Rodziny, w których dzieci są głodne. "Są roszczeniowcy, ale są i tacy, którzy się nie poddają. Pracują nawet za grosze"

- Niektóre rodziny są roszczeniowe, ale są i zaradni. Pani Dorota, żeby dorobić, składa małe elementy scalone za 3 grosze za sztukę. Pracując 15 godzin na dobę przez 30 dni w miesiącu, udaje jej się złożyć ich ok. 1000. To daje miesięczny zarobek 300 zł netto. Cieszy się, bo może za pół roku będzie podwyżka do 4 gorszy za sztukę - opisuje dla TOK FM Grzegorz Janiak.
Grzegorz Janiak jest założycielem i prezesem Polskiej Fundacji Pomocy Dzieciom "Maciuś". Pracuje z niedożywionymi dziećmi od siedmiu lat. Fundacja opublikowała badania, z których wynika, że w Polsce niedożywionych jest 800 tys. dzieci

Bardzo często niedożywione dzieci pochodzą z rodzin, w których miesięczny dochód na osobę zaledwie o kilka złotych przekracza próg niezbędny do otrzymania bezpłatnego ciepłego posiłku w szkole.

W mojej opinii na przestrzeni 7 lat działania Fundacji nic się nie zmieniło. Pomagamy stale tym samym rodzinom, które zgłosiły się do nas na początku działalności. Gdy zakładaliśmy Fundację i zastanawialiśmy się, jaki jest największy problem polskich dzieci, to dane, na jakich się opieraliśmy, były zbliżone do tych, które przygotował dla nas Dom Badawczy Maison. Jednak nie zdawaliśmy sobie sprawy, że skala problemu jest tak ogromna.

Zaradni...

Rodziny borykające się z problemem głodu i z ubóstwem można podzielić na dwie grupy. Pierwsza z nich to rodziny zaradne, które nie użalają się nad swoim losem, tylko chcą poprawić swoją sytuację materialną. Latem całe rodziny chodzą do lasu i zbierają grzyby i jagody, które później sprzedają przy drodze. Z zarobionych pieniędzy spłacają zaległości w opłatach za prąd, za artykuły spożywcze wzięte w sklepie "na zeszyt", a jak wystarczy, to kupują dzieciom najpotrzebniejsze ubrania, głównie spodnie, buty, kurtki itp. Rodzice tych dzieci starają się znaleźć jakąś pracę, choćby dorywczą, z urzędu pracy lub u miejscowego rolnika przy zbiorach owoców i warzyw. Robią wszystko, żeby sobie z tą sytuacją poradzić

...i roszczeniowcy

Druga grupa to rodziny niezaradne i często roszczeniowe ("bo się należy"). Bardzo często zgłaszają się do Ośrodków Pomocy Społecznej i próbują wywalczyć dla swojej rodziny dopłaty do wszystkiego - do mieszkania, do węgla na zimę, do wyprawek i książek dla dzieci. Często w tych rodzinach występuje błędne koło. Głód w dzieciństwie powoduje kłopoty w nauce. To z kolei przekłada się na gorszy start w dorosłe życie i późniejszą biedę. Co piąte dziecko wychowane w ubóstwie cierpi z powodu głodu i nędzy również w życiu dorosłym. Z rozmów z pracownikami Ośrodków Pomocy Społecznej wynika, że całe pokolenia rodzin korzystały i nadal korzystają z ich pomocy - dziadek, ojciec, syn, a w niedalekiej przyszłości - pewnie i jego dzieci.

Skrajne przypadki

Misją naszej działalności jest przede wszystkim pomoc dzieciom z najbiedniejszych rodzin. W tym celu finansujemy posiłki w szkołach dla najbardziej potrzebujących. Na stałe współpracujemy z 400 szkołami z całego kraju, wydaliśmy już ponad 1 300 000 bezpłatnych posiłków. Ponadto stale wspieramy ok. 150 dzieci z województwa pomorskiego. Zajmujemy się głównie przypadkami skrajnymi. Co miesiąc przygotowujemy paczki żywnościowe dla rodzin wielodzietnych oraz kilka razy w roku paczki z odzieżą i środkami czystości. Przed 1 września przygotowujemy wyprawki szkolne i kupujemy podręczniki

Oto kilka rodzin, którymi zajmuje się fundacja.

66 groszy za godzinę

Rodzina pani Doroty* mieszka w niewielkim domu pod lasem, dookoła pola. Mąż nie płacił alimentów na dzieci z poprzedniego małżeństwa. W zeszłym roku pojawił się komornik z nakazem egzekucyjnym ściągnięcia zaległych alimentów z odsetkami w kwocie 25 000 zł. Musieli sprzedać ponad połowę gospodarstwa.

Obecnie na sześcioosobową rodzinę otrzymują pomoc z OPS w kwocie 800 zł (są rolnikami posiadającymi 3 ha ziemi piątej kategorii). Z tej kwoty 400 zł idzie na alimenty.

Pani Dorota podjęła pracę chałupniczą. Nie załamuje się. Składa małe elementy scalone, za które otrzymuje 3 grosze za sztukę. Powiedziała naszej Fundacji, że pracując 15 godzin na dobę przez 30 dni w miesiącu, udaje jej się złożyć ok. 1000 takich elementów, co daje jej miesięczny zarobek 300 zł netto. Cieszy się, bo firma, dla której je składa, powiedziała, że może za pół roku da jej podwyżkę i będzie otrzymywać za każdy złożony element scalony 4 grosze.

Bilet do syna czy jedzenie

Rodzina pani Eweliny mieszka w niewielkim pokoju w domu swoich znajomych. Wychowuje samotnie trójkę dzieci. Jej mąż zmarł na raka w wieku 29 lat.

Chociaż bardzo chciałaby podjąć jakąkolwiek pracę, nie może znaleźć opieki dla swoich dzieci. Ponadto jedno z jej dzieci choruje na astmę oskrzelową i często przebywa w szpitalu.

Pani Ewelina nie lubi weekendów, ponieważ musi wybierać, czy pieniądze wydać na jedzenie dla siebie i dwójki dzieci, czy na bilet, żeby odwiedzić syna w odległym o 120 kilometrów szpitalu.

...żeby się nie wstydziły

Rodzina pani Marii liczy dziewięć osób. Mąż choruje na wodogłowie - nie może podjąć żadnej pracy. Na szczęście dwaj starsi synowie (18 i 19 lat) nauczyli się w cechu zawodu stolarza. Pracują - jeden na cały, drugi na pół etatu. To oni utrzymują całą rodzinę.

Każdego ostatniego dnia miesiąca oddają matce całe swoje wynagrodzenie, żeby ich rodzeństwo nie musiało głodować. Pani Maria namawia ich czasem, żeby kupili coś dla siebie, ale nie chcą. Źle by się czuli, widząc, że ich młodsze siostry chodzą do szkoły w za krótkich spodniach i za małych kurtkach. Jak nam powiedzieli, nie chcą, aby rówieśnicy śmiali się z ubogiego wyglądu ich sióstr, tak jak z nich śmiali się koledzy, gdy sami chodzili do szkoły.

Fundacja zachęca do przekazania 1 % podatku na pomoc niedożywionym dzieciom >>

Znacie takie historie? Sami ich doświadczyliście? Chcecie pomóc? Piszcie na: kontakt_tokfm@agora.pl

DOSTĘP PREMIUM