Prof. Stempin: "Bankierzy Boga", czyli ciemne machinacje watykańskiego banku

Bank Watykański - ta ukryta za wysokimi murami instytucja finansowa pulsuje w samym sercu Europy z kapitałem 6 mld euro. W ostatnich dziesięcioleciach, oprócz legalnych wpływów, inkasował także nielegalne sumy pieniędzy. Na jego konta wpływały kwoty m.in. od piorącej brudne pieniądze mafii. O największy skandal w historii banku zatroszczył się Roberto Calvi, zwany "bankierem Boga" - pisze dla TOKFM.pl prof. Arkadiusz Stempin.
W ramach śledztwa w sprawie banku watykańskiego aresztowano trzy osoby: biskupa, agenta włoskich tajnych służb i brokera finansowego. Są podejrzani o oszustwo i korupcję. Mieli współdziałać w próbie przemytu 20 mln euro.

W związku z tym przypominamy tekst prof. Arkadiusza Stempina o "Bankierach Boga", czyli właśnie o banku watykańskim.


28 lutego, wraz z abdykacją Benedykta XVI, odchodzi z urzędu Attilio Nicora, jeden z nielicznych kardynałów, który wraz z Benedyktem kruszył kopie o zaprowadzenie większej transparencji w rzymskiej kurii. Dwa lata temu papież powołał tego 73-letniego Włocha na szefa kilkuosobowego dyrektorium zarządzającego finansami Watykanu (Autorita di informazione finanziaria). Nowemu urzędowi podlegał zarówno Bank Watykański (Istituto per le Opere di Religione - IOR), jak również "ministerstwo skarbu" Stolicy Apostolskiej (Amministrazione del Patrimonio della Sede Apostolica), na którego czele stał już kardynał Nicora.

Pochodzący z Varese w północnej Italii Nicora należy do najbardziej renomowanych znawców prawa kościelnego. W 1992 roku został arcybiskupem Verony, by 10 lat później trafić do Rzymskiej Kurii. Wyniesiony do godności kardynalskiej stanął na czele rzeczonego "ministerstwa skarbu" Stolicy Apostolskiej. W ten sposób papież uczynił swojego człowieka kontrolerem nieprzejrzystego Banku Watykańskiego, zwanego eufemistycznie od momentu swojego powstania Instytutem Dzieł Religijnych (IOR).

Ta ukryta za wysokimi murami watykańskimi instytucja finansowa pulsuje w samym sercu Europy z kapitałem 6 miliardów euro. IOR nie ma charakteru centralnego banku watykańskiego, lecz zarządza dobrami kościelnymi oraz środkami płynnymi (kontami) osób prawnych, np. zakonów i klientów indywidualnych (kardynałów, biskupów, księży, urzędników) Stolicy Apostolskiej. Pieniądze pożycza się na niski procent towarzystwom religijnym, wyprawom misyjnym i diecezjom na całym świecie. Siedziba IOR mieści się w dawnych lochach watykańskich, tzw. wieży Mikołaja V, tuż pod pałacem papieskim. Wejście do niego sąsiaduje z windą dla personelu, który wjeżdża bezpośrednio do apartamentu papieskiego.

"Bankier Boga"

W ostatnich dziesięcioleciach, oprócz legalnych wpływów, IOR inkasował nielegalne sumy pieniędzy. Na jego konta wpływały kwoty niewiadomego pochodzenia, w tym od piorącej brudne pieniądze mafii. O największy skandal w historii IOR zatroszczył się Roberto Calvi, szef katolickiego Banku Ambrosiano w Mediolanie, zwany "bankierem Boga".

W 1982 roku znaleziono go powieszonego pod Mostem Czarnych Mnichów w Londynie. Do dziś nie wiadomo, czy popełnił samobójstwo, czy został zamordowany. Tę i wiele innych tajemnic Calvi zabrał ze sobą do grobu. Na szubienicy w Londynie spodnie wypchane miał połówkami cegłówek, symbolem włoskiej masonerii. Pierwotnie podejrzewano, że "bankier Boga" popełnił rytualne samobójstwo. Na trop zabójstwa śledczy wpadli dopiero później, gdy się okazało, jaką siecią pajęczych interesów Calvi spleciony był z szefem Banku Watykańskiego abp. Paulem Marcinkusem.

Paul Casimir Marcinkus - ten wyrosły w USA duchowny pojawił się w Watykanie w odpowiedniej chwili, gdy po śmierci papieża Jana XXIII (1963) załamały się wpływy z kolekt, a Włochy zawiesiły wolność podatkową, którą przed wojną Mussolini zagwarantował Kościołowi. W tej sytuacji papież Paweł VI postanowił duże sumy pieniędzy wywieźć za granicę. Odpowiedzialnym za to uczynił dwie osoby: Marcinkusa i sycylijskiego bankiera Michele Sindona. Do nich dołączył Calvi. Marcinkus zasiadał w Radzie Nadzorczej Banku Ambrosiano. To za jego zgodą Calvi założył w Panamie fikcyjne konta - cała trójka prała brudne, mafijne pieniądze, raz nawet wywołał sztuczną hossę na giełdzie w Mediolanie.

Calvi zadłużył jednak Bank Ambrosiano po uszy i doprowadził go do ruiny, topiąc depozyty Banku Watykańskiego, czyli pieniądze mafii. Uciekł z Italii, co mu niewiele pomogło, gdyż ręce mafii dorwały go w Londynie. W tym samym dniu jego sekretarka wyskoczyła przez okno. Także Sidonia nie przetrwał skandalu, akurat siedział w więzieniu, gdy go otruto kawą.

Tylko Marcinkus, szef IOR, cało wyszedł z opresji. Wobec ofiar skandalu bankowego, wierzycieli i depozytariuszy Banku Watykańskiego i Ambrosiano zapłacił dobrowolnie 250 mln dolarów, pomimo że Watykan czerwonym ołówkiem łatał dziury w budżecie.

List gończy i ochrona w Watykanie

Kiedy w 1978 roku zmarł papież Paweł VI, jego następca - Jan Paweł I - chciał usunąć Marcinkusa ze stanowiska szefa IOR. Nie zdążył, gdyż zmarł po 33 dniach pontyfikatu. Nie zabrakło przy tym fantasmagorycznych oskarżeń, że to nikczemnik w sutannie, czyli abp Marcinkus, wywarem z naparstnicy zawczasu otruł papieża. Tymczasem ojciec święty zmarł na zawał serca.

U jego następcy Jana Pawła II Marcinkus cieszył się już dużymi względami, gdyż obrotny arcybiskup finansował ruchy opozycyjne w Europie Wschodniej, w tym sumą 100 milionów dolarów polską Solidarność. Jan Paweł II chronił swojego bankiera, za którym w Italii w 1987 roku wypuszczono list gończy. Przez ten czas Marcinkus skrył się za murami Watykanu, mieszkając jako jedyny w wielkim pałacu gubernatorskim. Dopiero w 1989 roku ustąpił ze stanowiska, wrócił do USA, gdzie pełnił posługę kapłańską w kościele parafialnym św. Katarzyny w Phoenix (Arizonie), opiekując się głównie chorymi. W 2006 roku doczekał tam swoich dni.

Schedę po nim w Rzymie przejął jego prywatny sekretarz, zarazem wierny uczeń i wzorowy naśladowca - biskup Donato de Bonis, który za plecami świeckiego prezydenta banku, jako nr 2 w Banku Watykańskim, kontynuował ciemne interesy z mafią, lożą P2 oraz zachował cały system tajnych kont, na które nadal wpłacano (i prano) brudne pieniądze. Widok biskupa, który co tydzień zanosił do banku walizki pełne banknotów o nominałach 100 000 lirów, uchodził za najnormalniejszy na świecie. Konta należały do licznych fikcyjnych organizacji charytatywnych, np. Fundacji Maryjnej z Lourdes, Fundacji dzieci chorych na białaczkę lub tez Fundacji kardynała Spellmana. W rzeczywistości wszystkimi kontami zarządzał osobiście biskup de Bonis. W przypadku śmierci biskupa de Bonis depozyty na koncie Fundacji kardynała Spellmanna miały przypaść Giulio Andreottiemu, siedmiokrotnemu premierowi Italii, węzłem gordyjskim splecionemu z mafią. Przez to konto przewinęło się 60 milionów euro.

"Watykan. Spółka z o.o."

Skalę procederu ujawnił włoski dziennikarz Gianlugi Nuzzi, który oparł się na dokumentach, pochodzących od sekretarza biskupa de Bonis: Monsignore Renato Dardozzi. Monsignore Renato Darozzi był członkiem watykańskiej finansjery i przez kilka lat gromadził tajne archiwum składające się z 5000 dokumentów z sekretariatu stanu i Banku Watykańskiego. Dokumenty w największej tajemnicy przewoził do Szwajcarii i składał w piwnicy jednego z domów w Tessinie. Nie zaświadczają one bynajmniej o chrześcijańskiej miłości, tylko o procedurach prania pieniędzy, na usługach mafii, o blokadzie antykorupcyjnych śledztw, czy powszechność praktyk łapówkarskich.

Dardozzi jako wierny syn Kościoła tak długo jak żył, trzymał język za zębami. O skandalicznych praktykach w IOR nie zdradził nic. Ale w swoim testamencie zarządził, że tajne archiwum należy po jego śmierci opublikować. W 2007 roku wykonawcy jego testamentu zaangażowali w tym celu włoskiego dziennikarza Gianluigi Nuzzi. Ten dokumenty najpierw wstawił do sieci, by potem w skomentować je w formie książki: "Watykan jako spółka z o.o.". Książka stała się od razu bestsellerem, w Italii pierwsze wydanie sprzedano na pniu w ilości 170 000 egzemplarzy. Książkę przetłumaczono na kilka języków.

Z napiętnowanym przez Nuzziego procederem postanowił w piątym roku pontyfikatu rozprawić się Benedykt XVI (2010). Papież utworzył nadrzędną instytucję kontrolującą IOR. Na jego czele stanął kardynał Attilio Nicora. A na czele Banku Watykańskiego Gotti Tedeschi. Przejrzystość miała zapewnić Bankowi Watykańskiemu wejście na tzw. białą listę OECD banków wypełniających restrykcyjne wymogi transparencji i systemu wymiany informacji podatkowej. W tym celu Benedykt wprowadził odpowiednią ustawę. Ale nie została ona wcielona w życie. Ustawę zawiesił kardynał-sekretarz stanu Bertone, osoba nr 2 po papieżu, który zatroszczył się o to, by kontrolą watykańskich finansów objąć tylko te dokumenty, który wcześniej przejdą przez jego ręce. Za krokiem Bertone kryła się wpływowa grupa wspierających go kardynałów. W efekcie komisja antykorupcyjna Rady Europy zamonitowała podczas kontroli Banku Watykańskiego w lipcu ub. roku deficyty jego transparencji, liczne wyjątki przy identyfikacji klientów, oraz brak nadrzędnej niezależnej instancji kontroli.

Benedykt musiał też poświęcić oddanego sobie szefa banku watykańskiego Gotti Tedeschi, który przy wyjaśnianiu kwestii tajnych kont, od razu popadał w konflikt z kardynałem Bertone. Tedeschi "nie uzyskał wotum zaufania całego zarządu", co ujawniły dokumenty, jakie ujrzały światło dzienne w aferze Vatileaks, wyniesione przez kamerdynera Paulo Gabriele z apartamentów papieskich.

Po zwolnieniu kardynała Nicora bankiem watykańskim zarządza więc dobry przyjaciel kardynała Bertone. To zwycięstwo sekretarza stanu i watykańskiej kliki władzy, a porażka Benedykta, twierdzą watykańscy augurzy. Jego dymisja jest przyznaniem się do tej bolesnej porażki papieża profesora, któremu rządy nad Watykanem zupełnie wymknęły się z rąk.

Arkadiusz Stempin, profesor historii i politologii w WSE ks. Józefa Tischnera w Krakowie i na uniwersytecie Alberta Ludwika we Fryburgu Bryzgowijskim (Niemcy)

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM