Metody CBA były stalinowskie? "Obraża pamięć tamtych ofiar", "To było uprawnione porównanie"

- Nocne przesłuchania, mające na celu zastraszenie, wymęczenie podejrzanego... porównanie sędziego Tulei było uprawnione - ocenił w TOK FM Wojciech Maziarski. - Każdy, kto robi tego typu porównania, obraża pamięć ofiar terroru stalinowskiego - zdecydowanie nie zgodził się Jarosław Gugała.
Podczas odczytywania uzasadnienia wyroku w procesie Mirosława G. sędzia Igor Tuleya ocenił taktykę organów ścigania jako "przerażającą". - Budzi to skojarzenia nawet nie z latami 80., ale z metodami z lat 40. i 50., czasów największego stalinizmu - mówił sędzia. Później podtrzymał swoje słowa, choć wywołały one kontrowersje. Były szef CBA Mariusz Kamiński określił wystąpienie Tulei jako nieodpowiedzialne. Zapowiedział wniosek o postępowanie dyscyplinarne

.

Publicyści zastanawiali się w "Poranku Radia TOK FM", czy sędzia Tuleya zwyczajnie nie przesadził.

Jerzy Stępień: Tuleya użył adekwatnego określenia >>

Tuleya miał obowiązek ocenić CBA

Wojciech Maziarski, publicysta "Gazety Wyborczej", uważa, że porównanie Tulei było uprawnione. - Podał konkretne przykłady działań urzędu polegające na nocnych przesłuchaniach, mające na celu zastraszenie, wymęczenie podejrzanego i porównał to do takich samych przesłuchań w latach stalinowskich - ocenia Maziarski.

- To jest kompletnie nieuprawnione - nie zgadza się Jarosław Gugała z Polsatu. - W latach stalinowskich jakichś paru drabów dorwałoby człowieka, więziło w piwnicy, tam by go katowali i nikt by o tym nie wiedział. Każdy, kto robi tego typu porównania, obraża pamięć ofiar terroru stalinowskiego - mówił w TOK FM.

"PiSowskiej stronie zrzedły miny. Sędzia Tuleya powiedział wreszcie prawdę o IV RP" [BLOG]

Również Bartosz Węglarczyk z "Rzeczpospolitej" ocenia, że sędzia Tuleya przesadził. - Ale w tych nocnych przesłuchania jest coś niepokojącego - przyznał.

Węglarczyk podkreślił również, że sędzia Tuleya miał obowiązek ocenić zachowanie CBA. - Sędzia ma ocenić, czy organy ścigania zachowały się poprawnie. Jeśli się zachowały niepoprawnie, jego obowiązkiem jest doniesienie prokuraturze. To jego psi obowiązek, a nie prawo - zaznaczył.

Zabawa chłopców w krótkich majteczkach

Gugała przypominał, po co była sprawa lekarza Mirosława G. - Otóż IV RP chciała wzbudzić strach wśród złoczyńców. Był i jest problem korupcji wśród lekarzy. A tu góra urodziła mysz. Z drobnego łapownictwa nie da się urodzić wielkiej góry, która ma rzucić cień i przerazić wszystkich lekarzy w Polsce, żeby nie brali więcej łapówek - mówił dziennikarz.

- Z korupcją trzeba walczyć, ale te działania były śmieszne i nieudolne. To była zabawa chłopców w krótkich majteczkach w rewolucję i porównywać tego do niczego poważnego się nie da - ocenia.

"Tuleya zrobił to, co do niego należy. Po prostu postąpił sprawiedliwie" [BLOG]

Według Maziarskiego działania CBA wynikały z bycia "owładniętymi poczuciem rewolucyjnej misji". - Uważali, że słuszność ich sprawy usprawiedliwia wszystkie metody. Mnie się to kojarzy z procesami pokazowymi z czasów stalinowskich - dodał publicysta.

Państwo zniszczyło życie pielęgniarki

W rozpracowywaniu doktora Mirosława G. brał udział agent CBA. Uwiódł jedną z pielęgniarek jedynie po to, aby ta wynosiła z oddziału, gdzie ordynatorem był oskarżony, dokumentację pacjentów. Nazwano go "dużym agentem Tomkiem"

- To absolutnie wstrząsające - ocenia Węglarczyk. - Jeżeli CBA stosuje tak nieprawdopodobne metody w sprawie, która nie jest gigantyczną aferą, zagraża państwu, służbie zdrowia, to ja mam dla CBA propozycję. Zamiast trenować agentów w sztuce uwodzenia kobiet, to trzeba taką pielęgniarkę wywieźć do Guantanamo, posiedzi tam trzy dni i gwarantuję, że całą dokumentację przyniesie w zębach - krytykował dziennikarz.

- My na szczęście nie wiemy, kim jest ta pielęgniarka. Ale w kręgu jej znajomych zniszczyli jej życie. Po to, żeby wyniosła dokumentację medyczną. To, że państwo robi takie rzeczy, to i tak uważam, że sędzia Tuleya była bardzo opanowany, kiedy o tym opowiadał - mówił wzburzony Węglarczyk.

- No ten, powiedzmy, długowłosy młodzieniec, który uwiódł pielęgniarkę, taki "Antonio Bzykante" jest karykaturą agenta. Takich karykatur prawdopodobnie jest w Polsce wielu - skwitował Gugała.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM