"Polacy są dla siebie tacy okropnie źli" - publicyści o związkach partnerskich

- Jest ta złość, takie okrucieństwo, żeby innym nie było lepiej. Jak strasznie daleko realny katolicyzm odszedł od humanitarnego przesłania, na który się powołuje. Przypominają się słynne słowa Tischnera, że chrześcijaństwo jest przed nami - mówił w TOK FM Jacek Żakowski. Sejm odrzucił dziś wszystkie projekty ustaw o związkach partnerskich.
Poprzedzająca głosowanie czwartkowa debata była, oględnie mówiąc, burzliwa.

- Ja nie widzę żadnego argumentu przeciwko daniu ludziom funkcjonującym w związkach partnerskich równych praw - komentował w TOK FM Tomasz Lis. Przypomniał, że w żadnym z trzech projektów (PO, RP, SLD) nie ma mowy o prawie do adopcji dzieci. - Natomiast możliwość zarejestrowania swojego związku, możliwość dziedziczenia i odwiedzania siebie w szpitalu to elementarne prawa ludzkie - uważa redaktor naczelny "Newsweeka".



Polacy są dla siebie tacy źli

- Polacy są dla siebie tacy okropnie źli. Przecież dla Kościoła nie ma różnicy, czy związki będą rejestrowane, czy nie. Dla nich problemem jest to, że ludzie żyją ze sobą bez ślubu - zwracał uwagę Jacek Żakowski.

- Jest ta złość, takie okrucieństwo, żeby innym nie było lepiej. Jak strasznie daleko realny katolicyzm odszedł od humanitarnego przesłania, na który się powołuje w sposób coraz mniej uprawniony. Przypominają się słynne słowa Tischnera, że chrześcijaństwo jest przed nami - opisywał publicysta.

- W dodatku to brzmi tak szantażowo, wręcz terrorystycznie - ocenia Wiesław Władyka. - Kiedy słyszę tzw. ludzi Kościoła, to jest to poza granicą nie tylko przyzwoitości, ale takiego zdrowego rozsądku, normy ogólnie przyjętej - komentował publicysta "Polityki".

- Donald Tusk ma do czynienia z jakąś wewnętrzną opozycją - dodał Władyka.

Grupiński: Gowin im starszy, tym węższe ma horyzonty >>

Debata z czasów Biskupina

- To jest coś niepojętego. Mam wrażenie, że to jest kolejny dowód na anachronizm naszej debaty publicznej. Rzeczy oczywiste są tak zaszantażowane, tak zakrzyczane, w taki sposób ustawione, że te nasze dzieci podróżujące po świecie wracają i to wszystko słyszą... to co one sobie myślą? - pytał Władyka. - Powrót do Biskupina - skomentował Lis.

- Mam wrażenie, że polska polityka jest rozpięta między dwoma niskimi pobudkami. Komu by się podlizać i komu by dokopać. I to jest narastający problem. Nie możemy rozwiązać problemów realnych, bo w tym rozpięciu w ogóle nie ma na nie miejsca - opisywał Żakowski.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM