A na lewicy bez zmian i ciągle te same nazwiska. "Młoda kadra nie wyrosła"

Europa Plus i lista do Parlamentu Europejskiego mają być nową polityczną wizją i nową jakością na polskiej lewicy. Problem w tym, że na giełdzie nazwisk pojawiają się nie nowe, ale te dobrze znane: Aleksander Kwaśniewski, Andrzej Olechowski, Robert Kwiatkowski, a nawet Józef Oleksy. - To jest tak jak ze starymi końmi, które jeszcze są sprawne - tłumaczy Marek Borowski - Jak się zbiorą, jak się zawezmą, jak sobie powiedzą, że trzeba, no to pociągną - komentuje Marek Borowski.
- Pewnie dlatego, że młoda kadra nie wyrosła - odpowiada bez wahania były marszałek i wicemarszałek Sejmu, dziś senator niezależny Marek Borowski. Sam do Parlamentu Europejskiego się nie wybiera. I to bez względu na to, jaka by lista nie powstała.

Niestety, jak tłumaczy, po lewej stronie dominujący był i jest w dalszym ciągu Sojusz Lewicy Demokratycznej. - A tam jakoś młodych zdolnych nie widać. Ci, którzy się pojawiają, pokazują też różnego rodzaju braki. Często są to ludzie z bardzo małym doświadczeniem, albo też tylko z doświadczeniem politycznym, bez zawodowego - mówi.

W takiej sytuacji często sięga się właśnie po czołowe twarze. Tylko czy oni rzeczywiście są w stanie być tą siłą, która jest potrzebna? - To jest tak jak ze starymi końmi, które jeszcze są sprawne - tłumaczy Marek Borowski - Jak się zbiorą, jak się zawezmą, jak sobie powiedzą, że trzeba, no to pociągną. Rzecz nie polega jednak na tym, żeby ciągnęły w nieskończoność, aż padną, tylko żeby wytworzyły pewien mechanizm zastępowalności pokoleń. A jednocześnie zaproponowały Polakom określone działania i ścieżki rozwoju. Jednak czy akurat ci to zrobią? Nie wiadomo. Na razie schodzą się z problemami - kwituje.

Bo "starzy" nie dają się zastąpić

- Rzeczywiście w Polsce jest w ogóle kłopot z sukcesją - mówi Cezary Michalski z "Krytyki Politycznej". - Liderzy polityczni po żadnej stronie nie wychowują sobie młodych, tylko ich wręcz zabijają. Wszystko dlatego, jego zdaniem, że młodzi są dla nich po prostu potencjalną konkurencją. Bo u nas polityk chce do 90. roku życia być liderem swojej partii - mówi.

Czy Kwaśniewskiemu starczy chęci?

- A w sytuacji absolutnego braku świeżej energii, świeżych nazwisk i osób sięga się po te sprawdzone nazwiska - dodaje Renata Kim z tygodnika "Newsweek". Stąd Aleksander Kwaśniewski, który był prezydentem przez dwie kadencje i od tamtej pory uważany jest za kogoś, kto jest w stanie zebrać "do kupy" lewicę i centrum. - Tylko przypomniałabym tym wszystkim, którzy mają takie nadzieje, że on kilka razy próbował już pomagać lewicy, i to zawsze kończyło się jakąś porażką - przypomina dziennikarka. - W ostatniej chwili tracił ochotę, by być tym liderem, guru, czy kimś, kto potrafi zjednoczyć - dodaje.

Olechowski i niemoc

I wydaje się, że ta obecna aktywność ramię w ramię z Ruchem Palikota to będzie właśnie taka kolejna polityczna inicjatywa Aleksandra Kwaśniewskiego. - Nie wydaje mi się, że będzie miał tę energię potrzebną do tego, żeby stanąć i zawalczyć. A wyciąganie Andrzeja Olechowskiego? On też zawsze był symbolem człowieka, który mógłby coś zrobić, ale de facto nigdy nic nie zrobił. I od czasu, kiedy był jednym z trzech tenorów w Platformie Obywatelskiej nie miał większych sukcesów.

Oczywiście można sobie wyobrazić, że ostatecznie Aleksander Kwaśniewski rzeczywiście zdecyduje się kandydować w wyborach do Parlamentu Europejskiego. - I wyborcy, owszem, będą na niego głosowali, bo znają to nazwisko, podobnie jak być może na Andrzeja Olechowskiego. Natomiast to nie oznacza wcale, że wszyscy, którzy mają lewicę w sercu, będą tę jego koalicję także i później popierać - mówi.

DOSTĘP PREMIUM