"7 dolarów. Do negocjacji". Syryjskie kobiety w obozach dla uchodźców sprzedają się

W obozach dla uchodźców na granicy Syrii z Jordanią kwitnie prostytucja. Przebywają w nich głównie matki z dziećmi. Większość z nich nie ma żadnych pieniędzy. A kobiety rozpaczliwie potrzebują zarobku. Na pustynnym odludziu, często w dużej odległości od miast, znalezienie pracy jest praktycznie niemożliwe.
Z Syrii płynie potężna fala uchodźców. Jej rozmiarów nikt nie przewidział. Od początku roku do ościennych krajów przedostało się ponad pół miliona ludzi. Wszystkie szacunki ONZ okazały się zaniżone.

Liczby tak duże, że stają się abstrakcją

Obecnie z Syrii ucieka średnio 8 tys. osób dziennie - w grudniu 2012 roku było ich czterokrotnie (!) mniej. Tylko od 1 stycznia z Syrii zbiegło ponad 520 000 ludzi, czyli prawie połowa wszystkich uchodźców - podała rzeczniczka biura Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców. ONZ szacuje, że od marca 2011 roku konflikt w Syrii pozbawił dachu nad głową ok. 4 mln z 22 mln mieszkańców tego kraju. W ostatnich miesiącach walki między siłami prezydenta Baszara el-Asada a zbrojną opozycją syryjską przybrały na sile. Wojska rządowe częściej przypuszczają ataki na bazy powstańców. Od początku walki z dyktatorem zginęło co najmniej 70 tysięcy ludzi.

- Ludzie patrzą na te liczby i one są tak niewyobrażalne, że stają się abstrakcją. A za nimi stoją tragedie prawdziwych ludzi. Siedmiu moich przyjaciół zginęło w Syrii. I żadna z tych osób nie była nawet aktywnym działaczem FSA... Byli zwykłymi cywilami. Jedna osoba zginęła podczas bombardowania, kilka kolejnych od szrapneli - mówił w rozmowie z portalem Gazeta.pl Majed Hallak, Syryjczyk, który 17 miesięcy temu opuścił ojczyznę i od tego czasu nie widział swoich bliskich.

Kobiety na sprzedaż

Jamal Halaby, dziennikarz AP, w przejmującym reportażu opisuje sytuację w jednym z obozów dla uchodźców

Mężczyzna, zwłaszcza jeśli ma jaśniejszą skórę, jest zaczepiany przez kobiety. - Chodź, ze mną miło spędzisz czas - mówi Nada, 19-latka w białej chuście na głowie. Przed namiotem w palącym słońcu wygrzewa się jej ojciec: brodaty, w tradycyjnym stroju. Milczy. Nada uciekła przez południową granicę Syrii z miasta Daraa siedem miesięcy temu. Cena za jej ciało to 7 dolarów (jak zapewnia - do negocjacji), dziennie zarabia 70.

Kilka namiotów dalej sytuacja się powtarza, ale tym razem ofertę seksu za pieniądze z jego własną żoną składa młody mężczyzna z Idlib. - Możesz ją mieć na cały dzień za 70 dolarów - mówi. Dodaje, że nie sądził, że kiedykolwiek będzie robił coś takiego, ale - jak twierdzi - nie ma wyjścia. Pieniędzy rozpaczliwie potrzebują jego rodzice i teściowe, którzy zostali w ociekającej krwią Syrii.

Bieda i beznadzieja

Obozy dla uchodźców na granicy Syrii z okolicznymi państwami to dla nich wielka, być może jedyna, szansa na przeżycie. Przyjazną Jordanię wybierają często. W obozach są głównie samotne kobiety z dziećmi lub starszymi krewnymi. Mężczyźni walczą w ojczyźnie lub nie żyją. Co sprawia, że kobiety zaczynają się prostytuować?

Odpowiedź jest banalna - bieda. Wszystkie pieniądze, o ile w ogóle je mają, idą na ucieczkę z kraju - łapówki, transport... Kobiety w obozach dla uchodźców dostają jedzenie, ale nie mogą pomóc tym, którzy zostali w Syrii. Szans na zdobycie jakiejkolwiek pracy nie ma. Nie mają więc żadnego źródła dochodu.

Ryż to za mało

Najwięcej uchodźców trafia do Jordanii. W obozie Zaatari, największym, mieszka 120 tys. ludzi. - Tam warunki są nie najgorsze - mówiła w TOK FM dziennikarka "Gazety Wyborczej" Marta Urzędowska, która niedawno wróciła z podróży po tych trzech krajach. - Ludzie mieszkają w namiotach. Ale żyją z tygodnia na tydzień. Od organizacji międzynarodowych dostają środki czystości, jedzenie (nic wyszukanego - ryż, makaron. Gotują sobie sami). Utrzymanie obozu kosztuje milion dolarów. Dziennie.

"Wszystkie szacunki ONZ okazały się zaniżone"

- Andrew Harper, przedstawiciel UNHCR w Jordanii, mówił, że nie pamięta kryzysu, który byłby tak słabo zarządzany w sensie finansowym. Skala tego, co dzieje się w Syrii, i ogromnego rozlewu uchodźców na kraje ościenne zaskoczyła świat. Wszystkie szacunki ONZ okazały się zaniżone - mówiła Urzędowska.

Wokół Zaatari rozciąga się ogrodzenie z drutu kolczastego. Za nim pustynia. A na niej w opuszczonych domach koczują ci, dla których miejsca w obozie nie starczyło. Z Syrii płynie morze ludzi, a namioty nie są z gumy. Szacuje się, że w samej Jordanii żyje tak 400 tys. ludzi.

Część z nich - jeśli ma pieniądze - próbuje radzić sobie sama. Wynajmują mieszkania, mężczyźni podejmują się dorywczych prac za każdą stawkę. Ale to z kolei nie podoba się miejscowym. Napięcia w ościennych do Syrii krajach są nieuniknione. Jordania, Liban i Turcja - same niezbyt bogate - muszą przyjąć miliony ludzi, którzy w zasadzie nie mają nic. I pilnie potrzebują wsparcia.

Jak pomóc, żeby pomóc?

Pomoc w samej Syrii jest udzielana przez ONZ i organizacje pozarządowe, ale jest to utrudnione ze względu na warunki - mówiła w TOK FM Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, wiceminister spraw zagranicznych do spraw współpracy rozwojowej i problematyki wschodniej. Jest bardzo duże ryzyko, że dary zostaną przechwycone i sprzeniewierzone. - Za granice Syrii trafiają rodziny wielodzietne, bez mężczyzn. Dzieci nie uczą się. W szkołach nie są w stanie nadrobić kolosalnych różnic. A rodzina bez dachu nad głową się degraduje. To, co trzeba zrobić, to ułatwić im funkcjonowanie w Libanie i Jordanii - dodała wiceminister w audycji Agnieszki Lichnerowicz "Światopodgląd".

Liban bez obozów. Ilu Syryjczyków przyjmie kraj?

Taką konkretną pomocą zajmuje się m.in. Fundacja Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej. Jej prezes dr Wojciech Wilk tłumaczy TOK FM, że w obozach dla uchodźców nie da się długo wytrzymać. - Poza czekaniem na kolejny dzień nie ma tam nic do roboty - mówi. Jego organizacja działa na terenie Libanu. PCPM wynajmuje 400 mieszkań rodzinom syryjskich uchodźców, którzy mając zapewniony dach nad głową, mogą skupić się np. na szukaniu pracy w mieście.

W Libanie nie ma obozów dla uchodźców. Rząd libański ma ponure doświadczenia z uciekinierami z innych krajów. Od 60 lat mieszkają tam Palestyńczycy, którzy mieli być "na chwilę". - Mały Liban panicznie boi się uchodźców - wyjaśnia Urzędowska. - Wszyscy Syryjczycy radzą sobie sami. Dopóki były mieszkania, w jakiś sposób je wynajmowali, przyjmowały ich libańskie rodziny, jednak ta cierpliwość się kończy. Dzisiaj mieszkań nie ma, ludzie mieszkają w garażach, oborach, na korytarzach. Byłam w domu, w którym w dwóch pokojach mieszka czterdzieści osób. Spali na zmianę, mieli jeden piecyk, wokół którego się tłoczyli - relacjonuje dziennikarka.

Syryjczyków w Libanie jest milion: połowa z nich to uchodźcy, druga połowa to pracownicy sezonowi, którzy nie mają dokąd wracać. Libańczycy boją się napływu kolejnych uchodźców. Syryjczycy chcą wykonywać każdą pracę za każde pieniądze. Biedni Libańczycy boją się ich konkurencji. To rodzi napięcia.

Turcja mówi: Więcej nie przyjmiemy

W Turcji są obozy dla uchodźców i panują tam bardzo dobre warunki - porządek, jest czysto. Problemem jest fakt, że turecki rząd nie wpuszcza wszystkich Syryjczyków. I jest nieugięty - przyjął tylko tylu uchodźców, którym był w stanie zapewnić godziwą pomoc. W związku z tym 100-200 tys. Syryjczyków koczuje pod granicą w strasznych warunkach. Turcy nie zgadzają się na to, by na ich terenie działały bezpośrednio organizacje międzynarodowe. Chcą dostawać pieniądze. A na to z kolei nie chcą wyrazić zgody Narody Zjednoczone.

- Z Syrii uciekają ludzie, którzy od dwóch lat koczowali w różnych miejscach kraju. Ich sytuacja jest tragiczna, nie mają nic, są wykończeni. Kiedy przyjeżdżają do np. Libanu, to czują ulgę, że wreszcie są bezpieczni. Ale to mija. Ci, którzy są w obozach od dawna, są wściekli na świat - nie widzą żadnego światełka w tunelu. Dostają jedzenie i środki czystości, ale to wszystko. Wcześniej mieszkali w mieście: mieli dom, pod nosem supermarket, dzieci chodziły do szkoły, a oni na imprezy. Mieli normalne życie. Nagle siedzą w namiotowym miasteczku i nie mają żadnej przyszłości. I wtedy rodzi się frustracja - opowiada dziennikarka Marta Urzędowska.

ONZ podaje, że trwający od marca 2011 roku konflikt w Syrii pozbawił dachu nad głową ok. 4 mln z 22 mln Syryjczyków. Jednocześnie alarmuje, że dotychczas udało się jej zebrać zaledwie jedną piątą z 1,5 mld dolarów potrzebnych w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2013 roku na pomoc dla syryjskich uchodźców.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM