"Bo nie ma nic za darmo". Miasto zmusza do płacenia za przedszkola

Pięć darmowych godzin w przedszkolu? W Stargardzie Szczecińskim to fikcja. Darmowe godziny zostały tak podzielone, by zmusić rodziców do płacenia. Za darmo we wszystkich sześciu miejskich przedszkolach dzieci teoretycznie mogą przebywać w godzinach od 7 do 8, od 9 do 11 i od 14 do 16. Minister edukacji już zapowiedziała kontrolę.
Rodzice są wściekli, ale płacą. - Co mieliśmy zrobić? Zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym, po prostu we wrześniu było spotkanie. Zostały przedstawione nowe godziny darmowe w przedszkolu i tyle. Dla przedszkola jest lepiej, bo jest większa kasa. Miesięcznie płacę 400 zł - to jest praktycznie dwa razy tyle co rok temu - żali się w rozmowie z reporterem TOK FM Mariola, mama czterolatki. - Bujda na resorach. To naciąganie rodziców na koszty. To ma być polityka prorodzinna? - pyta retorycznie Ania, mama dwójki dzieci.

Dyrektorkę Przedszkola Miejskiego nr 2 w Stargardzie Dorotę Strońską zapytaliśmy, czy to nie jest omijanie prawa. - Zapisu, że pięć darmowych godzin musi być z rzędu, nigdzie nie ma, więc nie wiem, czy można to nazwać omijaniem prawa. Mieliśmy doświadczenia z poprzedniego roku, że jednak trudno jest zorganizować pracę i zajęcia dodatkowe, a przede wszystkim - zapewnić dzieciom bezpieczeństwo - wyjaśnia decyzję o rozbiciu darmowych godzin dyrektorka.

To rodzice swoim zachowaniem mieli wymusić wprowadzenie zmian w Stargardzie: - Maksymalnie skracali pobyt dzieci w przedszkolu, zabierali je w trakcie posiłku, w trakcie leżakowania, nie mogły posprzątać zabawek... Powiem szczerze, że zaczęli się zachowywać dziwnie - kwituje dyrektorka.

Taniej? "Tak, ale dla najbiedniejszych"

Grafik darmowych godzin w Stargardzie ustaliły między sobą przedszkola, ale ich decyzję "przyklepał" organ prowadzący, czyli miasto. Odpowiedzialny za oświatę zastępca prezydenta Stargardu Rafał Zając przekonuje, że nie było innego wyjścia, bo w ciągu trzech lat koszty związane z utrzymanie sześciu placówek wzrosły z 6 do 11 mln złotych.

Na zarzuty o to, że miasto przymusza rodziców do płacenia, odpowiada wprost: - Oczywiście, że tak, bo na świecie nie ma nic za darmo. Przedszkola w Stargardzie, jak w wielu innych miejscach, mogą być tańsze.

Zając zapewnia też, że są tańsze dla najbiedniejszych. Gdy bogatsi rodzice zarzucają przedszkolom i miastu żerowanie na ich kieszeniach, składa propozycję nie do odrzucenia: taniej, ale opieka gorszej jakości, taniej, ale likwidacja stołówek i wprowadzenie cateringu. Jako dyrektor przedszkola nr 2 powtarza, że pięć darmowych godzin w jednym bloku to nieporozumienie. - Ciocia, babcia, wszyscy byli uruchomieni tylko po to, by o tę godzinę czy dwie wcześniej dziecko odebrać. Nie patrzono na dobro dziecka, ani na potrzeby rodzica. Dziś te dzieci w przedszkolu są dłużej. Ja mam pytanie: czy to źle? - kwituje zastępca prezydenta Stargardu.

Będzie kontrola ministerstwa

- Takie postępowanie samorządu jest niezgodne z przepisami. Wystąpiłam do kuratora oświaty, by przeprowadził kontrolę przedszkoli w Stargardzie Szczecińskim - mówi w rozmowie z TOK FM minister edukacji Krystyna Szumilas.

Szefowa resortu przyznaje, że w ustawie nie ma jednoznacznego stwierdzenia, że chodzi o pierwsze pięć godzin następujących po sobie, ale interpretacja prawników z ministerstwa jest jednoznaczna - Przecież nie chodzi o pięć ostatnich godzin - mówi Szumilas, ale zapytana o konsekwencje wobec władz przedszkola czy miasta przyznaje, że poważniejszych dolegliwości nie będzie. - W tej sytuacji musi być przywrócony stan zgodny z ustawą - twierdzi minister.

Minister przyznaje, że podobne zmuszania rodziców do płacenia zdarzały się już wcześniej: - W Józefowie samorząd terytorialny pobierał opłaty w wakacje za pięć bezpłatnych godzin. Interweniowaliśmy i samorząd zaczął postępować zgodnie z przepisami.

Fundacja Rzecznik Praw Rodziców, która sporządziła raport opisujący sytuację w polskich przedszkolach, zwraca uwagę, że podobnych przypadków jest znacznie więcej. - Często miejsce w przedszkolu jest uzależnione od ilości dodatkowych godzin, które w trakcie rekrutacji zadeklarują rodzice. Miejsca dostają te dzieci, które przebywają dłużej, bo to oznacza dodatkowe pieniądze dla przedszkola i gminy - mówi Karolina Elbanowska z fundacji i dodaje, że to ewidentny podział dzieci na biedne i bogate.

Taniej PKS-em. "Pod opieką kierowcy"

Kolejny przykład oszczędności stosowanych przez gminy dotyczy transportu. - Mieliśmy taki przypadek z Kobylnicy. Gmina wykupiła pięciolatkowi bilet w PKS-ie. Pani dyrektor zapewniła, że kierowca będzie nad nim sprawował opiekę - mówi Tomasz Elbanowski z Fundacji Rzecznik Praw Rodziców i dodaje, że często przedszkolaki jeżdżą jednym autobusem z uczniami gimnazjum i zdarza się też, że szczególnie w oddziałach przedszkolnych działających w szkołach podstawowych pięciolatki czekają na swój autobus kilka godzin pod opieką woźnej.

Minister Szumilas zaznacza, że w znowelizowanych przepisach znajdzie się zapis, że pięć pierwszych godzin w przedszkolach publicznych jest bezpłatnych. Prosi też o zgłaszanie do resortu wszystkich działań samorządów, które naruszają przepisy.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM