Dzieci kłuły się na lekcji jednorazową igłą. Dyrektor uczył je obsługiwać glukometr. Tłumaczył, że "jakoś nie pomyślał"

Dyrektor podstawówki w Starkówcu Piątkowskim pod Środą Wielkopolską uznał, że najlepiej wytłumaczy uczniom działanie glukometru, jeśli pokłuje ich jednorazową igłą. Wszystkich tą samą. Oburzeni rodzice zawiadomili sanepid. 19 dzieci przejdzie specjalistyczne badania. Dyrektor najpierw tłumaczył, że "jakoś nie pomyślał", a potem się rozchorował i poszedł na L4.
To miała być lekcja o prawidłowym żywieniu. Prowadzący zajęcia dyrektor przyniósł z domu glukometr, który służy do badania poziomu cukru we krwi. Najczęściej używają go chorzy na cukrzycę.

Proszę: igła. Kłujemy

Dyrektor nie poprzestał jednak na wyjaśnieniu uczniom, jak działa urządzenie, ale dał go dzieciom, żeby zrobiły z niego użytek. I tak uczniowie kolejno, jeden po drugim kłuli się jednorazową igłą. Mężczyzna nie widział w tym nic złego i to samo zaproponował na następnej lekcji szóstoklasistom. W sumie glukometrem zostało pokłutych 19 uczniów.

Sanepid pyta szkołę: to prawda?!

Z niebezpieczeństwa, na jakie zostały narażone dzieci, zdali sobie sprawę rodzice i zawiadomili sanepid. - W trybie natychmiastowym wszczęliśmy dochodzenie epidemiologiczne - mówi Maria Deręgowska z powiatowej stacji sanitarno-epidemiologicznej w Środzie Wielkopolskiej. - Skontaktowałam się z dyrektorem szkoły i zapytałam wprost, czy to prawda, co mówią rodzice. Dyrektor potwierdził, że w piątej i szóstej klasie podczas lekcji użył glukometru. Przyznał się, że miał tylko jeden glukometr, który wcześniej używał ktoś z rodziny, zanim dał go uczniom, wymienił w nim igłę. Ale przecież tą samą igłą nakłuwał poszczególne dzieci, jednego po drugim - opowiada TOK FM Deręgowska.

Dzieci muszą przejść badania

Inspektorzy sanepidu zażądali od dyrektora listy nazwisk i adresów uczniów obu klas, w których doszło do pokłucia glukometrem. - Ustaliliśmy, że w sposób opisany przez nauczyciela pokłutych zostało 12 uczniów z klasy piątej oraz siedmioro dzieci z klasy szóstej - mówi Maria Deręgowska.

O incydencie został powiadomiony wojewódzki inspektor sanitarny w Poznaniu, który uznał, że wszystkie dzieci muszą przejść specjalistyczne badania. - Dzieci trafiły do kliniki pediatrii w Poznaniu. Zostały skonsultowane przez lekarzy neurologów i specjalistów chorób zakaźnych. Pobrano im też krew do badań laboratoryjnych, a następnie wypuszczono do domu - mówi doktor Andrzej Trybusz, szef wielkopolskiego sanepidu.

"Tak nie wolno!"

Inspektor nie ma wątpliwości, że dyrektor szkoły postąpił nieodpowiedzialnie. - Po pierwsze, nakłuwał dzieci bez zgody rodziców. Po drugie były one nakłuwane jedną igłą, co pogłębia problem - mówi TOK FM Andrzej Trybusz. I z oburzeniem dodaje: - Takich rzeczy nie wolno robić, bo korzystanie z tej samej igły mogło narazić dzieci na jedną z wielu groźnych chorób - podkreśla wojewódzki inspektor sanitarny. - Wiąże się to z przeniesieniem czynników biologicznych, które zakażają przez krew. Mam tu na myśli wirusy wywołujące zapalenie wątroby typu B i C oraz HIV - dodaje.

Dyrektor nie pomyślał

Dlaczego dyrektor nie pomyślał, że ściąga na dzieci takie ryzyko? Mężczyzna tłumaczył inspektorom, że w ogóle nie zdawał sobie sprawy z niebezpieczeństwa. - Powiedział: "Jakoś nie pomyślałem o tym" - relacjonuje Maria Deręgowska z Powiatowej stacji sanitarno-epidemiologicznej w Środzie Wielkopolskiej.

Rodzice uczniów powiadomili odpowiednie służby. - Dyrektor bez naszej wiedzy i zgody ingerował w ciało naszych dzieci. To niedopuszczalne. - To jest przerażające i jednocześnie głupie, bezmyślne - uważają i nie mają wątpliwości, że dyrektor powinien ponieść konsekwencje. - Powinien pożegnać się ze stanowiskiem - mówi jeden z oburzonych rodziców.

Burmistrz sprawdza

Sprawą po interwencji sanepidu zainteresował się burmistrz Środy Wielkopolskiej, któremu podlega szkoła w Starkówcu Piątkowskim. Czy urząd wyciągnie jakieś konsekwencje wobec dyrektora? - Będzie postępowanie dyscyplinarne za przekroczenie uprawnień - mówi Ernest Iwańczuk, zastępca burmistrza. Kiedy zostanie wszczęte? - Czekamy na pisemny raport sanepidu, jeśli będzie z niego wynikać, że dyrektor jawnie naraził dzieci na utratę zdrowia, to i tak wiąże się to z zarzutami prokuratorskimi - podkreśla urzędnik. - Ale nawet, jeśli nie doszło do przestępstwa, to i tak sprawy nie zamieciemy pod dywan - zapewnia Ernest Iwańczuk.

Chciał dobrze

I dodaje, że choć zachowanie dyrektora było złe, to trzeba zważyć, że miał on dobre intencje. - Wiemy, że glukometr wziął od swojego syna, by pokazać dzieciom, jak się bada poziom cukru we krwi. Uczniowie byli zaaferowani i mieli poprosić, by sprawdził im, jak to się robi, a dyrektor uległ. Po prostu stracił czujność. Oczywiście to, że jednorazową igłą kilkunastu uczniom nakłuł palec, to było nieodpowiedzialne - ocenia zastępca burmistrza. - Wiem, że teraz bardzo to przeżywa, po tym, co zrobił, jest w szoku - mówi.

Dyrektor się rozchorował

Dyrektor odmówił rozmowy z TOK FM. W tej chwili przebywa na zwolnieniu lekarskim i na razie nie pojawia się w szkole.

DOSTĘP PREMIUM