"Walczę, ale ojca nie zastąpię". Rodziny policjantów chcą "smoleńskich" odszkodowań

- Nie wierzę, że bliskich ofiar katastrofy smoleńskiej serce boli bardziej niż nas - mówi Krystyna Hercog. Jej syn Witold był policjantem. Już kilkudziesięciu najbliższych członków rodzin funkcjonariuszy, którzy zginęli na służbie, chce zadośćuczynień takich jak rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej.
Pierwsi bliscy walkę o zadośćuczynienia zaczęli rok temu. To rodziny trzech funkcjonariuszy z woj. dolnośląskiego. - Teraz to już 18 rodzin tragicznie zmarłych funkcjonariuszy policji i Centralnego Biura Śledczego. W sumie ponad 50 osób, w tym 23 dzieci - wylicza mecenas Sylwester Nowakowski, który w imieniu rodzin stara się uzyskać dla nich zadośćuczynienia. - Jeżeli należy się innym w takich okolicznościach, to rodzinom policjantów tym bardziej. Mój syn szedł do pracy. Szedł na służbę... - argumentuje jedna z matek. Krewnym zmarłych policjantów chodzi o zerwane więzi rodzinne i utratę bliskiej osoby.

Przyjechał komendant. Wiedziałam, że umarł

Witold Hercog zginął we wrześniu 2005 roku. W szatni posterunku policji we Wrocławiu przygotowywał się do popołudniowej służby. Padł strzał. Inny funkcjonariusz postrzelił go śmiertelnie w głowę. Policjant został skazany za nieumyślne spowodowanie śmierci. - Justysia z Dawidkiem przychodzą i wychodzą ode mnie sami już od siedmiu lat - wskazuje na wdowę po swoim synu płacząca matka. - Naprawdę - jest bardzo ciężko - twierdzi Justyna Hercog.

- Ja także jestem sama z dzieckiem. Jesteśmy jak mama i tata w jednym - dodaje Anna Brzezińska. Jej mąż Maciej razem z innym funkcjonariuszem ścigali pijanego kierowcę na obwodnicy Środy Śląskiej. Na łuku drogi samochód podejrzanego uderzył w bok ciężarówki, ta zjechała na lewy pas. W czołowym zderzeniu jadący radiowozem policjanci nie mieli szans. - Maciej zmarł w poniedziałek nad ranem - wspomina matka policjanta Janina Brzezińska. - Powtarzałam sobie: "jak Bóg da, to będzie żyć". Przed godz. 7 przyjechał komendant. Wtedy już było wiadomo, że umarł - dodaje matka policjanta. Był 12 listopada 2001 roku.

Policjant jest na służbie cały czas

Funkcjonariuszy, którzy zginęli na służbie, jest o wiele więcej. Policja na stronie internetowej publikuje informacje o policjantach, którzy zginęli w czasie pełnienia służby.

Ostatni wpis do Księgi Pamięci Poległych Policjantów w KGP dotyczy podkom. Andrzeja Struja. Jego głośna historia obiegła prasę, radio i telewizję w całej Polsce. Policjant Wydziału Wywiadowczo-Patrolowego Komendy Stołecznej Policji 10 lutego 2010 roku na ulicy Połczyńskiej w Warszawie "podjął interwencję wobec 17-latka, który uszkodził tramwaj, rzucając w niego koszem na śmieci. W trakcie obezwładniania policjant otrzymał 3 ciosy nożem w okolice serca. Funkcjonariusz zmarł po przewiezieniu do szpitala".

Komenda Główna Policji we wstępie do Księgi pisze, że to funkcjonariusze, którzy zginęli w trakcie wykonywania obowiązków służbowych. Andrzej Struj, tak jak inni funkcjonariusze, choć po godzinach pracy (zgodnie z Ustawą o policji), na służbie był non stop.

Dlatego rodziny policjantów nie rozumieją, dlaczego jeśli chodzi o ugody i wypłaty zadośćuczynień, wszystko trwa tak długo. Mają pretensje do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i do Komendy Głównej Policji. - To wszystko jest tak kołowane, tak mydlone, tak zakręcane, że ja już po prostu nie wiem, co mam robić - skarży się Janina Brzezińska. - Rządzący traktują rodziny policjantów tak jak samych funkcjonariuszy chuliganeria na ulicy - ocenia Krystyna Hercog.

Walczę, ale ojca nie zastąpię

Rodzinom po śmierci funkcjonariuszy wypłacane są tzw. świadczenia resortowe (chodzi o sumy rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych). Dostają też odszkodowania w wysokości zależnej od sumy, na jaką ubezpieczony był policjant. Suma ta zależy m.in. od rodzaju wykonywanej pracy. Rodziny funkcjonariuszy chcą jednak także zadośćuczynienia za zerwane więzi rodzinne i utratę bliskiej osoby. O takie świadczenia mogą ubiegać się na w oparciu o prawo cywilne. Nie chcą jednak stawiać sprawy na ostrzu noża i żądać zadośćuczynień przed sądem. Ugoda między resortem czy komendą a każdym z członków rodziny jest według prawników lepszym rozwiązaniem.

System obliczania wysokości odszkodowań po śmierci policjanta jest dość skomplikowany i zależy od stopnia pokrewieństwa i tego ilu bliskim osobom takie odszkodowanie się należy. Najwięcej dostają małżonkowie i dzieci. To kwoty ponad 50 tysięcy złotych. O połowę mniej rodzeństwo i rodzice. Jeśli najbliższymi krewnymi zmarłego funkcjonariusza są tylko rodzice, wypłacane kwoty są wyższe.

Czasem jest też tak, jak w przypadku wstrząsającej zbrodni na dziedzińcu więzienia w Sieradzu, gdzie strażnik zastrzelił trzech policjantów. Dzieciom zabitych funkcjonariuszy udało się ufundować specjalne polisy, ale dzięki zbiórce pieniędzy zorganizowanej przez samych policjantów i strażników służby więziennej. Także ich rodziny chcą walczy teraz o zadośćuczynienia od Skarby Państwa.

- Ci ludzie domagają się analogicznych rozwiązań prawnych, jak to ma miejsce w innych przypadkach: katastrofy smoleńskiej, katastrofy pod Mirosławcem czy też gdy giną żołnierze czy funkcjonariusze - wyjaśnia w rozmowie z TOK FM mecenas Sylwester Nowakowski. Jako przykład prawnik podaje, że rodziny pięciu funkcjonariuszy BOR otrzymały i zadośćuczynienia, i odszkodowania. - Wydaje się to jak najbardziej zrozumiałe, że rodziny policjantów oczekują jednakowego traktowania - dodaje Nowakowski. W przybliżeniu chodzi o kwoty od 100 do 250 tys. zł na każdego członka rodziny.

- Przede wszystkim myślimy o dzieciach - zastrzega Justyna Hercog - żeby jakoś po stracie ojców zabezpieczyć ich przyszłość. - Ja na razie mam siłę, żeby wychowywać swoją córkę - wzdycha Anna Brzezińska. - Walczę, ale nie potrafię jej zastąpić ojca - dodaje.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych na tym etapie spawy komentować nie chce.

Dziennikarze TOK FM czekają na państwa sygnały o podobnych sprawach: reporterzy@tok.fm

DOSTĘP PREMIUM