresji wokół katastrofy smoleńskiej. To był sygnał - nie mówię, że świadomy - by pokazać, gdzie kto stoi. Uruchomił agresję obu obozów politycznych - ocenił ekspert.

Jak dodał, żadne ustalenia profesjonalnych śledczych już nic w tej sprawie nie zmienią, bo Polacy mają już nt. katastrofy wyrobione zdanie: - To ważny sygnał przypominający, że problem ten będzie jeszcze długo obecny w polskiej przestrzeni publicznej. Nie sądzę, by Tusk czy Kaczyński radykalnie na tym zyskali. To zaktywizuje zwolenników jednej i drugiej strony, przy założeniu, że poziom wyjaśnienia sytuacji będzie taki jak dziś: prawie na pewno, najprawdopodobniej to była normalna katastrofa. Ale ci, którzy chcą wierzyć, że było inaczej, będą wierzyć. Jeśli wyjaśnienia będzie się dalej tak ślimaczyły, będzie to utwierdzać oba obozy stojące w swoich okopach, że mają rację.

Rychard: Błędy państwa pomagają trotylowym interpretacjom

Dlaczego PiS wciąż powraca do "grania samolotem"? Wg Rycharda właśnie to pozwala partii Kaczyńskiego utrzymywać jej żelazny elektorat: - Granie samolotem i przypominanie o PiS-owskiej interpretacji katastrofy nie służy pozyskiwaniu nowego elektoratu, tylko utwardzaniu i mobilizacji starego, który być może poczuł się trochę opuszczony. Nowy kandydat na premiera, z inną twarzą, debaty, cisza wokół Smoleńska... A to w pewien sposób przypomina o Smoleńsku temu elektoratowi i jest podsycane pewnymi, najdelikatniej mówiąc, niedokładnościami i zaniedbaniami ze strony państwa... Nawet powiedzenie, że państwo zdało egzamin, bo pochowało ofiary, może być skrytykowane, bo - jak się okazuje - nie wszystkie pochowało w odpowiednich grobach. Gdyby nie to, gdyby nie ten ślimaczący się powrót wraka do Polski i te wszystkie kwestie, nie byłoby szczelin, w które te wszystkie interpretacje trotylowe mogą wchodzić.

- A co, jeśli za pół roku się okaże, że jednak były tam jakieś śladowe ilości materiałów wybuchowych, które mogły się tam dostać z dziesiątków powodów? Np. tych żołnierzy z Afganistanu czy wojennych walk? Znów zacznie się spór nt. tego, skąd się one wzięły. To się będzie karmić nieustająco - uważa Rychard.

Co może sprawić, że nasza polityka przestanie kręcić się wokół Smoleńska? Wg socjologa do zmiany jeszcze długa droga. - Prędko z tego nie wyjdziemy. Jeśli ktoś myślał, że sytuacja polityczna w Polsce się destabilizuje i poziom konfliktu maleje, to wcale tak nie jest. Nie wiem, czy kres tego może być wyznaczony przez ustalenia wokół katastrofy, czy poprzez zmianę generacyjną w polityce. Raczej przez to drugie. Czyli potrzebna jest jakaś zmiana generalna - ocenił gość "Połączenia".

DOSTĘP PREMIUM