Żakowski do Olejnik: Monika, Monika, ja cię proszę...

- Monika, Monika, ja cię proszę - mówił Jacek Żakowski w Poranku Radia TOK FM. - Skąd przekonanie, że międzynarodowa komisja ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej raz na zawsze skończy spekulacje o zamachu? - pytał dziennikarz koleżankę po fachu.
Monika Olejnik pisze w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej" - Jedynym sensownym wyjściem jest powołanie międzynarodowej komisji, która zbadałaby katastrofę smoleńską. Być może ci, którzy po wtorku zaczęli wierzyć w zamach, zmieniliby zdanie - napisała dziennikarka, odnosząc się do wtorkowych rewelacji "Rzeczpospolitej" o śladach trotylu i nitrogliceryny we wraku TU-154. Doniesienia, choć zdementowane, wywołały burzę i lawinę oskarżeń.

Komisja potwierdzi zamach. Albo utwierdzi przekonanie o spisku

- Monika, Monika, ja cię proszę - mówił Jacek Żakowski w Poranku Radia TOK FM. Skąd to przekonanie? - zastanawiał się publicysta podczas przeglądu prasy. - Albo komisja będzie składała się z wariatów i odkryje trotyl, gaz, mgłę, albo się domyśli, że one tam były i ogłosi coś takiego. I wtedy zwolennicy zamachu w niego uwierzą. Albo też komisja nie potwierdzi teorii zamachu i zostanie uznana za grupę mataczącą podobnie jak wszyscy inni, którzy tej teorii nie potwierdzają - mówił Żakowski.

Rozsądek nie wygra

- Trochę naiwności w życiu publicznym jest potrzebne. Ale nie łudziłbym siebie ani czytelników, że jak będzie komisja, to racjonalne wyjaśnienie zwycięży. Nie zwycięży. Jak nie zwyciężyło w śmierci generała Sikorskiego na Gibraltarze - dodał dziennikarz.

Od wtorkowej publikacji smoleńskie teorie o zamachu odżyły. Prawo i Sprawiedliwość po bardzo emocjonalnej reakcji na tekst Cezarego Gmyza nie przyjęło do wiadomości dementi redakcji i powołuje się na własne, "niezależne", badania, które potwierdzają informacje o śladach środków wybuchowych.

Wróblewski jak Clinton

"Rzeczpospolita" ze sprawy wycofuje się. Sprawca zamieszania - jak mówił Żakowski w TOK FM - Tomasz Wróblewski (redaktor naczelny dziennika - red.) oddał się do dyspozycji rady nadzorczej . - Ech, no tak trochę jak Clinton. Podaje się do dymisji, ale się nie zaciąga - ironizował Żakowski. - Już nie wiem, czy redaktor Wróblewski uważa, że popełnił kardynalny błąd, za który powinien zapłacić. Czy uważa, że okrył się niesławą jako redaktor i postanawia uwolnić swoje pismo czy też uważa tylko, że padł ofiarą czegoś - oskarżeń, pomówień - komentował ten ruch naczelnego Żakowski.

Jak pan strzelił ryfę, to trzeba spadać

- Wolałbym, żeby redaktor tak poważnego pisma miał jasność oceny tego, co zrobił po tylu dniach debat i refleksji. Panie redaktorze: albo pan ma rację i wtedy po co podawać się do dymisji i iść na urlop. Albo strzelił pan straszną ryfę i wtedy trzeba spadać po prostu, a nie oddawać się do dyspozycji - ocenił Żakowski.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM