Radykalna prawica na ulicach Polski. A w Europie - to nic nowego

?Obalenie republiki powstałej po Okrągłym Stole?, utworzenie własnej służby bezpieczeństwa, powrót do koncepcji wielkiej Polski - takie zapowiedzi z ust liderów ONR i MW słyszeliśmy podczas tegorocznego Marszu Niepodległości. Polscy narodowcy ze swoimi skrajnymi pomysłami nie są jednak ewenementem na skalę europejską. To już było. Tyle że gdzie indziej.
"Obalimy republikę powstałą po Okrągłym Stole" - zapowiedzieli po Marszu Niepodległości jego organizatorzy. ONR i Młodzież Wszechpolska, dwa nacjonalistyczne ugrupowania, ogłosiły także powstanie Ruchu Narodowego z własną "pokojową służbą porządkową" - Strażą Niepodległości.

Jednak wyjście na ulice radykalnej prawicy w Polsce to nie ewenement na skalę Europy - w innych krajach nastąpiło to już wcześniej, przy czym tam skrajna prawica stanowi niekiedy realną siłę parlamentarną.

Złoty Świt

Ostatnio jeden z najbardziej widocznych i komentowanych sukcesów odniosła skrajna prawica w Grecji. Złoty Świt, zdobywając 18 miejsc w parlamencie w czerwcowych wyborach, wszedł tam do politycznego mainstreamu. - A dzisiaj Złoty Świt ma jeszcze większe poparcie niż w wyborach - opowiada Dionis Sturis, dziennikarz działu zagranicznego Radia TOK FM.

- Antyimigrancki, antysemicki, homofobiczny, skrajnie konserwatywny, ksenofobiczny i populistyczny - taki jest Złoty Świt - podkreśla dziennikarz. Nikos Michaloliakos, przywódca partii, zarzeka się jednak, że - pomimo zarzucanego ekstremizmu - jego ugrupowanie nie jest neonazistowskie. I twierdzi to, chociaż jego partia używa na swoich sztandarach symbolu przypominającego swastykę. - Meander, czyli symbol przypominający swastykę, widnieje na flagach Złotego Świtu. Członkowie partii często noszą czarne pierścienie z orłem, charakterystyczne dla niemieckich nazistów, ubierają się na czarno i z coraz mniejszym skrępowaniem witają się "hajlując" - zauważa Sturis.

Wyborców Złotego Świtu stanowią - co zauważył brytyjski The Economist - głównie policjanci, młodzi Grecy i starsi obywatele, żyjący w dzielnicach z wysokim wskaźnikiem przestępczości. Według ostatniego sondażu przeprowadzonego przez dziennik "Ellada", gdyby wybory odbyły się dzisiaj, Złoty Świt mógłby zdobyć jeszcze więcej głosów niż w ostatnich i stać się nawet trzecią siłą w parlamencie.

Dlaczego mają poparcie? - Przez kryzys ekonomiczny - tłumaczy Sturis. - Przeciętny Grek zarabia nawet o 1/5 mniej niż w 2008 roku, dodatkowo musi płacić wyższe podatki i mierzyć się z rekordowym bezrobociem. Faszyści zaś dają proste recepty na walkę z kryzysem, o który oskarżają głównie nielegalnych imigrantów.

Front Narodowy

We Francji temat Frontu Narodowego, partii uważanej za skrajnie prawicową, na czele której stoi obecnie Marine Le Pen, powrócił podczas ostatnich wyborów prezydenckich. Wtedy szefowa partii w sondażach miała zaskakująco dobre wyniki (mówiło się nawet, że była realną konkurencją dla Nicolasa Sarkozy'ego), a w pierwszej turze wyborów zdobyła 18 proc. głosów.

- Front Narodowy to skrajna prawica w czysto topograficznym sensie - nic dalej na prawo we Francji nie ma - tłumaczy Aleksander Smolar, prezes Fundacji Batorego. - Nie jest jednak antykonstytucyjny i nie podważa - przynajmniej otwarcie - reżimu. W tym sensie mieści się w porządku konstytucyjnym państwa - dodaje nasz rozmówca.

Czym jest FN? - Wywodzi się z tradycji antysemickich i autorytarnych, ale przeszedł ewolucję, szczególnie od czasu przejęcia rządów w tej partii przez córkę założyciela - Marine Le Pen - zaznacza Smolar. - Elementy, które dzisiaj tę partię definiują, to przede wszystkim nastawienie antyimigranckie. Kiedyś było antysemickie, dzisiaj jest antyarabskie i antyislamskie. W dalszej kolejności, Front ma nastawienie antyglobalizacyjne i antyeuropejskie.

Szef Fundacji Batorego dodaje, że Front Narodowy nie jest tak skrajny jak np. Jobbik na Węgrzech. - Gdyby Front Narodowy próbował przekroczyć ramy zakreślone prawem i przeszedł od słów do czynów, to skończyłoby się to jego delegalizacją. Język nienawiści w ich wypowiedziach się pojawia, ale jest bardziej zakodowany w formie i dość łagodny - w Polsce takiej skrajności by nie zauważono przy obecnej barbaryzacji języka politycznego - podkreśla.

Atmosfera kryzysu - to przez nią oraz przez widoczny we Francji kryzys tożsamości narodowej FN odnosi relatywny sukces. - Kolejnym powodem jest atrakcyjność obecnego przywództwa partii - zauważa Aleksander Smolar. - O ile Jean-Marie Le Pen miał w sobie coś brutalnego i jego język był często językiem skrajnym i dotykającym tradycji faszystowskich, o tyle język jego córki - Marine Le Pen - jest tego przeciwieństwem - nawet te same treści jest ona w stanie przekazać w sposób łatwiej akceptowalny.

Według badania TNS/Sofres z początku roku, aż połowa ankietowanych Francuzów zgadzała się z poglądem Le Pen, że we Francji jest za dużo imigrantów i że islam zajmuje zbyt eksponowaną rolę w kraju.

Jobbik

Antysemicka i antyromska - takie określenia najczęściej pojawiają się w kontekście tej węgierskiej partii. Ugrupowanie proponuje pomieszanie protekcjonizmu państwa z poparciem dla małych przedsiębiorców i rolników. "Polityka gospodarcza musi starać się bronić węgierskiego przemysłu, węgierskich rolników, węgierskich przedsiębiorstw, węgierską produkcję i węgierskiego rynku" - mówi o swoim programie sam Jobbik.

- Jobbik to partia, która powstała w 2002 roku, a podstawą do jej założenia była sieć organizacji studenckich - opisywała ugrupowanie w TOK FM Katarzyna Pabijanek, koordynatorka regionalnej sieci organizacji pozarządowych ASTRA, ekspertka ds. Węgier. - Było to stowarzyszenie studentów, którzy m.in. wyraźnie podkreślali swoją przynależność religijną - katolicką i protestancką. Główny ideolog partii w momencie, kiedy określał jej założenia, stwierdził, że Jobbik nie ma za zadanie stanąć ani po lewej, ani po prawej stronie, a wręcz stawia sobie za cel zburzenie tej dychotomii prawica-lewica, która na Węgrzech jest bardziej widoczna niż w Polsce - dodała.

Oprócz nacjonalistycznego charakteru, partia utworzyła Gwardię Węgierską - i to jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych posunięć ugrupowania. - Ta organizacja została określona jako ponadpartyjna organizacja dla samoobrony i obrony ojczyzny. Działała więc w dwóch kierunkach - ofensywnie i defensywnie. Np. podżegała do zamieszek antyromskich - tłumaczyła Pabijanek w TOK FM. - Oni wykorzystują wszechobecny w węgierskim społeczeństwie brak tolerancji w stosunku do mniejszości romskiej. Udało im się doprowadzić do renesansu tych sentymentów w ostatniej dekadzie. To samo zresztą dotyczy ich wypowiedzi antysemickich - zauważa.

Zdaniem rozmówczyni radia, Jobbik gra też na wspomnieniach o "Wielkich Węgrach". - Do sukcesu Jobbika przyczynił się kryzys ekonomiczny, który na Węgrzech zaczął się wcześniej niż w reszcie Europy. No i właśnie sentyment za "Wielkimi Węgrami" - podsumowała.

Partia Wolności

Dzięki podobnym antyeuropejskim i antyimigracyjnym hasłom do holenderskiego parlamentu dostała się Partia Wolności Geerta Wildersa.

O polityku w rozmowie z Jackiem Pawlickim mówił Jean Tillie, profesor politologii Uniwersytetu w Amsterdamie: "To polityk przebiegły i odporny na ataki. Od lat prowadzi udaną krucjatę przeciw politycznej poprawności, a swój proces o obrazę muzułmanów zmienił w obronę wolności słowa. Zszargał w Europie opinię o Holandii, ale wciąż trzęsie tamtejszą polityką. Co więcej, jego populizm rozlał się na partie głównego nurtu".

Politolog dodał, że z jego badań elektoratu PVV (partii Wildersa) wynika, że są to ludzie, którzy "stracili zdolność trzeźwej oceny rzeczywistości". "Nie odnajdują się w społeczeństwie, przestali rozumieć, jak ono działa. Głosują na Wildersa, bo jest wyrazistym politykiem, odrzuca wielokulturowość, jest przeciwnikiem integracji w Europie" - podkreślił Tillie.

W swojej krucjacie antyimigracyjnej Partia Wolności uderzyła także w Polaków - założyła stronę internetową, na której można było składać donosy na imigrantów ze środkowej i wschodniej Europy, w tym właśnie na Polaków. Wilders zapowiedział, że z tych anonimowych donosów sporządzi raport, żeby zwrócić uwagę rządu na problem z imigrantami.

Samo poparcie dla PVV jednak ostatnio zmalało - we wrześniowych wyborach do parlamentu ugrupowanie straciło 9 miejsc i zajmuje już tylko 15 (ze 150).

DOSTĘP PREMIUM